Pozwolenie radiowe na jachcie – co powinieneś wiedzieć

Radio VHF jest jednym z podstawowych elementów wyposażenia, które zwiększa bezpieczeństwo na jachcie. Umożliwia kontakt z innymi jednostkami, marinami i służbami ratowniczymi. Radio wyposażone w DSC pozwala na wysłanie cyfrowego sygnału alarmowego z identyfikacją jednostki. 

Jednak samo zamontowanie urządzenia nie wystarczy. Jeżeli używasz na jachcie urządzeń nadawczych lub nadawczo-odbiorczych, musisz uzyskać pozwolenie radiowe, które wydaje Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. W pozwoleniu nadawany jest też znak wywoławczy i numer MMSI, które pozwalają na identyfikację jednostki w systemach radiokomunikacji morskiej. Pozwolenie może być wydane na maksymalnie 10 lat. 

Kiedy wymagane jest pozwolenie radiowe 

Często spotykamy się z uproszczeniem, że na wodach śródlądowych można korzystać z VHF bez pozwolenia. Tak nie jest.  

UKE wskazuje, że wykorzystanie urządzeń radiowych nadawczych lub nadawczo-odbiorczych tak na jachcie morskim, jak i śródlądowym wymaga pozwolenia. 

Na jachcie przeznaczonym wyłącznie do żeglugi śródlądowej (rekreacyjnej i komercyjnej) nie ma obowiązku posiadania pozwolenia radiowego, ale tylko wtedy, gdy nie są używane urządzenia radiowe, które takiego pozwolenia wymagają. 

Łączność radiowa istotnie poprawia bezpieczeństwo żeglugi, szczególnie w sytuacji awaryjnej lub gdy konieczny jest szybki kontakt z inną jednostką albo służbami ratowniczymi. Dlatego warto rozważyć wyposażenie jachtu śródlądowego w urządzenia radiowe i uzyskanie dla nich pozwolenia.  

Na jachtach komercyjnych i rekreacyjnych, przeznaczonych do żeglugi morskiej, zainstalowanie radia jest obowiązkowe. A co za tym idzie, pozwolenie radiowe jest zawsze wymagane. 

Co obejmuje pozwolenie radiowe 

W pozwoleniu radiowym wskazujemy urządzenia nadawcze, które są na jachcie. Podstawowym urządzeniem jest radio VHF. Jeżeli jednostka jest wyposażona w dodatkowe urządzenia, to również uwzględniamy je we wniosku. Mogą to być: EPIRB, transponder, radar, AIS, czy radiostacja szalupowa. 

Jeżeli po wydaniu pozwolenia na jachcie zamontujesz inny typ urządzenia, samo „dopisanie” go do dotychczasowego pozwolenia nie jest możliwe. Zmiana urządzeń wymaga uchylenia dotychczasowego pozwolenia i wystąpienia o nowe. 

Jakie dokumenty są potrzebne 

Przed złożeniem wniosku w twoim imieniu poprosimy cię o: 

  1. wskazanie urządzeń, które są zamontowane na jachcie,
  2. deklarację zgodności CE dla każdego urządzenia. Jeśli nie będziesz mógł jej znaleźć, być może znajdziemy ją w naszej bazie,
  3. skan świadectwa operatora urządzeń radiowych (świadectwo SRC) – musi ono być wydane przez Prezesa UKE albo przez właściwy organ zagraniczny. Zaświadczenie o ukończeniu kursu, np. ISSA, nie są honorowane,
  4. skan dokumentu rejestracyjnego jachtu. 

Jak wygląda procedura uzyskania pozwolenia radiowego 

Po otrzymaniu dokumentów musimy je zweryfikować. Sprawdzamy, czy deklaracje zgodności CE odpowiadają wskazanym urządzeniom i czy przesłane świadectwo pozwoli na złożenie wniosku. Następnie wypełniamy i składamy wniosek. 

Decyzja o wydaniu pozwolenia radiowego ma formę elektroniczną. To znaczy, że jest w pliku PDF, podpisanym przez urzędnika elektronicznym podpisem kwalifikowanym. Nie ma możliwości, aby UKE wydał pozwolenie w papierowej wersji.  

Pozwolenie radiowe to nie koniec 

Jeżeli masz EPIRB, MOB lub PLB, po otrzymaniu pozwolenia radiowego konieczny jest jeszcze jeden krok – zarejestrowanie urządzenia w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. 

Będziesz musiał zwrócić się do dealera albo producenta EPIRB, by zaprogramował go nadanym numerem MMSI. Po zaprogramowaniu powinieneś uzyskać HEX ID identyfikujący konkretną radiopławę. Numer ten powinien znajdować się na raporcie z programowania i certyfikacie zgodności COSPAS-SARSAT. Skany obu dokumentów będziesz musiał nam przesłać, żebyśmy mogli zarejestrować urządzenie. 

Poprosimy cię dodatkowo o podanie danych osoby, której nie będzie na jachcie i w razie sygnału alarmowego będzie dostępna do kontaktu. 

A jeśli szukasz informacji o procesie rejestracji jachtu w Polsce, zapraszamy do przeczytania naszego wcześniejszego artykułu – Rejestracja jachtu w Polsce – checklista, od której warto zacząć.  

Jeżeli jednak znajdujesz się na początku drogi i dopiero planujesz kupić swoją wymarzoną jednostkę, pobierz i przeczytaj nasz e-book Bezpieczne nabycie jachtu 3.0 i bądź gotowy na zakup!

Nowa definicja mobbingu – nowe obowiązki pracodawców 

W stoczni trwa remont statku, który za kilka tygodni ma wrócić do eksploatacji. Każde opóźnienie oznacza dodatkowe koszty, dlatego kierownik projektu regularnie kontroluje postępy prac i rozlicza zespół z realizacji zadań. 

Jeden z pracowników odpowiada za ważny etap remontu. Kiedy pojawia się błąd w dokumentacji, kierownik zwraca mu uwagę i żąda poprawy. To uzasadnione działanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy podczas kolejnych odpraw kierownik regularnie nazywa pracownika niekompetentnym, wyśmiewa jego uwagi przy całym zespole i podważa jego przydatność zawodową. Zaczyna pomijać go przy przekazywaniu informacji niezbędnych do wykonania zadań, a następnie obarcza go odpowiedzialnością za opóźnienia, do których sam się przyczynił. 

Takie zachowanie może wykraczać poza uzasadnioną krytykę i rozliczanie z powierzonych obowiązków, a w konsekwencji zostać uznane za mobbing.  

W branży, w której realizacja projektu zależy od sprawnej współpracy wielu osób, szczególnego znaczenia nabierają więc nie tylko terminy i jakość wykonania prac, lecz także sposób zarządzania zespołem. 

Od 5 listopada 2026 r. zaczną obowiązywać nowe przepisy dotyczące mobbingu i przeciwdziałania niepożądanym zachowaniom w miejscu pracy. Co zmienią dla pracodawców, w tym przedsiębiorstw działających w gospodarce morskiej? 

Zmiana przepisów 

Zmiany obejmują nową definicję mobbingu, doprecyzowanie obowiązków pracodawców w zakresie zapobiegania takim zjawiskom i zmianę zasad dochodzenia roszczeń przez pracowników. 

Nowe regulacje wymagają od pracodawców zatrudniających co najmniej 10 pracowników określenia zasad i procedur przeciwdziałania mobbingowi i innym naruszeniom praw pracowników. Wiąże się to z koniecznością zweryfikowania przez przedsiębiorców obowiązujących regulaminów i procedur. Obecnie każda firma zatrudniająca ludzi musi posiadać wdrożoną politykę antymobbingową. Nowe przepisy dokonują jednak pewnej rewolucji, która wymaga reakcji świadomych przedsiębiorców. 

Najważniejsza zmiana – nowa definicja mobbingu 

Dotychczas Kodeks pracy wskazywał, że mobbing polega na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, które prowadziło lub miało na celu m.in. poniżenie, ośmieszenie, izolowanie pracownika lub wyeliminowanie go z zespołu. 

Po zmianach mobbing będzie oznaczał uporczywe nękanie pracownika. Ustawodawca zrezygnował z przesłanki „długotrwałości” oraz z konieczności wykazywania określonego skutku mobbingu, jaki wystąpił po stronie pracownika. 

Jednocześnie nowe przepisy wyjaśniają, na czym polega uporczywość. Nękanie będzie miało taki charakter, jeżeli będzie powtarzalne, nawracające lub stałe. 

Nie oznacza to jednak, że każde niewłaściwe zachowanie będzie automatycznie mobbingiem. Ustawa wyraźnie wskazuje, że zachowania incydentalne nie stanowią mobbingu, nawet jeżeli mogą naruszać dobra osobiste pracownika. 

Jakie zachowania mogą zostać uznane za mobbing 

Nowe przepisy zawierają przykłady zachowań, które mogą stanowić przejaw mobbingu. W szczególności chodzi o: 

  • upokarzanie,
  • uwłaczanie,
  • zastraszanie,
  • zaniżanie oceny przydatności zawodowej pracownika,
  • nieuzasadnioną krytykę, poniżanie lub ośmieszanie,
  • utrudnianie wykonywania zadań lub osiągania efektów pracy,
  • utrudnianie komunikacji ze współpracownikami,
  • ograniczanie dostępu do informacji potrzebnych do wykonywania pracy,
  • izolowanie pracownika lub eliminowanie go z zespołu. 

Zachowania te mogą występować pojedynczo lub łącznie, a ich charakter może być fizyczny, werbalny lub pozawerbalny. Za mobbing może zostać uznane także nakazanie lub zachęcanie do podejmowania takich zachowań. Pamiętajmy, że chodzi o zachowania uporczywe, a nie incydentalne. 

Przepisy szeroko określają też, od kogo mogą pochodzić zachowania mobbingowe. Może to być pracodawca, przełożony, osoba zajmująca równorzędne stanowisko, podwładny, inny pracownik, ale również osoba wykonująca pracę na innej podstawie niż stosunek pracy. Zachowania mogą pochodzić zarówno od jednej osoby, jak i od grupy osób. 

Ma to znaczenie w przedsiębiorstwach, w których stali pracownicy etatowi na co dzień współpracują z podwykonawcami, osobami na umowach cywilnoprawnych czy innymi osobami wykonującymi pracę na terenie przedsiębiorstwa. 

Krytyka pracownika a mobbing  

Nowelizacja wyraźnie wskazuje też, co nie jest mobbingiem. To ważna zmiana, ułatwiająca zrozumienie zakresu niepożądanych zachowań. 

Za mobbing nie mogą być uznane uzasadnione i wyrażone we właściwej formie zachowania wobec pracownika, w szczególności rozliczanie go z powierzonej pracy lub krytyka tej pracy. Jest to szczególnie istotne w przedsiębiorstwach, w których praca wymaga przestrzegania określonych procedur, terminów i zasad bezpieczeństwa.  

Samo zwrócenie pracownikowi uwagi, rozliczenie go z wykonania zadania, wskazanie błędów czy wymaganie poprawy jakości pracy nie będzie więc oznaczało mobbingu. Jednocześnie ocena, czy doszło do mobbingu, będzie miała charakter zindywidualizowany i będzie uwzględniała okoliczności konkretnej sprawy.  

Obowiązek przeciwdziałania mobbingowi 

Sam obowiązek przeciwdziałania mobbingowi nie jest całkowicie nowy. Przepisy będą jednak szczegółowo wskazywać, jakie działania powinien podejmować pracodawca. 

Pracodawca ma przede wszystkim przeciwdziałać mobbingowi systematycznie, w szczególności poprzez: 

  • działania prewencyjne,
  • wykrywanie mobbingu,
  • właściwe reagowanie,
  • działania naprawcze,
  • wsparcie osób dotkniętych mobbingiem. 

Oznacza to, że odpowiedzialność pracodawcy nie powinna ograniczać się do reakcji na pojedyncze zgłoszenie. Pracodawca powinien stworzyć takie zasady organizacji pracy i komunikacji, które pozwalają ograniczać ryzyko występowania mobbingu, a także zapewnić pracownikom możliwość zgłaszania problemów i odpowiedniego ich wyjaśniania. 

Może to oznaczać: 

  • szkolenia kadry kierowniczej, 
  • informowanie pracowników o obowiązujących zasadach, 
  • okresową ocenę funkcjonowania procedur, 
  • analizowanie zgłoszeń,
  • dokumentowanie działań podejmowanych przez pracodawcę. 

Nowy obowiązek dla pracodawców  

Pracodawca zatrudniający co najmniej 10 pracowników będzie zobowiązany ustalić reguły, procedury i częstotliwość działań dotyczących: 

  • przeciwdziałania naruszaniu godności i innych dóbr osobistych pracownika,
  • przeciwdziałania naruszaniu zasady równego traktowania,
  • przeciwdziałania dyskryminacji,
  • przeciwdziałania mobbingowi. 

Warto zwrócić uwagę na próg 10 pracowników. Nie należy go utożsamiać z obowiązkiem posiadania regulaminu pracy. 

Czy trzeba stworzyć osobny regulamin antymobbingowy

Nowe przepisy przewidują, że odpowiednie reguły i procedury mogą zostać określone w układzie zbiorowym pracy albo regulaminie pracy. 

Jeżeli obowiązujące u pracodawcy dokumenty już zawierają wymagane regulacje, nie ma potrzeby tworzenia dodatkowego, odrębnego dokumentu. 

Jeżeli natomiast regulamin pracy albo układ zbiorowy nie reguluje tych kwestii, lub reguluje je niewystarczająco, pracodawca powinien uchwalić odpowiedni regulamin. 

Przygotowanie regulaminu będzie wymagało również uzgodnienia jego treści z zakładową organizacją związkową, a w przypadku jej braku – z przedstawicielami pracowników. 

Nie oznacza to więc, że każdy pracodawca musi stworzyć zupełnie nową „politykę antymobbingową”. W pierwszej kolejności warto przeanalizować dokumenty, które już funkcjonują w przedsiębiorstwie. 

Do kiedy trzeba dostosować dokumenty 

Nowe przepisy zaczną obowiązywać 5 listopada 2026 r. 

Pracodawcy będą mieli czas na dostosowanie regulaminu pracy do nowych wymagań albo wydanie nowego regulaminu do 5 maja 2027 r. 

Nie oznacza to jednak, że z przygotowaniem zmian warto czekać do ostatnich tygodni. 

W przypadku większego przedsiębiorstwa dostosowanie dokumentacji może wymagać analizy regulaminów, istniejących procedur, konsultacji ze związkami zawodowymi lub przedstawicielami pracowników, a następnie przeszkolenia osób odpowiedzialnych za stosowanie nowych zasad. 

To może też być dobra okazja do weryfikacji i uwspółcześnienia obowiązujących dokumentów korporacyjnych, zwłaszcza w firmach z długim stażem.

Zmiany dotyczące roszczeń pracowników 

Nowelizacja zmienia także zasady dotyczące świadczeń, których może dochodzić pracownik dotknięty mobbingiem. 

Pracownik taki będzie mógł dochodzić od pracodawcy zadośćuczynienia w wysokości nie niższej niż sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia za pracę. 

Przy minimalnym wynagrodzeniu wynoszącym w 2026 r. 4 806 zł oznacza to obecnie minimum 28 836 zł. 

Nie jest to jednak maksymalna wysokość zadośćuczynienia. Sąd może zasądzić wyższą kwotę, uwzględniając okoliczności konkretnej sprawy. To ważna zmiana, gdyż do tej pory, pomimo opiekuńczego charakteru Kodeksu pracy, nie istniały żadne ramy zadośćuczynienia, co często skutkowało “pyrrusowym zwycięstwem” w sądzie pokrzywdzonego pracownika.

Niezależnie od zadośćuczynienia pracownik może dochodzić również odszkodowania, rekompensującego realne szkody, które poniósł. 

Odpowiedzialność osoby, która dopuściła się mobbingu 

Nowe przepisy przewidują również możliwość dochodzenia przez pracodawcę roszczenia wobec osoby, od której pochodziły zachowania stanowiące mobbing. 

Jeżeli pracodawca wypłaci pracownikowi zadośćuczynienie lub odszkodowanie z tytułu mobbingu, będzie mógł dochodzić od tej osoby wyrównania poniesionej szkody. Zakres tego roszczenia będzie zależał od stopnia winy osoby, która dopuściła się mobbingu, oraz stopnia winy pracodawcy. 

Branża morska wobec nowych przepisów  

W gospodarce morskiej szczególne znaczenie mogą mieć sytuacje, w których pracownicy funkcjonują w niewielkich, silnie zależnych od siebie zespołach. 

Wymaganie terminowego wykonania zadania, kontrola jakości czy krytyka błędów nie będą oczywiście mobbingiem, jeżeli są uzasadnione i komunikowane we właściwy sposób. 

Ryzyko może pojawić się wtedy, gdy egzekwowanie wyników zaczyna przybierać formę regularnego poniżania, ośmieszania pracownika, podważania jego kompetencji lub utrudniania mu wykonywania zadań. 

Szczególnego znaczenia nabiera zatem sposób zarządzania pracownikami przez osoby pełniące funkcje kierownicze i jasne określenie zasad zgłaszania i wyjaśniania nieprawidłowości. 

W przedsiębiorstwach korzystających z usług podwykonawców istotne jest również to, że nowe przepisy obejmują zachowania pochodzące od osób wykonujących pracę na innej podstawie niż stosunek pracy. 

Co pracodawca powinien zrobić już teraz

Przedsiębiorcy zatrudniający co najmniej 10 pracowników powinni w pierwszej kolejności sprawdzić, czy obowiązujące dokumenty wewnętrzne odpowiadają nowym przepisom. 

Warto: 

  1. przeanalizować regulamin pracy i sprawdzić, czy zawiera wymagane zasady, procedury oraz częstotliwość działań,
  2. sprawdzić obowiązujący układ zbiorowy pracy, jeżeli przedsiębiorstwo jest nim objęte,
  3. zweryfikować dotychczasową procedurę antymobbingową,
  4. określić osoby odpowiedzialne za przyjmowanie i rozpatrywanie zgłoszeń,
  5. przeprowadzić szkolenia dla pracowników i osób zarządzających,
  6. sprawdzić sposób dokumentowania działań prewencyjnych i naprawczych. 

Podsumowanie 

Nowelizacja Kodeksu pracy zmienia sposób definiowania mobbingu i wprowadza bardziej szczegółowe wymagania dotyczące przeciwdziałania niepożądanym zachowaniom w miejscu pracy. 

Najważniejsza zmiana dotyczy samej definicji – mobbing będzie rozumiany jako uporczywe nękanie pracownika, a przepisy będą wskazywać jego przykładowe przejawy oraz zachowania, które nie powinny być z nim utożsamiane. 

Dla pracodawców szczególnie istotne będzie ustalenie reguł, procedur i częstotliwości działań dotyczących mobbingu.  

Dla przedsiębiorstw z sektora gospodarki morskiej jest to nie tylko kwestia formalnego dostosowania dokumentacji. To również dobra okazja do uporządkowania zasad zarządzania zespołami, reagowania na konflikty i ograniczenia ryzyka sporów pracowniczych. 

Nie tylko po todze poznasz prawnika

Widmo garsonki 

Pamiętam, że kiedy dostałam się na aplikację, jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiłam było kupno dwóch marynarek. Założyłam, że pojawiając się w sądzie bez togi (pod którą można schować prawie wszystko), muszę wyglądać poważnie i elegancko. Marynarka była więc obiektywnie dobrym rozwiązaniem. I tak, bez szczególnego entuzjazmu, eksploatowałam te swoje nabytki i zastanawiałam się, co dalej. Czy wkrótce czeka mnie wyprawa na zakupy po klasyczną garsonkę, najlepiej w kolorze tak neutralnym, że wręcz niewidocznym?! Bo przecież w todze cały czas siedzieć nie będę… 

Myśl ta – osobie, która pod koniec liceum i na początku studiów hołdowała raczej garderobie hippisowsko-grunge’owej – nie była szczególnie bliska. Pamiętam nawet rozmowę ze starszą koleżanką, sędzią. Pytałam ją czy zawsze ubiera się w kostiumy, eleganckie bluzki i buty na obcasie. Odpowiedziała, że nie, ale stara się jednak zachować minimum elegancji. To było 20 lat temu. 

W garniturach 

Od tamtej pory dużo się zmieniło w kontekście tego, co można, jak i w jakich okolicznościach (np. białe sneakersy do muślinowej sukienki czy jeansy w operze). Oczywiście, że wszyscy prawnicy i prawniczki w filmach i serialach nadal ubierają garnitury, kostiumy, stukające buty, a gdyby można przez ekran wyczuć zapach, z pewnością byłby niezapomnianie intensywny. 

W końcu to poważna praca, więc elegancki ubiór, którym pokazujemy szacunek do otoczenia i sobie też przy okazji dodajemy więcej powagi. 

Jednak ubiór prawnika to kwestia, jak większości tematów w naszym życiu, zdrowego rozsądku. I nade wszystko wyczucia sytuacji. Dlatego adwokat może, a czasami wręcz nie powinien być w garniturze, a radca prawna w kostiumie i butach na obcasie.  

Prawnik w stoczni

Dylematy garderobiane przez wiele lat nie istniały. Prawnik siedział za biurkiem, przyjmował klientów, wysłuchiwał ich cierpliwie, doradzał, szedł do sądu czy prokuratury. Wzbudzał respekt, podziw, szacunek, a jego nienaganny wygląd tylko je potęgował. 

Zmienił się jednak sposób postrzegania prawnika i nade wszystko, oczekiwania klienta. Coraz częściej wychodzimy z kancelarii – idziemy na plac budowy, do hali stoczniowej, jedziemy na targi. Jesteśmy partnerami i doradcami klienta, którzy z pozycji zza biurka niewiele pomogą i równie mało zrozumieją. Oczywiste jest więc, że do stoczni nie wybierzemy się w garniturze, który za chwilę może być cały w smarze. 

O czym zawsze pamiętać

Rola prawnika, która w ostatnich latach dość mocno ewoluowała, to jedno. Nasze przeświadczenie o tym, co i kiedy wypada włożyć, to kolejny temat. Do tego dochodzi inny ważny aspekt – jak ja się czuję ze swoim ubiorem.  

Czy są więc uniwersalne zasady dotyczące dress code’u prawników? 

Po pierwsze, okaż swoim ubiorem szacunek do klienta – bądź czysty, schludny i zadbany. Wydaje się, że tu nic nie trzeba tłumaczyć. Ale czasami zapach potu jednej osoby jest w stanie wypełnić całkiem sporą przestrzeń i zdekoncentrować najbardziej skupionych. I nie, to nie jest oczywiste, że prawnik dba o higienę, bo jest prawnikiem. Na marginesie, czysty komputer i komórka to też dbałość o higienę.  

Po drugie, niechlujny prawnik sprawia wrażenie niekompetentnego takiego, który jednak trochę nie panuje nad swoim życiem, obowiązkami i zadaniami. Dlaczego więc klient ma uwierzyć, że zapanuje nad jego sprawą? 

Po trzecie, dostosuj swój ubiór do sytuacji – nie bądź overdressed ani underdressed. Nie przesadzaj z elegancją po to, żeby zaimponować lub zrobić wrażenie, np. na robotnikach na budowie ani ze zbytnim luzem, kiedy idziesz na negocjacje, od których zależą losy firmy Twojego klienta. To ważne, bo nieadekwatnym ubiorem możemy wprawić klienta co najmniej w zakłopotanie. Albo podświadomie być odebrani jako osoby, które nie rozumieją tematu. I naprawdę nie tylko nasze zachowanie, ale i nasz wygląd mogą dać klientowi do myślenia, czy aby na pewno dobrze wybrał prawnika.  

Po czwarte – ale to już moja, nie wiem czy uniwersalna, zasada – ubierz się tak, żeby tobie było wygodnie. Pamiętaj o stosowności ubioru do sytuacji, ale nie katuj się ołówkową spódnicą, której w życiu byś nie założyła, bo będziesz całą rozmowę z klientem myślała głównie o tym, jak ci w niej niewygodnie. Spodnie są też ok. Nie obrazisz klienta swoim wyglądem, kiedy nie będziesz dusić się w krawacie, za to przyjdziesz w golfie i marynarce.  

I na koniec – nie odurzaj klienta swoimi perfumami! 

A jeśli nie masz spotkania i cały dzień piszesz odpowiedź na apelację, a naprzeciwko ciebie siedzi kolega? Zastosuj się do dress code’u twojej kancelarii i pamiętaj, że swoim wyglądem, zapachem i zachowaniem okazujesz szacunek do otoczenia. Weź też pod uwagę przypadkowy kontakt z niezapowiedzianym klientem czy z takim, który czeka na spotkanie z innym prawnikiem w kancelarii. Ubierz się więc wygodnie, ale nie jak na działkę czy biwak.  

Naszą wartością jest bezpieczeństwo

W końcu jesteś w pracy. I jesteś prawnikiem, który ma swojemu klientowi dać poczucie bezpieczeństwa. I choć może nie dla wszystkich to oczywiste – również swoim ubiorem.

Forum Gospodarki Morskiej Gdynia 2026 i Wspólna Kaczka – o przyszłości branży rozmawia się dziś inaczej niż jeszcze kilka lat temu

Gdynia ponownie centrum rozmów o gospodarce morskiej   

Początek października w Gdyni tradycyjnie zgromadził najważniejszych przedstawicieli polskiej gospodarki morskiej. Tegoroczne wydarzenia miały jednak szczególny wymiar. Zarówno jubileuszowa 25. edycja Forum Gospodarki Morskiej, jak i 26. edycja Wspólnej Kaczki odbyły się w roku 100-lecia Gdyni, miasta, którego historia od początku była nierozerwalnie związana z morzem. 

Dla nas tegoroczna edycja miała również dodatkowy wymiar. Choć z branżą morską współpracujemy od wielu lat, to od niedawna jesteśmy obecni również w Gdyni, gdzie otworzyliśmy nasze biuro. Udział w dwóch tak ważnych wydarzeniach był więc nie tylko okazją do spotkań i rozmów z partnerami, których znamy od lat, ale także możliwością jeszcze lepszego poznania kierunków rozwoju lokalnego środowiska gospodarczego i całego sektora morskiego. 

Od planów do realizacji 

Forum po raz kolejny pokazało, jak bardzo zmieniła się branża morska. Jeszcze kilka lat temu dyskusje dotyczyły głównie tego, czy poszczególne inwestycje uda się zrealizować. Dziś rozmowy koncentrują się przede wszystkim na tym, jak zrobić to sprawnie i jak najlepiej wykorzystać szanse stojące przed polską gospodarką morską. 

Wśród najważniejszych tematów pojawiały się: rozwój portów, energetyka morska, offshore wind, infrastruktura transportowa, nowe technologie oraz bezpieczeństwo. Szczególnie dużo miejsca poświęcono inwestycjom realizowanym w portach, w tym projektowi Portu Zewnętrznego w Gdyni, Przylądkowi Pomerania, rozbudowie infrastruktury kolejowej i drogowej oraz dalszemu wzmacnianiu pozycji polskich portów na rynku europejskim. 

Geopolityka już nie jest tylko tematem dla polityków

Jednym z najciekawszych wniosków płynących z forum było rosnące znaczenie sytuacji międzynarodowej dla biznesu morskiego. Uczestnicy podkreślali, że decyzje polityczne coraz częściej wpływają na kierunki rozwoju handlu, logistyki i transportu morskiego. 

Jeszcze niedawno wielu przedsiębiorców traktowało geopolitykę jako temat poboczny. Dzisiaj staje się ona jednym z czynników, które należy uwzględniać przy planowaniu rozwoju firmy. Zmieniające się szlaki handlowe, bezpieczeństwo dostaw czy napięcia międzynarodowe mają bezpośredni wpływ na funkcjonowanie całej branży. 

Inwestycje, które zmienią polskie wybrzeże 

Przez wiele paneli i wystąpień przewijał się jeden wspólny motyw: skala inwestycji realizowanych obecnie w polskiej gospodarce morskiej jest bezprecedensowa. Rozwój portów, nowych terminali, infrastruktury kolejowej i drogowej oraz sektora morskiej energetyki wiatrowej sprawia, że najbliższe lata mogą znacząco zmienić obraz polskiego wybrzeża. 

Jednocześnie obok optymizmu pojawiały się także pytania o przyszłą konkurencję pomiędzy polskimi portami. W trakcie dyskusji zwracano uwagę na ryzyko wzajemnej kanibalizacji części projektów oraz konieczność takiego planowania inwestycji, aby największe porty rozwijały się komplementarnie, a nie kosztem siebie nawzajem. To temat, który będzie wracał wraz z uruchamianiem kolejnych dużych przedsięwzięć infrastrukturalnych. 

Dla firm działających wokół sektora morskiego oznacza to jednak przede wszystkim nowe możliwości. Każda duża inwestycja to dodatkowy popyt na usługi, rozwój łańcuchów dostaw, nowe miejsca współpracy i wzrost aktywności gospodarczej w całym regionie. 

Wspólna Kaczka. Miejsce, gdzie spotyka się cała branża 

Po części konferencyjnej przyszedł czas na wydarzenie, które od lat integruje środowisko gospodarki morskiej. W tegorocznej Wspólnej Kaczce uczestniczyło ponad dwa tysiące przedstawicieli portów, stoczni, armatorów, firm logistycznych, administracji i samorządów. 

To właśnie takie wydarzenia pokazują, że gospodarka morska opiera się nie tylko na inwestycjach i infrastrukturze, ale również na relacjach budowanych przez lata. Spotkania kuluarowe często są równie ważne jak oficjalne wystąpienia, bo to podczas nich rodzą się pomysły na nowe projekty i współpracę. 

Nagrody dla liderów branży 

Podczas gali wręczono tradycyjne nagrody Krajowej Izby Gospodarki Morskiej. Najważniejsze wyróżnienie, Bursztynowa Kaczka, trafiło do Portu Gdańsk za największy wzrost przeładunków wśród portów Unii Europejskiej. Doceniono również firmy realizujące znaczące inwestycje infrastrukturalne, rozwijające nowoczesne rozwiązania szkoleniowe oraz uczestniczące w wyjątkowych projektach logistycznych. 

Szczególnym momentem było także uhonorowanie Stoczni Remontowej Nauta, która w tym roku obchodzi jubileusz 100-lecia działalności, oraz przyznanie Bursztynowego Steru Sławomirowi Kalickiemu za wieloletnią działalność na rzecz rozwoju gospodarki morskiej. 

Branża z dużym potencjałem na kolejne lata 

Tegoroczne spotkania w Gdyni pozostawiają jeden wyraźny wniosek. Polska gospodarka morska znajduje się dziś w bardzo ciekawym momencie rozwoju. Z jednej strony mierzy się z nowymi wyzwaniami i szybko zmieniającym się otoczeniem międzynarodowym, z drugiej dysponuje rekordową skalą inwestycji i realnymi perspektywami dalszego wzrostu. 

Forum Gospodarki Morskiej i Wspólna Kaczka po raz kolejny pokazały, że branża nie tylko dostrzega te szanse, ale jest również gotowa je wykorzystać. 

Polska bandera rekreacyjna. Najważniejsze zmiany w REJA24 cz. 2

Dziś kontynuujemy wątek planowanych zmian w rejestracji jachtów pod polską banderą. Na początek zachęcamy do przeczytania pierwszej części naszego cyklu o zmianach w REJA24 – Polska bandera rekreacyjna po nowelizacji. Najważniejsze zmiany w REJA24 cz.1.

Przegląd wstępny. Fundament nowego systemu nadzoru nad polską banderą 

Najbardziej charakterystycznym elementem nowelizacji jest przegląd wstępny. Ma on stać się narzędziem pozwalającym państwu bandery na rzeczywistą weryfikację jednostek, które ubiegają się o polską przynależność.  

Nie jest to klasyczny przegląd techniczny znany z procedur uzyskiwania lub odnawiania Karty Bezpieczeństwa. Przegląd wstępny ma przede wszystkim charakter identyfikacyjny i administracyjny, podczas gdy inspekcje związane z Kartą Bezpieczeństwa służą ocenie spełniania wymagań bezpieczeństwa przez jachty komercyjne i jednostki rekreacyjne o długości powyżej 15 m. 

Projekt nie tworzy więc nowej kategorii obowiązkowych badań technicznych. Jego celem jest przede wszystkim zweryfikowanie dokumentacji, identyfikacja jednostki i właściciela oraz potwierdzenie, że dane wskazane we wniosku odpowiadają rzeczywistości.  

Zgodnie z projektem przegląd obejmować ma m.in.: 

  • weryfikację zgodności danych zawartych we wniosku z dokumentacją,
  • identyfikację jednostki pływającej,
  • weryfikację numerów identyfikacyjnych kadłuba,
  • sprawdzenie podstawowych parametrów jednostki,
  • ocenę ogólnego stanu jednostki pod kątem deklarowanego sposobu eksploatacji.  

Osoba, która rejestruje jednostkę, nie będzie już tylko wysyłała dokumentów do organu rejestrującego. Będzie musiała też wykazać, że jednostka istnieje, a dokumentacja odpowiada rzeczywistości

Kto będzie robił przeglądy?

Naszym zdaniem to jeden z najistotniejszych problemów reformy. 

Według projektu przegląd ma wykonać „upoważniona uznana organizacja”, czyli podmiot upoważniony przez ministra właściwego do spraw gospodarki morskiej do wykonywania inspekcji i certyfikacji jachtów do 24 metrów.  

Problem polega jednak na tym, że jedyną organizacją, która ma takie upoważnienie, jest Polski Rejestr Statków S.A. (PRS). Temat ten był poruszany w czasie konsultacji publicznych i przez organizacje branżowe.  

Ministerstwo odpowiada, że przepisy nie tworzą monopolu ustawowego dla PRS, ponieważ inne podmioty mogą też ubiegać się o odpowiednie upoważnienia. Być może, ale na razie należy założyć, że to PRS stanie się jedynym wykonawcą nowych obowiązków.  

To okoliczność bardzo istotna z punktu widzenia praktyki. 

Powodzenie całej reformy będzie zależało nie od zmienianych przepisów, ale od tego, czy organizacja, która wykonuje przeglądy będzie w stanie obsłużyć kilka tysięcy spraw rocznie bez tworzenia wielomiesięcznych kolejek. Raczej trzeba założyć, że nie obejdzie się bez delegowania kompetencji na lokalnych inspektorów w danym kraju. To zagadnienie było wielokrotnie podnoszone przez przedstawicieli branży jachtowej, jednak temu problemowi wciąż nie nadaje się adekwatnej wagi. To może doprowadzić do poważnego zaburzenia w funkcjonowaniu polskiej flagi. A wtedy konieczna będzie korekta systemu. 

Przegląd na miejscu czy zdalny?

Jedną z pozytywnych zmian, które pojawiły się w toku prac legislacyjnych, jest możliwość przeprowadzania części przeglądów przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Dotyczy to przede wszystkim jednostek, które mają deklarację zgodności CE. Ostateczna decyzja będzie należała do organizacji przeprowadzającej przegląd.  

To rozwiązanie ma ogromne znaczenie dla armatorów, którzy utrzymują jednostki poza Polską. 

Gdyby przegląd wymagał osobistej obecności inspektora, koszty systemu mogłyby bardzo szybko wzrosnąć do poziomu trudnego do zaakceptowania dla właścicieli jednostek rekreacyjnych. Umożliwienie procedur zdalnych należy ocenić jako krok w dobrym kierunku. Nadal jednak wiele będzie zależeć od praktyki stosowania nowych przepisów przez organizację, która przeprowadza przeglądy.  

Kogo obejmie obowiązek przeglądu?

Obowiązek został ograniczony przede wszystkim do jednostek, które nie są polską własnością i miałyby uzyskać polską przynależność. Ciężar nowych obowiązków zostanie przeniesiony głównie na armatorów zagranicznych.  

Czy polska bandera nadal będzie atrakcyjna dla armatorów zagranicznych?

Naszym zdaniem tak. Mimo projektowanych zmian polska bandera nadal będzie oferowała atuty, które przez ostatnie lata przyciągały właścicieli jednostek spoza Polski, w szczególności: 

  • funkcjonowanie w ramach systemu prawnego państwa członkowskiego Unii Europejskiej, 
  • nowoczesny rejestr REJA24, 
  • powszechnie uznawany dokument rejestracyjny oraz 
  • możliwość prowadzenia znacznej części procedur na odległość.  

Co istotne, ustawodawca nie zdecydował się na zamknięcie rejestru dla armatorów zagranicznych ani dla mniejszych jednostek, jak to było pierwotnie postulowane. Polska pozostaje jednym z niewielu europejskich państw oferujących szeroki dostęp do swojej bandery właścicielom, którzy nie mają siedziby ani miejsca zamieszkania w kraju. 

Zmienia się jednak filozofia funkcjonowania systemu. Polska bandera ma być nie tylko dostępna, ale również bardziej wiarygodna. Lepsze zidentyfikowanie armatora, aktualność danych i możliwość skuteczniejszego wykonywania obowiązków państwa bandery mają wzmacniać renomę polskiego rejestru na arenie międzynarodowej. Dla wielu właścicieli oznacza to większe bezpieczeństwo obrotu, większą przewidywalność procedur oraz dodatkowy argument przy sprzedaży, finansowaniu czy ubezpieczaniu jednostki.  

Nie można jednak pominąć faktu, że nowelizacja wprowadza wyraźne różnicowanie sytuacji armatorów polskich i zagranicznych. To przede wszystkim właściciele zagraniczni mają zostać objęci dodatkowymi obowiązkami, w tym przeglądami wstępnymi oraz wyższymi opłatami związanymi z uzyskaniem i utrzymaniem polskiej przynależności. W tym zakresie projekt odchodzi od modelu, który przez ostatnie lata był jednym z fundamentów sukcesu polskiej bandery.  

Wiarygodniejsza bandera to również korzyść przy sprzedaży jednostki 

W debacie o nowelizacji dużo mówi się o nowych obowiązkach, a rzadziej o korzyściach płynących z większej wiarygodności rejestru. Tymczasem dla wielu armatorów znaczenie ma wiarygodność danych o jednostce, co pomaga przy jej sprzedaży.  

Aktualne dane właściciela, bardziej rozbudowane mechanizmy identyfikacji jednostki i okresowe potwierdzanie ważności dokumentów, mogą zwiększać zaufanie do polskiego dokumentu rejestracyjnego. Dla nabywcy oznacza to mniejsze ryzyko związane z historią własności jednostki oraz większą pewność co do aktualności danych znajdujących się w rejestrze. To może wpływać na łatwość i szybkość transakcji, a także cenę jachtów. 

Co to oznacza dla jednostek już wpisanych do REJA24?

To jedno z najważniejszych pytań zadawanych przez armatorów zagranicznych. Projektowana nowelizacja nie dotyczy wyłącznie nowych rejestracji. Ustawodawca rozbudował przepisy obejmujące jednostki, które od wielu lat korzystają z polskiej bandery.  

Dokumenty rejestracyjne wydane przed wejściem w życie nowych przepisów nie utracą ważności z dniem wejścia ustawy w życie. Właściciele zarejestrowanych jednostek otrzymają okres przejściowy, który będzie uzależniony od daty rejestracji w systemie REJA24.  

Nowelizacja przewiduje następujący harmonogram: 

  • 3 miesiące od wejścia ustawy w życie dla jednostek zarejestrowanych do 31 grudnia 2021 r.,
  • 6 miesięcy dla jednostek zarejestrowanych od 1 stycznia 2022 r. do 28 lutego 2023 r.,
  • 9 miesięcy dla jednostek zarejestrowanych od 1 marca 2023 r. do 31 sierpnia 2023 r.,
  • 12 miesięcy dla jednostek zarejestrowanych od 1 września 2023 r. do 29 lutego 2024 r.,
  • 15 miesięcy dla jednostek zarejestrowanych od 1 marca 2024 r. do 31 sierpnia 2024 r.,
  • 18 miesięcy dla jednostek zarejestrowanych od 1 września 2024 r. do 28 lutego 2025 r.,
  • 21 miesięcy dla jednostek zarejestrowanych od 1 marca 2025 r. do 28 lutego 2026 r.,
  • 24 miesiące dla jednostek zarejestrowanych później.  

Pierwszym obowiązkiem właściciela będzie złożenie wniosku o potwierdzenie ważności dokumentu rejestracyjnego oraz aktualności danych znajdujących się w rejestrze.  

Dla jednostek niestanowiących polskiej własności konieczny będzie przegląd wstępny i przedłożenie dokumentacji z tego przeglądu. Ten element budzi obecnie największe zainteresowanie armatorów zagranicznych, ponieważ obowiązek dotyczy również jednostek, które uzyskały polską przynależność wiele lat temu, na warunkach obowiązujących w chwili rejestracji.  

Jeżeli armator nie dopełni nowych obowiązków w terminie, konsekwencje będą uzależnione od rodzaju jednostki. Może dojść do oznaczenia wpisu jako zawieszonego, a następnie do utraty ważności dokumentu rejestracyjnego i wykreślenia jednostki z rejestru. 

Z perspektywy armatora zagranicznego istotne jest, że przewidziano długie okresy przejściowe oraz rozłożenie całego procesu w czasie. Właściciele jednostek już wpisanych do REJA24 będą mieli sporo czasu na przygotowania dokumentacji, aktualizacji danych oraz zaplanowania przeglądu wstępnego.  

Tu widać filozofię reformy. Celem nie jest masowe usuwanie jednostek z rejestru, lecz stopniowe doprowadzenie do sytuacji, w której administracja będzie dysponowała aktualnymi danymi właścicieli i armatorów korzystających z polskiej bandery.  

Zobaczymy, czy nowe obowiązki zostaną wykonane sprawnie i bez nadmiernych kosztów dla armatorów utrzymujących swoje jednostki poza granicami Polski. Odpowiedź na to pytanie poznamy dopiero po wejściu ustawy w życie.  

Podsumowanie

Kształt reformy nie jest jeszcze przesądzony. Projekt jest wciąż na etapie prac parlamentarnych i tylko część postulatów branży została uwzględniona w toku prac legislacyjnych. Nadal niepewna pozostaje kwestia znaczącego podwyższenia opłat administracyjnych za rejestrację. 

Ostatecznie o atrakcyjności polskiej bandery przesądzi praktyka. Jeżeli nowe procedury pozostaną sprawne, przewidywalne i rozsądne kosztowo, Polska ma wszelkie podstawy, aby utrzymać pozycję jednego z najbardziej konkurencyjnych i rozpoznawalnych rejestrów rekreacyjnych w Europie. Jej przewagą nie będzie już wyłącznie prostota, ale też połączenie dostępności, europejskiej wiarygodności i rosnącego prestiżu państwa bandery.

Konsorcjum pisze się na złe czasy 

Za nami konferencja Morskie Konsorcja 2026 – od partnerstwa do kontraktu zorganizowana przez Stowarzyszenie Kobiet Sektora Morskiego-Women Beyond Horizon, w której Wind & Water Legal Zbroja przyjęła rolę partnera merytorycznego.

Gdybyśmy mieli jednym zdaniem streścić ten dzień, za jednym z panelistów powtórzylibyśmy, że umowę konsorcjum pisze się na złe czasy, nie na dobre. To wydźwięku każdej w zasadzie rozmowy i wypowiedzi podczas konferencji.  

W pierwszym panelu Małgorzata Wojtysiak i Ewa Lewkowska – Dąbrowska zaczęły od liczb, które dają do myślenia. Tylko 8% badanych firm z branży morskiej było kiedykolwiek liderem konsorcjum, a prawie 40% wchodzi do projektów jako podwykonawca. Firmom najbardziej brakuje referencji i partnerów, a nie pieniędzy. Dlatego panelistki podkreśliły, żeby zaczynać od pytania „co ma być wspólne?”. Kontrakt, aktywo czy tylko pieniądze? Od odpowiedzi na tak zadane pytanie zależy bowiem, czy potrzebne jest konsorcjum, spółka celowa czy jeszcze inne rozwiązanie. Nie istnieje idealne rozwiązanie, ale warto zawsze w interdyscyplinarnym zespole przygotować plan działania dopasowany do możliwości i zamiarów. 

Panel finansowy przyniósł zdanie, które zapamiętamy na długo. Przedstawiciel banku przyznał szczerze, że banki są trochę „ślepe i głuche”. Widzą tyle, ile im pokażemy, więc liczy się opowieść: podpisane kontrakty, pipeline, jeden wyraźny lider.  

Jednak najlepszym testem okazały się pytania z sali. Pokazały, że perspektywy brokera, podatkowca i bankiera są zupełnie inne. Dlatego perspektywę prawnika trzeba dodatkowo dalej uzupełnić. 

Najbardziej osobisty był panel praktyczny. Joanna Ryngwelska opowiedziała o swoich doświadczeniach z konsorcjami i o tym, że nie zawsze trzeba być stroną umowy, aby uczestniczyć w przedsięwzięciu. Usłyszeliśmy też, jak partnerzy muszą czasami ponieść odpowiedzialność za tego, który nie daje rady prawidłowo wykonać swoich zadań, oraz że kary nie zawsze spadają na wszystkich po równo.  

Przedstawiciel Kongsberg Maritime Poland sp. z o.o. zwrócił z kolei uwagę na zmianę po pandemii i po wybuchu wojny w Ukrainie. Duzi integratorzy nie chcą już kupować śrubki u jednego dostawcy, a nakrętki u drugiego. Mówią: dowieź nam całą skrzynkę i dobierz sobie partnerów. A to ogromna szansa dla polskich firm. 

Jedna myśl wybrzmiała szczególnie mocno: w Polsce wciąż traktujemy fuzje jako coś wrogiego, a nie jak szansę. Tymczasem wspólne kontrakty to najlepszy sposób, żeby poznać partnera, zanim połączy się z nim kapitał. Tak samo jest w zespole: zaufanie buduje się przy pierwszej trudnej sprawie, nie przy podpisywaniu umowy. 

I na koniec jeszcze jeden bardzo ważny wniosek: partnerstwa warto budować teraz, zanim ogłoszą przetarg. 

 Dziękujemy organizatorom za możliwość uczestnictwa w wydarzeniu.