Pięć największych błędów przy zakupie jachtu 

Zakup jachtu to dla wielu osób wielka chwila, spełnienie marzeń. Ale trzeba też pamiętać, że to również poważne – pod względem finansowym i prawnym – przedsięwzięcie. Nieważne więc, czy planujesz kupić jacht za kilkadziesiąt tysięcy złotych, czy za kilkanaście milionów euro, każdy etap transakcji wiąże się z licznymi pułapkami prawno-finansowymi, które mogą być trudne do zauważenia. Zwłaszcza, że właśnie w tym momencie przecież spełniasz swoje marzenie.  

Dlatego, warto dużo wcześniej poznać najczęstsze błędy, które popełniają kupujący używane jachty. I oczywiście sposoby na ich uniknięcie. 

 1.  Nieprzeprowadzenie testów i inspekcji

Kupując używany samochód zawsze zaglądamy pod maskę, sprawdzamy stan silnika, szukamy rys na karoserii i wychodzącej rdzy. Dlaczego nie zrobić tego samego z jachtem? Może nie jest to najbardziej trafne porównanie, ale proces zakupu powinien być podobny. Auto ma nie tylko jeździć, ale też się prezentować – tak samo jacht. Dlatego, jeżeli jeszcze przed podpisaniem umowy masz taką możliwość, koniecznie zrób próbę na wodzie – jazdę testową. Dzięki temu sprawdzisz, czy wszystkie elementy wyposażenia działają prawidłowo. 

Warto także przed zakupem wyciągnąć jacht na ląd i dokładnie obejrzeć kadłub, w tym część podwodną. Jeśli nie znasz się dobrze na działaniu i konstrukcji jachtu, skorzystaj z profesjonalnego wsparcia – tak samo jakbyś przed zakupem auta zabrał je do mechanika. 

 2.  Brak protokołu odbioru 

Przeprowadziłeś inspekcję jachtu i znalazłeś usterki, o których sprzedający „zapomniał” – co teraz? Spisz protokół odbioru, w którym wskażesz: 

  • dostrzeżone usterki,
  • termin, w którym sprzedawca ma je usunąć, lub zapisz, że Ty je usuniesz. 

Jeżeli w ogłoszeniu sprzedaży lub nawet w trakcie rozmowy sprzedający nie poinformował Cię o usterkach, masz pole do manewru. Twoje możliwości zależą od tego, czy jacht jest wydawany przy zawarciu umowy lub po przygotowaniu protokołu odbioru. 

 3.  Nieprecyzyjna umowa sprzedaży 

Sprzedający zapewnił Cię, że przygotuje gotową do podpisania umowę w dniu sprzedaży. Fantastycznie, jeden problem z głowy mniej dla Ciebie. Pod warunkiem, że umowa jest skonstruowana pod sprzedaż konkretnego jachtu. Wiele osób korzysta z gotowych wzorców dla ogólnej umowy sprzedaży, które nie uwzględniają specyficznych warunków zakupu jachtu. Pamiętaj, że umowa sprzedaży jachtu powinna określać co najmniej: 

  • cenę,
  • opis i stan techniczny jachtu, a także chociażby najważniejsze wyposażenie,
  • obowiązki stron oraz procedury związane z ewentualnymi usterkami (wadami). 

Jeśli więc to nie Ty przygotowywałeś umowę, dokładnie ją przeczytaj! 

 4.  Brak dokładnej weryfikacji stanu prawnego jachtu 

Zanim podpiszesz umowę, zweryfikuj stan prawny jachtu. Jeśli to możliwe, upewnij się, że jacht nie jest obciążony hipoteką lub objęty zastawem rejestrowym. Może się zdarzyć, że jacht jest zabezpieczeniem na przykład kredytu, co może prowadzić do problemów w przypadku, gdy sprzedający nie będzie w stanie uregulować swoich zobowiązań. Warto też sprawdzić, czy sprzedający nie ma zaległości względem Urzędu Skarbowego czy ZUS. Wiemy jednak, że weryfikacja nawet sprzedawcy z Polski może być względnie trudna, a już sprawdzenie zagranicznego sprzedającego może okazać się bardzo trudne albo i nawet niemożliwe. Dlatego zawrzyj w umowie chociaż oświadczenie sprzedającego, co do wymienionych okoliczności.   

 5.  Zignorowanie kwestii podatkowych i celnych 

W życiu są pewne tylko dwie rzeczy – śmierć i podatki. Truizm, o którym w praktyce kupujący często zapominają. Zanim dokonasz zakupu, upewnij się, że znasz wszystkie obowiązki podatkowe związane z transakcją. Jeśli jacht jest sprowadzany z kraju spoza UE, najprawdopodobniej będziesz musiał zapłacić cło oraz VAT, zgodnie z przepisami obowiązującymi w kraju, do którego wprowadzisz jacht, czyli zapewne do Polski. Warto również dowiedzieć się, czy w kraju sprzedaży zapłacono VAT i czy masz prawo do jego odzyskania. W kwestiach podatkowych, przy mniejszych i większych transakcjach jachtu z UE warto skorzystać z pomocy profesjonalisty. 

Zdajemy sobie sprawę z tego, że przy zakupie swojego pierwszego, wymarzonego jachtu trudno zachować zimną krew. Jednak odpowiednie przygotowanie się do zakupu pozwala uniknąć wielu niepotrzebnych problemów. Więcej o tym jak poprawnie zorganizować proces kupna jachtu przeczytasz w naszym e-booku „Bezpieczne nabycie jachtu. Znajdziesz tam mnóstwo wskazówek, wyjaśnień i wzór umowy nabycia jachtu wraz z komentarzem.

Decyzja o wsparciu – kryteria jakościowe

W poprzednim artykule Decyzja o wsparciu a zwolnienie z podatku dochodowego pisaliśmy czym jest decyzja o wsparciu, jakie inwestycje kwalifikują się do wsparcia i jakie kwoty wchodzą w grę. Omówiliśmy też kryteria ilościowe, które trzeba spełnić. 

Dziś kontynuujemy temat warunków koniecznych do uzyskania decyzji o wsparciu. 

Czym są kryteria jakościowe 

Kryteria jakościowe służą ocenie, czy planowana inwestycja ma realny i długofalowy wpływ na rozwój regionu. Pozwalają one zweryfikować, czy przedsięwzięcie przyczyni się do wzrostu gospodarczego, ekonomicznego i społecznego danego obszaru, np. tworzenia miejsc pracy, podnoszenia kwalifikacji pracowników. 

Zakres i sposób spełnienia kryteriów różnią się w zależności od tego, czy inwestycja realizowana jest w sektorze usług, czy w sektorze przemysłowym. Niezależnie jednak od branży, dzielą się na dwie podstawowe grupy: 

  1. kryteria zrównoważonego rozwoju gospodarczego, 
  2. kryteria zrównoważonego rozwoju społecznego. 

Kryteria jakościowe dla inwestycji w sektorze usług 

W obszarze zrównoważonego rozwoju gospodarczego punkty można uzyskać
m.in. poprzez: 

  • inwestycję w odnawialne źródła energii, które pokrywają co najmniej 15% średniorocznego zapotrzebowania zakładu na energię elektryczną, 
  • posiadanie, na dzień złożenia wniosku, statusu mikroprzedsiębiorcy, małego lub średniego przedsiębiorcy. 
  • Z kolei zrównoważony rozwój społeczny obejmuje działania, które wspierają rozwój kompetencji pracowników, w szczególności: 
  • finansowanie lub organizowanie zajęć edukacyjnych i szkoleń pozaszkolnych, 
  • dofinansowanie kosztów kształcenia oraz podnoszenia kwalifikacji zawodowych, 
  • wsparcie w zdobywaniu umiejętności niezbędnych do wykonywania pracy, w tym umiejętności poszukiwania zatrudnienia. 

Kryteria jakościowe dla inwestycji w sektorze przemysłowym 

W zakresie zrównoważonego rozwoju gospodarczego przedsiębiorca może spełnić kryteria m.in. poprzez: 

  • tworzenie powiązań regionalnych, w tym współpracę z lokalnymi dostawcami
    i kooperantami przy realizacji inwestycji, 
  • posiadanie statusu mikro, małego lub średniego przedsiębiorcy na dzień złożenia wniosku o wydanie decyzji o wsparciu. 
  • Natomiast zrównoważony rozwój społeczny oceniany jest m.in. poprzez: 
  • tworzenie wyspecjalizowanych miejsc pracy związanych z nową inwestycją, 
  • zapewnienie stabilnego zatrudnienia, przy czym co najmniej 80% pracowników powinno być zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. 

Potrzebne dokumenty  

W jaki sposób należy wykazać spełnienie tego kryterium, skoro na etapie planowania inwestycji przedsiębiorca nie posiada jeszcze np. umów zawartych ze szkołami, 
nie współpracuje z dostawcami ani nie zatrudnia pracowników? Jakie dokumenty może załączyć do wniosku? 

Przede wszystkim, odpowiednie oświadczenia, z których będzie wynikać zobowiązanie przedsiębiorcy do spełnienia danego kryterium jakościowego. Mogą być podpisane również przez osobę reprezentującą przedsiębiorcę. 

Decyzja o wsparciu – termin złożenia  

Wniosek o wydanie decyzji o wsparciu musi być złożony przed rozpoczęciem nowej inwestycji.  

Momentem, w którym inwestycja się zaczyna jest:  

  • rozpoczęcie robót budowlanych związanych z inwestycją,  
  • pierwsze prawnie wiążące zobowiązanie do zamówień urządzeń,
  • inne zobowiązanie, które sprawia, że decyzja staje się nieodwracalna,  
  • przy przejęciu – nabycie aktywów związanych z nabytym zakładem.

Istotne jest to, że zakupy gruntów i prac przygotowawczych polegających na np. uzyskaniu zezwoleń nie są uznawane za rozpoczęcie inwestycji.  

Kilka decyzji o wsparciu  

Czy można uzyskać kilka decyzji o wsparciu?  

Tak, ale rozliczenie pomocy publicznej następuje z kolejnością wydania decyzji o wsparciu. Wsparcie z tytułu kosztów kwalifikowanych nowej inwestycji przysługuje począwszy od miesiąca, w którym upłynął termin zakończenia inwestycji określony w decyzji o wsparciu. Jak podchodzą do tego organy?  

Organy podatkowe konsekwentnie stoją na stanowisku, że zwolnienie podatkowe, które wynika z nowej decyzji o wsparciu może być stosowane dopiero od miesiąca, w którym upłynął termin zakończenia inwestycji wskazany w decyzji. 

Nawet jeśli nowa inwestycja jest ściśle zintegrowana z dotychczasową działalnością i generuje dochód razem z istniejącym zakładem, nie daje to podstaw do wcześniejszego korzystania ze zwolnienia. W ocenie organów decydujące znaczenie ma formalny moment zakończenia inwestycji, a nie stopień jej powiązania z działalnością prowadzoną wcześniej. 

Zmiana decyzji o wsparciu  

Zmiana decyzji jest dopuszczalna, jednak jej zakres podlega ograniczeniom. W szczególności nie może ona polegać na podwyższeniu maksymalnej wartości kosztów kwalifikowanych, ponieważ taka modyfikacja byłaby zwiększeniem limitu należnej pomocy publicznej, co nie jest możliwe na gruncie obowiązujących przepisów. 

Decyzja o wsparciu może natomiast zmienić się w odniesieniu do innych elementów, np. terminu zakończenia realizacji nowej inwestycji (w sytuacji wystąpienia opóźnień w realizacji budowy), miejsca realizacji inwestycji czy terminu poniesienia kosztów kwalifikowanych nowej inwestycji. Zakres tych zmian powinien być uzasadniony okolicznościami faktycznymi i pozostawać w zgodzie z warunkami określonymi w decyzji oraz przepisach. 

W praktyce oznacza to, że możliwe jest elastyczne dostosowanie niektórych warunków realizacji inwestycji do zmieniających się okoliczności, pod warunkiem jednak, że nie wpływa to na wysokość przyznanego wsparcia.  

Jeśli jesteś zainteresowany złożeniem wniosku o wydanie decyzji o wsparciu, zachęcamy do kontaktu. Chętnie udzielimy dodatkowych informacji i pomożemy na każdym etapie przygotowania i procedowania wniosku.

Autonomiczne systemy w jachtingu – krok w kierunku jachtów bez załogi?

Jest druga w nocy. Płyniesz samotnie albo w niewielkim gronie przez Morze Śródziemne. Radar jest czysty, AIS nie pokazuje żadnych jednostek w pobliżu. 

Nagle na ekranie pojawia się alert: mały obiekt 180 metrów przed dziobem. 

Kamera termiczna pokazuje dryfujący ponton. Jest pusty, możesz odetchnąć. 

To wymyślona historia, ale może się wydarzyć naprawdę. Tymczasem właśnie tak działają systemy oparte na sztucznej inteligencji, które coraz częściej trafiają na jachty.  

W dzisiejszym jachtingu sztuczna inteligencja coraz częściej pomaga ludziom na morzu. Jednak systemy nadal pełnią tylko funkcję wspomagającą. Nie przejmują sterowania, tylko ostrzegają załogę o zbliżającym się zagrożeniu. 

Właściciele jachtów cenią możliwość samodzielnego prowadzenia jednostki, ale doceniają dodatkowe „oko”, które zwiększa bezpieczeństwo i komfort. Dzięki temu łatwiej zauważamy zagrożenia, których nie widzi zwykły radar ani system AIS, a tym bardziej ludzkie oko. 

We współpracy z SEA.AI – jednym z liderów w wizji komputerowej na wodzie – pokazujemy, jak działają systemy wspomagające i jakie wyzwania rodzą w sferze prawnej. 

Jak działa system 

SEA.AI to zaawansowany system oparty na kamerach optycznych i termicznych połączonych z algorytmami sztucznej inteligencji. Kamery śledzą otoczenie w czasie rzeczywistym – działają również przy słabym oświetleniu, w nocy i w najtrudniejszych warunkach pogodowych.  

System wykrywa i rozpoznaje obiekty na powierzchni wody, takie jak: 

  • dryfujące kontenery i śmieci,
  • kajaki, skutery wodne, pontony i łódki bez AIS,
  • boje, kawałki drzewa, kawałki lodu,
  • wieloryby i orki,
  • osoby za burtą,
  • miny morskie.

SEA.AI uzupełnia radar i AIS, wypełniając ich luki. Radar często gubi małe elementy zwłaszcza przy wysokiej fali, deszczu, zakłóceniach czy złym kącie. Do tego ma martwe pola blisko jachtu, a jego skuteczność zależy od doświadczenia operatora. 

W jachtingu rekreacyjnym system nie zastępuje kapitana. Nie przejmuje steru ani manewrów – pozostaje narzędziem wspierającym załogę. Działa jak dodatkowa para oczu, która bez przerwy obserwuje otoczenie i ostrzega o potencjalnych zagrożeniach.  

System oferuje też praktyczne funkcje wspierające obserwację. Potrafi na przykład automatycznie utrzymywać wybrany obiekt w centrum obrazu (na przykład człowieka za burtą), a podczas żeglugi sam ustawia kamerę w kierunku dziobu, najistotniejszej części pola widzenia. 

System analizuje obraz z kamer optycznych i termicznych wspieranych przez AI, generuje alarmy akustyczne dla załogi oraz wyświetla wykryte obiekty na mapach nawigacyjnych, telefonach, tabletach i komputerach, co znacząco zwiększa świadomość sytuacyjną załogi i przekłada się na wysoką skuteczność wykrywania obiektów wokół jednostki. 

SEA.AI od 2018 roku zainstalowało ponad 1200 systemów i zebrało bazę ponad 24 milionów oznaczonych obiektów. Dzięki temu ich algorytmy ciągle się uczą i stają się coraz dokładniejsze 

Warto też podkreślić, że SEA.AI jest używany na przykład na jachtach klasy IMOCA w regatach Vendée Globe. Ponad połowa floty korzystała z niego jako „drugiej pary oczu” podczas samotnego rejsu dookoła świata, wykrywając dryfujące obiekty niewidoczne dla radaru lub AIS. 

Funkcje systemów w jachtingu 

Przy luksusowych jachtach, często o wartości kilku milionów euro, nawet najmniejsza kolizja czy kontakt z obiektem może oznaczać poważne problemy. Nie chodzi bynajmniej tylko o bezpieczeństwo ludzi – chodzi też o estetykę i wartość jednostki. Mała rysa, stłuczenie farby czy kontakt z boją, pontonem albo nawet dryfującym drewnem potrafi zrujnować idealny wygląd kadłuba. 

Naprawa takich uszkodzeń bywa kosztowna. Systemy jak SEA.AI pomagają uniknąć takich „kosmetycznych” incydentów. Wczesne wykrycie małego obiektu (nawet do kilkuset metrów) daje czas na spokojny manewr – bez paniki, bez ryzyka rysy czy otarcia.  

To nie tylko ochrona przed poważną kolizją, ale też przed drobnymi kontaktami. 

Odpowiedzialność prawna  

Wyobraź sobie kolizję w porcie. System alarmuje, jednak kapitan płynie dalej.  

Decyzja należy do niego. To on odpowie, jeśli zignoruje alarm a dojdzie do choćby najmniejszej kolizji.  

Za jacht wyposażony w systemy wspomagające nadal odpowiedzialny jest człowiek. W przypadku kolizji z jego udziałem odpowiedzialność najczęściej zaczyna się od armatora (właściciela jednostki). To on odpowiada za to, aby jacht posiadał sprawne urządzenia i aby załoga umiała z nich korzystać. 

Zatem kto odpowiada? 

  • Kapitan – to on podejmuje decyzje.
  • Załoga – ona wykonuje polecenia kapitana.
  • Armator – ostatecznie to on powinien mieć właściwe ubezpieczenie. 

Jeśli system AI nie wykryje obiektu z powodu błędu w algorytmie, odpowiedzialność nadal nie spadnie na jego producenta. Wszyscy twórcy tego typu rozwiązań podkreślają, że systemy wspomagają, ale nie zastępują.  

Odpowiedzialność mogłaby spaść na producenta rozwiązań monitorujących dopiero wtedy, kiedy to właśnie błędny alarm doprowadził do wyrządzenia jakiejś szkody. Czy w praktyce jest to możliwe? Tak. Ale czy jest duże prawdopodobieństwo wystąpienia takiego scenariusza? Nie. 

W praktyce producenci ciągle rozwijają swoje systemy, dlatego warto dbać o to, żeby były zawsze aktualne i poprawnie zainstalowane. To nie tylko kwestia odpowiedzialności, ale też cyberbezpieczeństwa.  

Komplikacje przy całkowicie autonomicznych jednostkach  

Wyobraź sobie jacht płynący w nocy, bez kapitana i załogi – system sam podejmuje wszystkie decyzje. Kiedy zbliża się do dryfującego kontenera, decyduje, czy skręcić, przyspieszyć czy ominąć przeszkodę. Brzmi futurystycznie? To właśnie czwarty stopień autonomii według Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO) – pełna autonomia, gdzie system działa samodzielnie. 

IMO definiuje cztery stopnie autonomii statków: 

Degree One – statek z procesami automatycznymi i wsparciem decyzji 

  • Na pokładzie są zawsze żeglarze, którzy obsługują i kontrolują systemy.
  • Niektóre operacje mogą być zautomatyzowane i czasami działać bez nadzoru, ale załoga jest gotowa przejąć ster w każdej chwili.

Degree Two – zdalnie sterowany statek z marynarzami na pokładzie 

  • Jacht jest sterowany z innej lokalizacji, ale na pokładzie są żeglarze, którzy mogą przejąć kontrolę i obsługiwać systemy. 

Degree Three – zdalnie sterowany statek bez marynarzy na pokładzie 

  • Jacht jest sterowany zdalnie z innej lokalizacji. 
  • Na pokładzie nie ma żadnych żeglarzy. 

Degree Four – statek w pełni autonomiczny 

  • System operacyjny jachtu podejmuje decyzje i określa działania samodzielnie. 

Gdyby jachty stały się całkowicie autonomiczne – bez załogi na pokładzie i z systemem samodzielnie podejmującym decyzje – kwestia odpowiedzialności prawnej stałaby się niezwykle skomplikowana. 

Międzynarodowe konwencje, takie jak COLREG, zakładają, że na pokładzie jest kapitan lub załoga, która reaguje na zagrożenia. W przypadku pełnej autonomii nie ma jasno zdefiniowanej osoby odpowiedzialnej za statek, co utrudnia przypisanie winy w razie wypadku. 

W praktyce odpowiedzialność mogłaby spocząć na wielu podmiotach: armatorze, producencie systemu AI, deweloperze oprogramowania, dostawcy czujników czy nawet operatorze zdalnego centrum kontroli.  

W jachtingu pełna autonomia to wciąż śpiew przyszłości. Wyobraź sobie jacht płynący sam po oceanie, decydujący o każdym manewrze, omijający dryfujące kontenery i boje bez żadnego kapitana na pokładzie. Brzmi fascynująco, ale w praktyce prawnej jest to labirynt – prawo morskie wciąż zakłada obecność człowieka, który podejmuje decyzje i odpowiada za jednostkę. 

W gruncie rzeczy nie chodzi tylko o prawo i bezpieczeństwo. Jachting to przyjemność. Każdy chce czasem poczuć wiatr na twarzy i poprowadzić własny jacht – w końcu po to on jest. Systemy wspomagające, takie jak SEA.AI, są idealnym kompromisem: podnoszą bezpieczeństwo, ostrzegają o zagrożeniach, ale nie odbierają radości samodzielnego sterowania. Pełna autonomia może kiedyś nadejść, ale dziś w jachtingu liczy się przede wszystkim przyjemność z bycia na morzu. 

Podsumowanie  

Dojście do w pełni autonomicznych jachtów jest na razie raczej śpiewem przyszłości – nie tylko z powodu technologii, ale także prawa. Morze jest nieprzewidywalne, a nawet najdokładniejsze algorytmy mogą popełnić błąd. Dlatego prawo wymaga, żeby ktoś wyraźnie odpowiadał za decyzje – konkretny człowiek, a nie system. 

Większość właścicieli woli więc pozostać kapitanem własnego jachtu. Dlatego systemy wspomagające, takie jak SEA.AI, są idealnym kompromisem: zwiększają bezpieczeństwo, ostrzegają o zagrożeniach, ale nie odbierają przyjemności sterowania. 

To nie rewolucja, a rozsądny krok naprzód. Morze jest zbyt kapryśne, żeby zostawiać wszystko maszynie – przynajmniej na razie. W końcu żeglowanie to nie tylko dotarcie do celu, ale też radość z prowadzenia własnego jachtu. 

Artykuł powstał we współpracy z firmą SEA.AI, która rozwija systemy sztucznej inteligencji wspierające bezpieczeństwo i nawigację na morzu. Wiedza i doświadczenie zespołu SEA.AI w zakresie technologii wykorzystywanych na jachtach autonomicznych pomogły w przedstawieniu aktualnych rozwiązań oraz kierunków rozwoju sztucznej inteligencji w jachtingu.

Konsultacja: Agata Widuto

 

Zmiany w Zbroja Adwokaci: nowa tożsamość, nowa nazwa – ta sama jakość i większe możliwości!

Nasza kancelaria właśnie przeszła rebranding! A jedną ze zmian jest nowa nazwa – Wind & Water Legal Zbroja Adwokaci i Radcowie Prawni sp.k. 

Zmiana odzwierciedla naszą misję, wizję i strategię rozwoju – ukierunkowane na dynamicznie rosnące sektory gospodarki morskiej, offshore wind, przemysłu jachtowego, a także spraw marynarskich i żeglarskich, które są „kadłubem” naszej praktyki. 

Nowa nazwa 

„Nowa” tożsamość kancelarii – Wind & Water Legal – nawiązuje bezpośrednio do „stępki” naszej działalności, od lat związanej z gospodarką morską i jachtingiem.
Wiatr i woda to żywioły, które napędzają naszą pracę. Mają fundamentalne znaczenie nie tylko w kontekście przemysłu morskiego, ale również w relacjach z naszymi klientami. Kiedy prawnicze „wiatry” zmieniają kierunek lub siłę, dostosowujemy odpowiednio „żagle” i nie schodzimy z wyznaczonego kursu. 

Zmiana nazwy wiąże się też ze zmianą umowy spółki oraz poszerzeniem grona wspólników i współpracowników. W naszej prawniczej załodze działają nie tylko adwokaci, ale i radcowie prawni, co wzbogaca nas o nowe doświadczenia i specjalizacje. Dzięki temu, jesteśmy w stanie jeszcze skuteczniej odpowiadać na branżowe potrzeby i wyzwania. 

Komplementariuszem oraz wspólnikiem zarządzającym pozostaje adwokat Patryk Zbroja, stąd też pozostawienie nazwiska „Zbroja” w nazwie spółki, co jest nie tylko zgodne z ustawowym obowiązkiem, ale też nawiązaniem do wieloletniej praktyki zawodowej. 

Nowe logo 

Porównując dotychczasowe logo (Zbroja Adwokaci) z nowym (Wind & Water Legal Zbroja), dostrzegamy istotną ewolucję, która odzwierciedla rozwój naszej kancelarii. Zmiana ta jest zgodna z naszym dążeniem do wyraźnej sygnalizacji oferty usług prawnych, skoncentrowanych na gospodarce morskiej, offshore wind i przemyśle jachtowym. 

Nowe logo z latarnią morską jako centralnym elementem symbolizuje pewność, bezpieczeństwo i stabilność – cechy, które od zawsze były fundamentem naszej pracy. Światło latarni jest metaforą naszej roli w procesie doradztwa prawnego – oświetlamy drogę naszym klientom, pomagając im podejmować przemyślane decyzje i zabezpieczając ich interesy na każdym etapie współpracy.
Fale to woda, poruszana wiatrem, symbolizujące dynamikę naszych działań, które dostosowują się do zmieniającego się rynku. 

Latarnia jest dla nas źródłem inspiracji, stanowiąc wizualne odwzorowanie naszej misji: prowadzenia klientów przez trudne i zmienne wody prawa morskiego, energetyki wiatrowej oraz rynku jachtowego.
Zmiana logotypu to dla nas nie tylko estetyczna transformacja, ale także symboliczne zobowiązanie do bycia wyspecjalizowanym, solidnym i niezawodnym partnerem w tych obszarach, które wymagają precyzji, odpowiedzialności i dbałości o szczegóły. 

I wciąż te same wartości 

Kancelaria opiera się na czterech podstawowych wartościach: 

  1. Specjalizacja
    Koncentrujemy się na wąskich, ale najważniejszych branżach: gospodarka morskaoffshore wind i przemysł jachtowy. Jako eksperci w tych dziedzinach dostosowujemy nasze usługi do specyficznych potrzeb naszych klientów.
    Wiemy, gdzie jest prawa i lewa burta, dziób i rufa statku, czym się różni budowa od remontu jednostki pływającej, jak przebiega ruch wodny oraz co należy wziąć pod uwagę przy budowie, rozbudowie lub przebudowie portów i marin.
  2. Rozwój
    Rebranding to część naszej większej strategii rozwoju. Dążymy do poszerzania naszej wiedzy oraz rozwijania kompetencji, odpowiadając na rosnące potrzeby rynku. Inwestujemy w edukację, technologie i innowacyjne rozwiązania prawne. Regularnie podnosimy kwalifikacje naszej załogi – chcemy sprostać wyzwaniom, które stawiają przed nami klienci. Aktywnie wspieramy też rozwój naszych branżowych klientów.
  3. Bezpieczeństwo
    Zapewniamy naszym klientom pełne bezpieczeństwo prawne w realizowanych przez nich projektach. Potrafimy przewidywać oraz minimalizować ryzyka, co sprawia, że nasze porady opieramy na solidnych podstawach prawnych, a działania klientów są bezpieczne i stabilne. Dbamy o dyskrecję i komfort, pracując szybko i rzetelnie.
  4. Partnerstwo
    Wierzymy, że sukces to długoterminowa współpraca, zbudowana na wzajemnym zaufaniu. Jesteśmy nie tylko doradcą prawnym, ale również zaufanym partnerem biznesowym, który wspiera klientów na każdym etapie ich działalności. Dostosowujemy sposób, w jaki się komunikujemy, mamy indywidualne podejście do potrzeb klientów, zgodne z branżowymi standardami.   

Podsumowanie 

Jako „Kancelaria Wiatru i Wody” kontynuujemy:

  • misję w myśl zasady „Navigate Legal Waters Together”,
  • wizję bycia liderem w przemyśle jachtowym oraz silną branżową kancelarią w obszarze gospodarki morskiej i offshore wind. 

Nasza zmiana to kolejny krok ku przyszłości, który pozwala nam jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby klientów, w zgodzie z pasją (wind & water) i profesjonalizmem – fundamentami naszej działalności. 

Dziękujemy za zaufanie i zapraszamy do współpracy!

Kogo może dotyczyć reforma Państwowej Inspekcji Pracy? Sprawdź co się zmieni i czy branża morska jest na to gotowa.

Rząd przyjął w lutym 2026 r. projekt ustawy reformującej Państwową Inspekcję Pracy. Nowe rozwiązania mają znacząco zmienić sposób kontroli umów cywilnoprawnych i B2B oraz wzmocnić narzędzia PIP w walce z nadużyciami na rynku pracy. Projekt trafił do Sejmu i obecnie czeka na dalsze czytania. Oznacza to, że zmiana przepisów jest w trakcie legislacji, a gdy wejdzie w życie może dotyczyć wielu przedsiębiorców, także tych działających w sektorze gospodarki morskiej.

Najważniejsze zmiany w reformie PIP

Szykowana przez rząd reforma wynika z zapisania jej w ramach tzw. kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy. Dotychczas różne warianty i projekty zmian zatrzymywały się na etapie Rady Ministrów. Niedawno ministrowie porozumieli się jednak i do Sejmu trafiła wspólnie wypracowana, rządowa wersja reformy. O ile posłowie nie zmienią jej diametralnie, o tyle budzący wątpliwości wśród przedsiębiorców projekt, zostanie przyjęty.

Jedną z największych zmian jest przyznanie inspektorom PIP uprawnienia do wydawania decyzji administracyjnych, które stwierdzają, że dana umowa cywilnoprawna (np. umowa zlecenie) lub B2B w rzeczywistości powinna być umową o pracę.

Oznacza to, że PIP będzie mogła stwierdzić, że współpraca w firmie w rzeczywistości ma cechy stosunku pracy, jeśli praca jest wykonywana:

  • w określonym miejscu i czasie,
  • pod kierownictwem zlecającego,
  • za wynagrodzeniem za wykonywanie zadań.

Dotychczasowe projekty przewidywały bardzo szerokie uprawnienia PIP – również z natychmiastową wykonalnością decyzji. W najnowszym projekcie zapisane jest, że od decyzji inspektora pracodawca ma 30 dni na odwołanie do sądu pracy, a w drugiej instancji sam sąd ma 30 dni na rozpatrzenie sprawy. Do czasu prawomocnego orzeczenia decyzja PIP nie będzie wykonalna.

To istotna zmiana względem wcześniejszych wersji projektu, które przewidywały m.in. natychmiastową wykonalność i znacznie mniej korzystne standardy dla pracodawców.

Projekt zakłada również lepszy przepływ informacji między PIP, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, Krajową Administracją Skarbową i CEIDG, co ma ułatwić wykrywanie nieprawidłowości.

Planowane zmiany przewidują również podwyższenie kar za niewłaściwe formy zatrudnienia. Ma to zwiększyć realną odpowiedzialność pracodawców i ograniczyć wykorzystywanie tzw. śmieciówek czy nieprawidłowo zawieranych umów B2B.

Jesteśmy dopiero na początku procesu legislacyjnego. Ustawa musi przejść czytania sejmowe, ewentualne poprawki Senatu i dopiero wtedy trafić do podpisu Prezydenta. Po drodze jej kształt może jeszcze ulec istotnym zmianom, a my te zmiany będziemy na bieżąco wskazywać.

Branża morska wobec zmian – przykład firmy stoczniowej

W obliczu nadchodzącej reformy, wielu pracodawców dopytuje nas, jak będzie ona wyglądać w praktyce. Wyobraźmy sobie firmę stoczniową, która od lat współpracuje z grupą specjalistów (spawaczami, projektantami, monterami) na podstawie kontraktów B2B oraz umów zleceń. Taki model współpracy jest dość powszechny w branży morskiej, gdzie duża część zadań jest zlecana firmom zewnętrznym lub indywidualnym wykonawcom, którzy świadczą usługi na podstawie własnych działalności gospodarczych.

Dotychczasowa praktyka w firmie stoczniowej opiera się na zawieraniu umów B2B z kontrahentami na 12 miesięcy. Zleceniobiorcy wykonują swoje zadania w ściśle określonych godzinach i w ustalonym miejscu, czyli w stoczni. Do tego dochodzi fakt, że ich praca jest nadzorowana, a zakres obowiązków, chociaż formalnie nieprzypisany do „etatowego” stanowiska, jest w miarę stały i przewidywalny. Zleceniodawca określa, co i kiedy ma być zrobione, a także zapewnia odpowiednie narzędzia, materiały czy sprzęt.

Przy takich zasadach współpracy, nowe przepisy wprowadzane przez reformę PIP mogą w prosty sposób zakwestionować ten model. Nowe uprawnienia inspektorów pracy dają im możliwość zakwalifikowania umowy B2B jako umowy o pracę, jeśli wykryją, że współpraca ma cechy stosunku pracy. Zatem, jeśli PIP stwierdzi, że zleceniobiorca wykonuje zadania w sposób zbliżony do etatowego pracownika, to inspektor pracy może orzec, że jego umowa powinna zostać uznana za umowę o pracę.

Dla firmy stoczniowej oznacza to poważne konsekwencje, które mogą wpłynąć na jej finanse i organizację pracy. Po pierwsze, jeśli PIP zdecyduje o rekwalifikacji umowy na umowę o pracę, przedsiębiorca będzie zobowiązany do wypłaty zaległych składek ZUS za cały okres współpracy z danym kontraktorem. To może oznaczać spore koszty, zwłaszcza jeśli firma zatrudnia wielu zleceniobiorców na takich warunkach przez długi czas.

Kolejną konsekwencją jest obowiązek wypłacenia świadczeń przysługujących pracownikowi na podstawie umowy o pracę. Czyli przedsiębiorca będzie musiał wypłacić wynagrodzenie za nadgodziny czy przysługujący kontraktowi urlop wypoczynkowy. Dodatkowo, jeśli kontrahent miałby być traktowany jako pracownik, może to prowadzić do dalszych roszczeń, np. o wynagrodzenie za czas choroby czy inne świadczenia, które normalnie przysługują pracownikowi zatrudnionemu na umowę o pracę.

Reforma przewiduje również zaostrzenie kar za nieprawidłowe formy zatrudnienia. Jeśli PIP wykryje takie nieprawidłowości, firma stoczniowa może zostać ukarana wysokimi karami administracyjnymi. Kara może obejmować zarówno sankcje finansowe, jak i inne środki, takie jak zakaz zawierania nowych umów cywilnoprawnych na podobnych warunkach.

W przypadku decyzji PIP, przedsiębiorca będzie miał prawo do odwołania się do sądu pracy. Sam proces może być czasochłonny i kosztowny. Koszty związane z reprezentacją prawną i potencjalnymi opóźnieniami w działalności firmy mogą okazać się poważnym obciążeniem finansowym.

Dlatego już teraz warto przeanalizować umowy B2B i zlecenia zawierane z kontrahentami. Nawet jeśli reforma PIP wejdzie w życie za kilka miesięcy, odpowiednie przygotowanie się do zmian pozwoli uniknąć kosztownych konsekwencji. To idealny moment, by dokładnie przejrzeć obowiązujące umowy, dostosować je do wymogów reformy i wprowadzić odpowiednie procedury, które udokumentują niezależność kontraktorów.

Przy odpowiednim wsparciu prawnym, przedsiębiorcy mogą uniknąć problemów z PIP i zminimalizować ryzyko związane z zatrudnianiem osób na podstawie umów cywilnoprawnych.

Jak możemy pomóc – praktyczne usługi dla przedsiębiorców

W odpowiedzi na spodziewane zmiany przygotowaliśmy zestaw usług, które pomogą firmom zminimalizować ryzyka i działać zgodnie z prawem:

  1. Audyt umów B2B i zleceń pod kątem ryzyka rekwalifikacji

Sprawdzimy Twoje umowy i wskażemy, które relacje mogą zostać uznane za stosunek pracy. Przygotujemy raport ryzyka wraz z zaleceniami zmian.

  1. Opracowanie legalnych wzorców umów

Przygotujemy wzorce umów B2B oraz umów zleceń, które będą spełniały wymogi prawne i minimalizowały ryzyko zakwestionowania przez PIP lub sąd.

  1. Procedury dokumentujące niezależność kontraktorów

Stworzymy procedury oraz narzędzia dowodowe, np. dokumentację harmonogramów pracy, realizację usług u różnych klientów, korzystanie z własnych narzędzi pracy.

  1. Doradztwo przy przekształceniu umowy B2B w umowę o pracę

Jeśli współpraca ma cechy stosunku pracy, doradzimy najlepszy sposób jej uporządkowania, np. przekształcenie na umowę o pracę lub zmianę modelu współpracy.

  1. Wsparcie podczas kontroli PIP i procesów sądowych

Zapewnimy wsparcie prawne w trakcie kontroli PIP oraz reprezentację przed sądami pracy – od odwołania od decyzji inspektora, po pełne postępowanie sądowe.

  1. Szkolenia i wsparcie compliance

Przeprowadzimy szkolenia dla kadry zarządzającej i działów HR, jak przygotować firmę na zmiany legislacyjne i jak unikać błędów w zatrudnianiu.

Podsumowanie

Reforma PIP to jedno z najważniejszych przedsięwzięć legislacyjnych dotyczących rynku pracy w ostatnich latach. Nowe uprawnienia inspekcji mogą oznaczać zwiększone ryzyko rekwalifikacji umów B2B oraz umów cywilnoprawnych jako stosunku pracy. Zdecydowanie już teraz warto zacząć analizę umów, procedur i dokumentacji, żeby uniknąć wysokich kosztów i sporów w przyszłości.

Local Content w offshore wind – wyzwania w formułowaniu definicji 

Morska energetyka wiatrowa to nie tylko czysta energia i planeta. Dziś coraz wyraźniej widać, że jest również ważnym projektem ustrojowym dla gospodarki – testem, czy Polska potrafi zatrzymać u siebie wartość z inwestycji liczonych w setkach miliardów złotych do 2035 roku, a w dalszej perspektywie wykorzystać doświadczenie w inwestycjach na całym świecie. 

W centrum tej dyskusji znajduje się jedno pojęcie: local content 

W tej chwili nie mamy ugruntowanego odpowiednika tego terminu w języku polskim. Politycy jednak wyraźnie wskazują, że chcieliby sformułowania oddającego sens w naszym języku.  

Temat local content stał się jednym z priorytetów Ministerstwa Aktywów Państwowych. Powołano zespół, który – według zapewnień – opracował oficjalną definicję w dwóch wymiarach: ogólnym i operacyjnym. 

Definicja ma być szeroka, elastyczna i niewykluczająca podmiotów. I właśnie w tym miejscu zaczynają się najciekawsze problemy prawne. 

Istota local content 

W offshore wind skala inwestycji jest bezprecedensowa. Jedna farma morska to tysiące komponentów, ogrom specjalistów, skomplikowana logistyka, serwis i utrzymanie.  

Jeżeli polskie firmy wejdą do tego łańcucha jako producenci lub główni poddostawcy, korzyści mogą być realne: 

  • tysiące dobrze płatnych miejsc pracy,
  • rozwój kompetencji przemysłowych i nowych technologii,
  • podatki i zyski pozostające w kraju,
  • bezcenne know-how w polskich rękach,
  • kompetencje do pracy za granicą przy dużych projektach. 

Problem polskich przedsiębiorstw rzadko dotyczy braku kompetencji technicznych. Częściej chodzi o brak doświadczenia przy projektach wielomiliardowych, brak „track recordu” i niska świadomość możliwości, a zarazem konieczności budowania konsorcjów zdolnych udźwignąć skalę kontraktów.  

Wyznaczone cele 

W 2021 roku podpisano Porozumienie sektorowe na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. Ustalono ambitne, choć niewiążące prawnie, poziomy udziału local content: 

  • 20–30% wartości projektu dla pierwszej fazy wsparcia,
  • co najmniej 45% dla projektów realizowanych do 2030 r.,
  • co najmniej 50% dla projektów po 2030 r. 

Sector Deal położył podwaliny pod realne działania i zakorzenienie offshore wind w polskiej gospodarce przy współpracy przedsiębiorców, naukowców i Państwa. 

Działania Ministerstwa Aktywów Państwowych 

Podczas II Forum Polskich Dostawców Energetyki Wiatrowej „Energia z Polski – Local First” Minister Wojciech Balczun podkreślił, że nie chodzi o potrzebę zmieniania przepisów o zamówieniach publicznych i „okopywania się” za ramami prawnymi. Wszystko musi się dziać w ramach obowiązującego prawa i co najważniejsze – zgodnie z regulacjami Unii Europejskiej. To dobry sygnał, gdyż procedury są dostatecznie skomplikowane i zawiłe. Trudno się co prawda dziwić, gdy weźmie się pod uwagę istotność energetyki w skali kraju, ale dalsze komplikowanie obowiązków inwestorów mogłoby stanowić czynnik wstrzymujący prace. 

Dziś działania Ministerstwa koncentrują się na:  

  • zdefiniowaniu pojęcia „komponentu krajowego”,
  • opracowaniu metodyki pomiaru i kalkulacji local content,
  • przygotowaniu analizy prawno-regulacyjnej,
  • stworzeniu Kodeksu dobrych praktyk - praktycznego przewodnika, jak stosować local content w całych grupach kapitałowych. 

Założenie jest jasne: definicja ma być na tyle pojemna, by nie zamykać drzwi podmiotom realnie działającym w Polsce, ale i na tyle precyzyjna, by nie pozostawiała furtki do nadużyć interpretacyjnych przez silniejsze podmioty. 

Najtrudniejsze pytania przy definiowaniu local content 

Globalizacja sprawia, że pojęcie „lokalności” przestaje być oczywiste. W dyskusjach branżowych pojawiają się ważne wątpliwości: 

  • Firma płaci podatki i zatrudnia pracowników w Polsce, ale jej właściciel jest za granicą – czy liczy się jako „polska firma”?
  • Co jeśli właściciel jest zagraniczny, ale cały zarząd i decyzje biznesowe zapadają w Polsce?
  • Co jest „polskim kapitałem”? 
  • Czy zyski mają zostać w kraju, czy mogą wypływać jako dywidenda? 

To jedynie przykładowe wątpliwości, które nasuwają się na pierwszy rzut oka. Dodatkowe wyzwanie stanowi wielopoziomowy charakter łańcuchów dostaw. 

Pojedyncza turbina offshore to produkt składający się z tysięcy podzespołów i materiałów pochodzących nawet z kilkunastu różnych krajów. I tu pojawiają się pytania o „polskość” komponentów.  

Zgodnie z unijnym Kodeksem Celnym o pochodzeniu części decyduje „ostatnie istotne, ekonomicznie uzasadnione przetwarzanie lub obróbka”. W praktyce oznacza to nieco nieostrą granicę. Bo gdzie kończy się zwykły montaż, a zaczyna prawdziwa produkcja? Czy montaż modułów w polskiej hali wystarczy? Czy samo dokręcenie elementów w polskim zakładzie czyni komponent „krajowym”?  

Od tych odpowiedzi zależy praktyczna wartość i ekonomiczna przydatność definicji local content. 

Prawo konkurencji UE  

Prawo Unii Europejskiej opiera się na zasadach swobodnego przepływu towarów i usług oraz równości traktowania. Jednocześnie ustawodawca unijny dąży do względnie elastycznego ujęcia praw i obowiązków, by pozostawić pewien luz decyzyjny ustawodawstwom krajowym. Nie można jednak wprost preferować polskich firm kosztem firm z Niemiec, Francji czy Holandii tylko dlatego, że są lokalne.  

To oznacza, że: 

  • definicja local content nie może dyskryminować podmiotów z UE, a spoza Polski,
  • w dokumentach przetargowych nie można wprowadzać klauzul typu „buy Polish”,
  • kryteria muszą być proporcjonalne i związane z przedmiotem zamówienia i przede wszystkim dążyć do jego realizacji w sposób uzasadniony ekonomicznie. 

Większe pole manewru istnieje wobec państw trzecich (spoza UE i porozumień WTO w sprawie zamówień rządowych). Tu prawo UE zezwala na większą ochronę rynku wewnętrznego. 

Celem jest znalezienie realnego wsparcia dla polskich firm bez ryzyka skargi do Komisji Europejskiej czy sporu przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Przed rządzącymi stoi zatem dość poważne wyzwanie. 

Praktyczne postulaty branży 

Podczas forum „Energia z Polski – Local First” branża zaproponowała rozwiązania, które dążą do ułatwienia polskim przedsiębiorcom przebicia się w ramach realizowanych inwestycji: 

  • rozczłonkowanie wielomiliardowych kontraktów na mniejsze pakiety,
  • zabezpieczenia płatności i zaliczek (gwarancje BGK i KUKE),
  • obniżenie parametrów dopuszczeniowych,
  • wymóg języka polskiego w dokumentacji i stosowania polskiego prawa w umowach. 

Trzeba zwrócić uwagę, że są to rozwiązania wyważone, które nie skutkują nadmiernymi trudnościami dla przedsiębiorców zagranicznych, a zarazem realnie umacniają status polskiego wykonawcy. 

Ministerstwo zapewnia, że bierze wszystkie pomysły pod uwagę i ocenia je pod kątem przydatności. Oznacza to, że jesteśmy w bezprecedensowym punkcie historii, gdzie rzeczywiście możemy wpłynąć na podstawy wielkich inwestycji w naszym kraju, na długie lata w przyszłość. Warto wykorzystać tę sytuację w imię zasady „co dwie głowy, to nie jedna”. W tym przykładzie, biorąc pod uwagę niemal 3 miliony aktywnych przedsiębiorców w kraju – „co 3 mln głów, to nie jedna”. 

Podsumowanie  

Local content w offshore wind nie jest hasłem marketingowym. To w gruncie rzeczy decyzja, jaką rolę Polska chce pełnić w tym sektorze – czy tylko zyskać gotowe inwestycje i realizować je, czy też budować własne zaplecze produkcyjne, serwisowe i projektowe w celu zwiększenia kompetencji i działania na rynku globalnym.  

Żeby ten scenariusz był realny, potrzebne są konkretne narzędzia: 

  • spójna definicja local content (co dokładnie i na jakim etapie wliczamy),
  • jednolita metodyka raportowania i weryfikacji danych,
  • uzgodniony kodeks dobrych praktyk,
  • rozwiązania zaprojektowane w zgodzie z prawem UE i zasadami konkurencji. 

Bez tych elementów dyskusja o suwerenności technologicznej i gospodarczej pozostanie w kategoriach myślenia życzeniowego. 

Nie chodzi tu wyłącznie o procenty w dokumentach strategicznych. Chodzi o to, czy największa transformacja energetyczna w historii Polski stanie się również największą szansą rozwojową, czy tylko projektem infrastrukturalnym finansowanym z zewnątrz.  

II Forum Dostawców Polskiej Energetyki Wiatrowej „Energia z Polski – Local First”

2 marca 2026 roku w Szczecinie wzięliśmy udział w II edycji Forum Polskiej Energetyki Wiatrowej „Energia z Polski – Local First”, które zgromadziło przedstawicieli administracji rządowej, samorządów, spółek Skarbu Państwa oraz liderów branży energetyki wiatrowej.

To ważne wydarzenie dla rozwoju lokalnego łańcucha dostaw w Polsce, które podkreśliło rolę sektora offshore w budowie kompetencji przemysłowych, miejsc pracy i wartości dla krajowej gospodarki.

Local content jako narzędzie rozwoju polskiego przemysłu

Forum otworzył panel poświęcony local content, w którym udział wzięli m.in. Minister Klimatu i Środowiska Paulina Hennig-Kloska, Minister Aktywów Państwowych Wojciech Balczun oraz przedstawiciele wiodących firm sektora energetyki wiatrowej, w tym ENEA, ORLEN, PGE Baltica i Stocznia Szczecińska WULKAN.

Uczestnicy panelu zaznaczali, że udział krajowych firm w projektach onshore i offshore nie jest jedynie deklaracją – to realne narzędzie rozwoju przemysłu i umacniania pozycji Polski w europejskim łańcuchu dostaw.

Minister Wojciech Balczun podkreślił, że choć prace zespołu zakończyły się, ostateczna definicja „Local content” będzie ogłoszona dopiero po zakończeniu prac nad pozostałymi dokumentami towarzyszącymi – najprawdopodobniej do końca marca 2026 roku.

Rola samorządów w strategii „Local First”

W drugim panelu dyskutowano o znaczeniu regionów i samorządów w przyciąganiu inwestycji oraz tworzeniu lokalnych łańcuchów wartości. Omówiono dobre praktyki w zakresie współpracy samorządów z przedsiębiorstwami, lokalnych strategii rozwoju i wsparcia dla inwestorów.

Finansowanie i zabezpieczenie inwestycji

Kolejny blok dotyczył instrumentów finansowych i zabezpieczeń dla inwestycji w energetykę wiatrową. Prelegenci wskazywali możliwości wsparcia krajowych dostawców, rolę banków i instytucji publicznych w finansowaniu produkcji komponentów oraz zapewnieniu płynności projektów.

Onshore i offshore – skala inwestycji i potencjał dla polskich firm

W panelach praktycznych przedstawiono doświadczenia spółek i dostawców z pierwszej fazy realizacji projektów, harmonogramy inwestycji oraz synergie między dużymi koncernami a MŚP. Omówiono też wymagania formalne oraz sposoby efektywnego wejścia na rynek dostaw.

Warsztaty branżowe

Forum obejmowało również warsztaty, które były poświęcone praktycznym aspektom wdrażania local content, współpracy w grupach kapitałowych i przygotowaniu firm do udziału w wielomiliardowych projektach energetyki wiatrowej.

Podsumowanie

Uczestnicy Forum zgodnie podkreślili, że rozwój sektora energetyki wiatrowej w Polsce to nie tylko kwestia inwestycji i turbin, ale również budowa kompetencji krajowych przedsiębiorstw i wzmocnienie lokalnego łańcucha dostaw.

Kancelarię w wydarzeniu reprezentowali Ewa Lewkowska-Dąbrowska, Bartosz SierkowskiZuzanna Kaszubowska.