Dlaczego klient nie może się błąkać po kancelarii

Stres przed spotkaniem z profesjonalistą 

Znasz ten lekki niepokój przed wizytą u lekarza? Zwłaszcza pierwszą? Czy wysłucha, czy zrozumie, czy ja zrozumiem, czy nie zapomnę czegoś powiedzieć i – w zależności od cech indywidualnych – cała reszta podobnych dylematów.  

Tak, to kolejne nawiązanie do lekarzy, bo – podobnie jak do prawników – nie przychodzimy do nich z błahostkami tylko z problemami. I z całym szacunkiem dla pozostałych profesji, łatwiej pogodzić się z odrostami na głowie i cieknącą pralką niż z perspektywą operacji czy więzienia. 

Poziom stresu przed pierwszym spotkaniem z prawnikiem, oczywiście w zależności od sprawy, z którą przychodzimy, może być bardzo duży. W mentalności wielu osób wizyta w kancelarii to ostateczność i znak, że coś poszło nie tak w mojej działalności (lub życiu), z czym sobie nie radzę. I choć świadomość wielu przedsiębiorców naprawdę się zmienia, wciąż dla sporej części prawnik jest od gaszenia pożarów. A jak pożar, to katastrofa. 

Wchodzi klient i nie wie, co ze sobą zrobić

Wchodzi więc taki klient, zestresowany swoją sytuacją i tym, że musi o niej zaraz komuś powiedzieć. Świetnie, jeśli zaraz na wejściu zastanie osobę, która siedzi w tak oczywistym miejscu, że nie ma wątpliwości, że może do niej podejść. Gorzej, jeśli takiego miejsca nie ma albo nie ma osoby, do której mógłby się zwrócić. Wtedy robi się trochę jak na wejściu do restauracji, kiedy stoimy przy tabliczce: „Proszę czekać tutaj”, a potem przez kolejne dziesięć minut nikt nie przychodzi i nawet nie zaszczyci spojrzeniem.  

Załóżmy więc, że klient wszedł do kancelarii widzi ladę recepcyjną, jednak za nią nie ma nikogo. Na jego wejście nikt nie zareagował, stoi i czeka. Patrzy na zegarek, za minutę spotkanie, a wyjechał przecież wcześniej, żeby się nie spóźnić. Zaczyna się nerwowo kręcić, w końcu zagląda po kolei do pokoi i przepraszając, że przeszkadza mówi, że jest umówiony na spotkanie. 

Czy zwiększył się poziom jego stresu przed spotkaniem? Na pewno. Być może nawet trochę go ta sytuacja poirytowała. Czy mogła mu dać do myślenia, czy tu ktoś w ogóle pracuje? Czy ktoś jest zaangażowany? Mogła, zwłaszcza, jeśli zwraca uwagę na takie rzeczy albo obsługa klienta w jego firmie wygląda zupełnie inaczej. Wreszcie, czy poczuł się w tej sytuacji bezpiecznie? Komfortowo? Na pewno nie. 

Naszą wartością jest bezpieczeństwo

My nie doprowadzamy do takich sytuacji. W naszej Procedurze obsługi klienta mamy jasno określone, że w godzinach pracy kancelarii zawsze ktoś musi być w sekretariacie. Wiemy kto i kiedy siada w zastępstwie i co, jeśli w sekretariacie chwilowo jest pusto. Nie ma w ogóle takiej opcji, żeby klient nie wiedział, co ze sobą zrobić, gdzie pójść. Żeby nie został przywitany i zaproszony do pokoju konferencyjnego, względnie poproszony o zaczekanie. I absolutnie każdy musi umieć to zrobić i czuć się za to odpowiedzialny. Każdy – niezależnie od tego, jak skomplikowane zadanie wykonuje – powinien być gotowy, żeby pomóc klientowi.  

Klient musi czuć się w kancelarii bezpiecznie i komfortowo. Nie tylko w aspekcie merytorycznym, ale i organizacyjnym. Dlatego potrzebne są procedury. Od pierwszego kontaktu może naprawdę dużo zależeć.

Konsorcjum jako narzędzie współpracy w sektorze morskiej energetyki wiatrowej 

Jak małym wysiłkiem samodzielnie zrealizować projekt offshore wind wart miliardy złotych? W praktyce – nie da się.  

Pomijając żartobliwy wstęp do artykułu, samodzielne stworzenie od podstaw zaawansowanej technologicznie inwestycji na morzu jest nieosiągalne nawet dla największych korporacji. Tylko współpraca ma sens i prowadzi do realizacji ambitnego celu. Najczęściej bowiem jedna firma ma technologię, druga – sprzęt, trzecia – ludzi i doświadczenie. Żadna z nich sama nie udźwignie przedsięwzięcia wartego miliardy złotych. Razem mają jednak szansę (a co ważniejsze realne możliwości!).  

Morska energetyka wiatrowa rozwija się w Polsce dynamicznie. Projekty takie jak Baltic Power czy BC-Wind to inwestycje, które wymagają specjalistycznej wiedzy, zaplecza finansowego, doświadczenia i zdolności do zarządzania ryzykiem. Jesteśmy też krótko po pierwszej aukcji w ramach dodatkowego wsparcia OZE, co powoduje, że inwestycje na Morzu Bałtyckim nabierają jeszcze wyraźniejszych barw. Niemniej pojedynczy podmiot często nie jest w stanie samodzielnie sprostać wszystkim wymaganiom, zwłaszcza tak wyśrubowanym jak w przypadku morskich konstrukcji o znaczeniu strategicznym, planowanych na 30 lat użytkowania i generowania prądu. Jednym ze stosowanych rozwiązań jest tzw. konsorcjum, będące atrakcyjną formą współpracy szczególnie dla mniejszych przedsiębiorstw, ale i chętnie wykorzystywane przez większe firmy dla rozłożenia ryzyka i obciążeń finansowych. 

Czym jest konsorcjum 

Konsorcjum to umowa, która reguluje współpracę dwóch lub więcej podmiotów łączących siły, żeby zrealizować jedno wspólne przedsięwzięcie. Przedsięwzięcia dotyczą różnego rodzaju działalności, w tym również budowy morskich farm wiatrowych, produkcji komponentów czy świadczenia usług instalacyjnych.  

W offshore wind konsorcja pojawiają się na różnych poziomach: od dużych deweloperów, przez konsorcja dostawców, po grupy mniejszych firm oferujących specjalistyczne usługi.  

Konsorcjum ma charakter tymczasowy i okolicznościowy. Tworzy się je na potrzeby jednego, określonego projektu, choć realizacja może trwać lata. Zawiązanie konsorcjum pozwala na połączenie potencjału, doświadczenia i zasobów kilku podmiotów bez konieczności tworzenia nowej spółki celowej. Umożliwia tym samym rozłożenie ryzyka gospodarczego pomiędzy uczestników.  

W polskim porządku prawnym konsorcjum nie zostało uregulowane jako odrębna instytucja prawna czy tym bardziej podmiot. Jest to tak naprawdę umowa pomiędzy uczestnikami konsorcjum, regulująca ich wzajemne prawa i obowiązki w ramach konkretnego zadania. Istotną zaletą jest więc jego elastyczność. Funkcjonowanie konsorcjum opiera się na umowie nienazwanej, tzw. umowie konsorcjalnej, zawieranej w ramach realizacji przewidzianej w Kodeksie cywilnym zasady swobody umów.  

Uczestnicy konsorcjum nie tracą swojej prawnej i gospodarczej samodzielności i niezależności – w przeciwieństwie do fuzji (M&A) czy utworzenia nowej spółki mającej podmiotowość prawną. Nie powstaje więc nowy podmiot z osobowością prawną, chyba że strony dodatkowo założą spółkę kapitałową dla ułatwienia pewnych spraw (administracyjnych, finansowych, właścicielskich).  

Jak wygląda umowa konsorcjalna 

Umowa konsorcjalna jest fundamentem całej współpracy. Ma charakter umowy nienazwanej, co oznacza, że jej treść kształtują sami uczestnicy. Jest rozbudowana i zakłada wspólne działanie w określonym celu (najczęściej wygrania przetargu i realizacji przedsięwzięcia). Często jest porównywana do umowy spółki cywilnej, jednak w przypadku sektora morskiej energetyki wiatrowej powinna być znacznie lepiej dostosowana do realiów dużych projektów inwestycyjnych, szczególnie pod kątem wymogów inwestora i wzajemnych zasad odpowiedzialności 

Postanowienia umowy konsorcjalnej decydują o rzeczywistym charakterze współpracy oraz o konsekwencjach prawnych i podatkowych. Szczególnego znaczenia nabiera zatem jej staranne skonstruowanie. Ma zazwyczaj charakter ramowy i jest uzupełniana o szczegółowe umowy wykonawcze, które regulują poszczególne etapy projektu. Bywa jednak i tak, zwłaszcza jeśli konsorcjum dąży do wykonania umowy w ramach przetargu publicznego, że już na etapie przedstawiania oferty musi być kompletna i wyczerpująca, gdyż przedstawia się ją wraz z ofertą. 

Do najważniejszych elementów umowy konsorcjalnej należą: 

  • Szczegółowy opis wspólnego przedsięwzięcia
    Umowa powinna precyzyjnie określać przedmiot projektu, jego zakres oraz cele i rolę każdego z uczestników. 
  • Mechanizmy koordynacji działań
    W tym celu możliwe jest wyznaczenie lidera konsorcjum. 
  • Zasady podziału kosztów, zysków i ryzyka
    Umowa powinna wskazywać sposób finansowania projektu, podział kosztów pomiędzy uczestników, zasady rozliczania wynagrodzenia oraz reguły podziału zysków i strat.
  • Zasady reprezentacji konsorcjum wobec osób trzecich
    Określają one sposób, w jaki konsorcjum występuje na zewnątrz, w szczególności wobec inwestora i podwykonawców.  

Klauzule dodatkowe 

Należy do nich przede wszystkim obowiązek wzajemnej informacji i współpracy. Mogą być to także klauzule lojalnościowe, zakazy konkurencji, zasady poufności i sposób rozwiązywania sporów, często poprzez arbitraż. Aby ograniczyć ryzyko uznania konsorcjum za spółkę cywilną lub inny podmiot prawa, często zamieszcza się klauzulę, która wskazuje, że zamiarem stron nie jest utworzenie spółki w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego ani kodeksu spółek handlowych. 

Lider konsorcjum 

Dla przejrzystej koordynacji działań możliwe jest wyznaczenie lidera. Lider odpowiada za bieżące zarządzanie projektem, kontakt z inwestorem, reprezentację konsorcjum na zewnątrz i obsługę administracyjną przedsięwzięcia, przyjmując rolę zarządcy i wykonawcy umowy konsorcjum z perspektywy przedstawiciela konsorcjantów. 

Podstawą działania lidera jest pełnomocnictwo, które może być udzielone w odrębnym dokumencie, jak i w samej umowie.  

Powołanie lidera nie oznacza utraty samodzielności przez pozostałych uczestników. Jego rola polega przede wszystkim na organizacji, a nie na przejęciu całej odpowiedzialności merytorycznej za projekt. 

Zasady odpowiedzialności 

Charakter odpowiedzialności zależy przede wszystkim od formy i treści umowy. Ryzyko może być ograniczone do zakresu prac każdego z uczestników. Jednak w przypadku, gdy umowa ma charakter podobny do spółki cywilnej lub gdy konsorcjanci startują do przetargu w ramach zamówień publicznych – odpowiedzialność będzie kształtować się solidarnie (wymóg PZP).  

Odpowiedzialność solidarna oznacza, że inwestor jako wierzyciel będzie mógł domagać się spełnienia świadczenia od dowolnego konsorcjanta, kilku z nich lub wszystkich łącznie. Konsorcjant, który poniósł koszt lub odpowiedzialność, będzie mógł następnie rozliczyć się z pozostałymi członkami na zasadach ustalonych między nimi w umowie lub na zasadach ogólnych wynikających z Kodeksu cywilnego lub prawa budowlanego.  

Zakres odpowiedzialności wewnątrz konsorcjum zależy od postanowień umowy i może być elastycznie dopasowany do struktury projektu. Co ważne, im umowa konsorcjum lepiej precyzuje zasady odpowiedzialności, tym mniej konsorcjanci narażają się na przyszłe konflikty i wewnętrzne nieporozumienia, co w krytycznych sytuacjach mogłoby nieść za sobą nawet całkowity upadek projektu.  

Przychody i ponoszone koszty 

Umowa konsorcjum powinna również jasno określać, w jakiej części każdy z uczestników bierze udział w przychodach i kosztach lub wskazywać zasady ich ustalania. W praktyce, najczęściej stosuje się trzy rozwiązania:  

  1. podział według zakresu wykonanych prac (metoda rzeczowa),  
  2. podział według z góry ustalonego procentu w przychodach i kosztach (metoda finansowa), 
  3. model mieszany, łączący oba podejścia (dostosowywany w miarę potrzeb uczestników konsorcjum). 

W konsorcjum rzeczowym uczestnicy z góry dzielą między siebie konkretne zadania i ustalają wynagrodzenie za ich wykonanie. Każdy ponosi własne koszty i osiąga własny zysk lub stratę. Wydaje się to rozwiązaniem najbardziej odpornym na potencjalne konflikty wewnętrzne, gdyż każdy konsorcjant działa w dobrze mu znanej materii i bierze za nią odpowiedzialność. 

W konsorcjum finansowym zakres prac nie jest sztywno przypisany, a uczestnicy wspólnie finansują projekt i dzielą się przychodami oraz kosztami według ustalonych proporcji. Formuła ta sprawdzi się przede wszystkim, gdy konsorcjanci mają podobny zakres specjalizacji, a ich wspólne działanie wynika raczej z potrzeby zwiększenia szans na realizację projektu względem samodzielnego starania się o jego wykonanie niż uzyskania kompetencji innej firmy.  

Dlaczego konsorcjum jest korzystne dla mniejszych podmiotów 

Sektor offshore wind charakteryzuje się bardzo wysokimi barierami wejścia, w tym wykazywaniem się wcześniejszym doświadczeniem, co często stanowi błędne koło (brak doświadczenia -> brak projektów -> brak doświadczenia). Dla wielu mniejszych przedsiębiorstw samodzielne uczestnictwo w dużych, czy nawet średnich projektach jest praktycznie niemożliwe. Co najwyżej mogą oni przyjmować drobne role na samym końcu łańcucha dostaw.  

Konsorcjum umożliwia: 

  • połączenie kompetencji i doświadczenia, 
  • rozłożenie kosztów i ryzyka finansowego, 
  • udział w dużych przetargach, 
  • zwiększenie udziału polskich firm na różnych szczeblach łańcucha dostaw (local content).  

Podsumowanie 

Ze względu na złożoność projektów offshore wind i potencjalne ryzyka prawne, umowa konsorcjalna powinna być starannie przygotowana przez doświadczonego prawnika specjalizującego się w prawie gospodarczym i kontraktach inwestycyjnych. Profesjonalne doradztwo pozwala uniknąć pułapek, optymalnie rozłożyć ryzyka i maksymalizować korzyści dla uczestników.  

Konsorcjum to sprawdzone narzędzie, które może znacząco przyspieszyć rozwój polskiego sektora morskiej energetyki wiatrowej, otwierając drzwi do sektora mniejszym firmom, umożliwiając im zdobycie doświadczenia i kompetencji w ważnej i dochodowej gałęzi gospodarki. Z perspektywy lokalnej jest to też sposób na wymianę doświadczeń i zwiększenie udziału polskich firm w zaangażowaniu w projekty offshore nie tylko na Bałtyku. Z globalnej zaś, trzeba zauważyć, że konsorcjum to nie tylko współpraca np. dwóch małych przedsiębiorców, wykonujących projekt, ale często i szansa dla dużych, doświadczonych podmiotów, by wejść na dany rynek lokalny przy udziale już istniejących na nim firm i symbiotyczne działanie, z którego lokalny przedsiębiorca zdobywa doświadczenie oraz know-how, a większy konsorcjant, zyskuje dostęp do danego rynku i ostatecznie zarabia. 

W takiej sytuacji na konsorcjum trzeba patrzeć jako na narzędzie umożliwiające symbiozę firm na wielu płaszczyznach. Począwszy od wzajemnego uzupełniania kompetencji, przez wzrost sił i konkurencyjności względem samodzielnych wykonawców, po bramę, przez którą możemy wykorzystać zasoby dużych doświadczonych firm w naszych lokalnych inwestycjach, czerpiąc zarazem doświadczenie i referencje.

XX Spotkanie Noworoczne Gospodarki Morskiej

13 stycznia 2026 r. nasz zespół wziął udział w XX Spotkaniu Noworocznym Gospodarki Morskiej w Szczecinie. To ważne, branżowe wydarzenie, które co roku daje dobrą okazję do rozmów o kierunkach rozwoju portów, żeglugi i inwestycji w gospodarce morskiej – także od strony praktycznych wyzwań prawnych. 

Kancelarię Zbroja Adwokaci reprezentowali: Patryk Zbroja, Maciej Janicki, Katarzyna Lendzionowska, Ewa Lewkowska-Dąbrowska, Marcin Sokołowski, Bartosz Sierkowski oraz Stanisław Kaup. Spotkanie było dla nas przestrzenią do wymiany doświadczeń z przedstawicielami rynku i instytucji, a także do rozmów o planach na 2026 rok. 

Wracamy z dużą dawką wniosków i tematów, które będziemy dalej rozwijać w pracy z klientami. Trzymamy rękę na pulsie w branży morskiej i wchodzimy w nowy rok z pełnym zaangażowaniem – gotowi wspierać projekty portowe, żeglugowe i inwestycyjne na każdym etapie. 

 

Sąd orzekł zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych? Sprawdź, co wolno Ci na wodzie. 

W sprawach dotyczących wypadków lub innych przestępstw popełnionych na wodzie,  w których sąd orzeka zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, pojawia się praktyczne pytanie: co obejmuje ten zakaz? Czy po wyroku można pójść „na małą motorówkę”, wsiąść na skuter wodny albo poprowadzić żaglówkę, na którą nie są wymagane żadne uprawnienia?  

Do tego dochodzi najważniejsze zagadnienie: czy zakaz orzeczony za spowodowanie wypadku na lądzie liczy się też na wodzie? 

Poniżej przyglądamy się temu krok po kroku – z perspektywy żeglarza i motorowodniaka, który musi sobie odpowiedzieć na pytanie co mu wolno, a czego lepiej nawet nie próbować. 

Zakaz po wyroku sądu – od czego zależy jego zakres 

Pierwotnie w orzecznictwie ugruntowała się zasada, że zakaz prowadzenia pojazdów powinien dotyczyć tej kategorii pojazdów, którą sprawca posługiwał się, dopuszczając się przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji. W nowelizacji Kodeksu karnego ustawodawca uwzględnił tę zasadę. Teraz sąd orzeka zakaz prowadzenia pojazdów określonego rodzaju, a w niektórych sytuacjach zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów.  

Przekładając to na realia wody: jeżeli sprawca prowadził jacht żaglowy, zakaz powinien obejmować jego uprawnienia żeglarskie. Jeżeli prowadził jednostkę motorowodną, zakaz powinien dotyczyć uprawnień motorowodnych. 

W praktyce sądy często formułują jednak zakaz szerzej i orzekają po prostu zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych w ruchu wodnym. Taka konstrukcja obejmuje zarówno jachty żaglowe z napędem mechanicznym, jachty motorowe, jak i inny sprzęt pływający, napędzany silnikiem. Z punktu widzenia osoby, wobec której zakaz orzeczono, jest on wtedy znacznie mniej intuicyjny. 

Pojazd mechaniczny w prawie karnym – szerszy niż się wydaje 

W tym kontekście istotne znaczenie ma pojęcie „pojazd mechaniczny”. W potocznym odbiorze kojarzy się z samochodem lub motocyklem, ale w prawie karnym rozumiany jest znacznie szerzej. 

Zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą, pojazdem mechanicznym jest każdy pojazd, który z racji swojej konstrukcji porusza się siłą mechaniczną pochodzącą z silnika.  

To pojęcie jest szersze niż znany z prawa o ruchu drogowym „pojazd silnikowy”, czyli pojazd wyposażony w silnik, z wyjątkiem motoroweru i pojazdu szynowego. Tymczasem „pojazd mechaniczny” na gruncie prawa karnego to również m.in. łodzie motorowe. 

W praktyce dla ruchu wodnego oznacza to jedną, prostą konsekwencję: jeżeli jednostka jest konstrukcyjnie przeznaczona do poruszania się dzięki sile silnika, traktowana będzie jako pojazd mechaniczny – niezależnie od tego, czy na jej prowadzenie przepisy wymagają posiadania patentu. 

Teoretycznie, gdyby żaglówka nie miała żadnego napędu mechanicznego, to mogłaby być sterowana mimo orzeczonego zakazu. W praktyce jednak większe jednostki zazwyczaj są wyposażone w silnik, chociażby zaburtowy, co czyni je pojazdem mechanicznym.  

Sprzęt „bez patentu”: jachty, motorówki, skutery 

Na wodach śródlądowych nie brak jednostek, które można prowadzić bez uprawnień. Dotyczy to choćby części jachtów rekreacyjnych czy niewielkich motorówek o mocy do 10 kW. W świadomości użytkowników taki sprzęt często funkcjonuje na zasadzie: skoro nie trzeba patentu, to zakaz go nie dotyczy. 

Niestety, to zbyt optymistyczne podejście. Brak obowiązku posiadania patentu nie oznacza, że dana jednostka przestaje być pojazdem mechanicznym. Jeżeli napędza ją silnik, a konstrukcyjnie ma się poruszać dzięki sile mechanicznej, w rozumieniu prawa karnego jest pojazdem mechanicznym. Jeżeli więc sąd orzekł zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych w ruchu wodnym, to obejmie on również słabsze motorówki   i część jachtów z napędem, mimo że formalnie poruszanie się nimi nie wymaga uprawnień. 

Jeszcze bardziej klarowna jest sytuacja skuterów wodnych. Tutaj ustawodawca wprost uzależnił możliwość poruszania się nimi od posiadania patentu sternika motorowodnego. Skuter wodny jest podręcznikowym przykładem pojazdu mechanicznego na wodzie – napędzanego silnikiem, zaprojektowanego wyłącznie do poruszania się przy jego użyciu. Jeżeli więc wobec sternika orzeczono zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych po zdarzeniu z użyciem jachtu motorowego, pływanie skuterem wodnym też przestaje wchodzić w grę. W razie kontroli nie będzie tu raczej pola do dyskusji. 

Małe żaglówki – gdzie zakaz ma swój koniec 

Nieco inaczej wygląda sytuacja mniejszych żaglówek. Obecnie bez uprawnień można żeglować jachtem żaglowym o długości kadłuba do 7,5 metra. Ważne jest jednak, jak taki jacht jest wyposażony. 

Jeżeli mówimy o jachcie żaglowym do 7,5 m bez silnika, to mamy do czynienia z jednostką napędzaną wyłącznie siłą wiatru. Nie jest ona pojazdem mechanicznym, bo nie porusza się dzięki sile mechanicznej pochodzącej z silnika. W efekcie – nawet przy cofniętych uprawnieniach i przy zakazie prowadzenia pojazdów mechanicznych – sternik może nadal taki jacht prowadzić. 

W praktyce oznacza to, że mały jacht żaglowy bez silnika jest jedynym rodzajem jednostki wodnej, który w sytuacji obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych pozostaje realnie dostępny. Wystarczy jednak dołożyć nawet niewielki silnik pomocniczy, by ta sama jednostka – z punktu widzenia prawa karnego – stała się pojazdem mechanicznym, a wraz z tym wpadła w zakres zakazu. 

Stąd odpowiedź na często zadawane pytanie, czy zakaz obejmuje też jednostki, na które nie trzeba mieć uprawnień, brzmi: nie obejmuje, ale tylko jeśli nie są pojazdem mechanicznym. W praktyce kryterium jest więc nie „patent”, lecz „napęd”. 

Jak w praktyce egzekwuje się zakaz na wodach śródlądowych 

Na lądzie egzekwowanie zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych jest stosunkowo proste dzięki scentralizowanemu systemowi CEPiK, który pozwala szybko zweryfikować uprawnienia kierowcy. W ruchu wodnym takiego systemu nie ma. Nie istnieje centralna baza jednostek pływających i uprawnień, z której patrol mógłby w kilka sekund odczytać pełną historię sternika. 

Nie oznacza to jednak, że zakaz na wodzie jest czystą teorią. Osoby posiadające uprawnienia do prowadzenia jednostek pływających – patent żeglarski czy motorowodny – mają obowiązek posiadać je w formie dokumentu. W razie orzeczenia zakazu prowadzenia jednostek pływających przez sąd, uprawnienia te są odbierane. Problemem pozostaje brak scentralizowanej bazy, która pozwalałaby każdej służbie wodnej na szybkie sprawdzenie, czy dana osoba w ogóle powinna prowadzić jednostkę. 

Na wodach śródlądowych kontrole prowadzą m.in. wyspecjalizowane jednostki, takie jak policja wodna. Typowa kontrola polega na zatrzymaniu jednostki, wylegitymowaniu sternika i sprawdzeniu go w Krajowym Systemie Informacyjnym Policji (KSIP). Jest to centralny system zawierający dane o przestępstwach i wykroczeniach, o osobach podejrzanych, poszukiwanych lub o nieustalonej tożsamości, a także o rzeczach związanych z przestępstwami. Można założyć, że w takiej bazie ujawnione będzie także cofnięcie uprawnień do kierowania jachtami czy jednostkami motorowodnymi, co pozwala policjantowi zweryfikować, czy sternik nie łamie zakazu. 

Ograniczeniem są także realia pracy na wodzie. Patroli jest mniej niż na drogach, akweny – szczególnie duże, jak np. Zalew Szczeciński czy Zegrzyński – oferują więcej „przestrzeni do zniknięcia z radaru”, a kontrole w mniej popularnych miejscach są po prostu rzadsze. W praktyce interwencje często wynikają z konkretnych zgłoszeń albo      z wyraźnie widocznego naruszenia przepisów, a nie z rutynowego nadzoru. 

Przykład z praktyki – gdy rekreacja kończy się postępowaniem karnym 

Trudności w egzekwowaniu zakazu nie oznaczają jednak, że można go lekceważyć. Dobrym przykładem jest zdarzenie z 21 lipca 2020 r. na Zalewie Pogoria IV. 28-letni mężczyzna, mimo prawomocnego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych, został zatrzymany przez policję wodną podczas pływania skuterem wodnym. Wiedział   o zakazie, a mimo to zdecydował się na rekreacyjny wypad na skuterze. Skończyło się interwencją i wszczęciem postępowania. 

Ten przykład pokazuje dwa zjawiska. Po pierwsze, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych może objąć także sprzęt wodny – w tym skutery – nawet jeśli sam wyrok zapadł na tle zdarzenia drogowego. Po drugie, część osób z zakazem traktuje wodę jako „bezpieczniejszą” przestrzeń, licząc na mniejszą liczbę kontroli.  

Konsekwencje naruszenia zakazu – duże ryzyko, które łatwo zbagatelizować 

Prowadzenie pojazdu mechanicznego po cofnięciu uprawnień jest samodzielnym przestępstwem, uregulowanym w art. 180a KK. Za taki czyn grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo kara pozbawienia wolności do lat 2. To jednak nie koniec konsekwencji. 

Sąd ma obowiązek orzeczenia kolejnego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych – tym razem na okres od 1 do 15 lat. Jedno beztroskie wyjście na skuter czy motorówkę wbrew zakazowi może więc skutkować nowym wyrokiem, znacznym wydłużeniem okresu, w którym sternik nie będzie mógł legalnie prowadzić żadnych pojazdów mechanicznych. 

Kilka praktycznych wniosków dla sterników  

Patrząc na przepisy, orzecznictwo i praktykę działania służb, można sformułować kilka praktycznych wniosków.  

Po pierwsze, przy zakazie prowadzenia pojazdów mechanicznych nie warto szukać „furtki” w postaci motorówek, czy innych jednostek z silnikiem, nawet jeśli formalnie nie wymagają uprawnień. Z punktu widzenia prawa karnego to nadal pojazdy mechaniczne. 

Po drugie, realną i bezpieczną przestrzenią pozostają małe żaglówki bez napędu mechanicznego. Tam, gdzie jedyną siłą napędu jest wiatr, zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych nie znajduje zastosowania. 

Wreszcie, choć egzekwowanie zakazu na wodzie jest trudniejsze niż na lądzie, złamanie go wiąże się z na tyle wysokim ryzykiem, że sternik powinien podchodzić do tematu z dużą ostrożnością. Czasem lepiej na kilka sezonów przerzucić się z silnika na żagiel niż mierzyć się z konsekwencjami kolejnego wyroku. 

Dyrektywa NIS2 w branży morskiej

Dyrektywa NIS2 (Network and Information Security 2) to nowy akt prawny, który zastępuje wcześniejszą dyrektywę NIS1 z 2016 roku. Dyrektywa weszła w życie 16 stycznia 2023 r., a państwa członkowskie miały obowiązek wdrożyć ją do swojego prawa krajowego do 17 października 2024 r. Polska, podobnie jak Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Bułgaria, do tej pory nie zakończyła prac. Aktualnie jednak krajowy proces legislacyjny jest na zaawansowanym poziomie. 

Cel dyrektywy 

Głównym zadaniem dyrektywy jest wzmocnienie ochrony przed zagrożeniami cyfrowymi w całej Unii Europejskiej. Wprowadza ona jednolite zasady cyberbezpieczeństwa w sektorach ważnych dla gospodarki i społeczeństwa, m.in. energetyki, transportu, zdrowia, infrastruktury cyfrowej, bankowości czy gospodarki morskiej. Regulacja nakłada na państwa członkowskie obowiązek przygotowania krajowych strategii cyberbezpieczeństwa, wzmacnia współpracę między krajami przy reagowaniu na poważne incydenty i daje organom nadzoru silniejsze narzędzia do kontroli i egzekwowania przepisów.  

Jak wygląda wdrożenie Dyrektywy NIS2 w Polsce?  

Implementacja dyrektywy NIS2 odbywa się u nas poprzez nowelizację ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Dotychczasowe prace legislacyjne obejmowały dwa projekty ustawy. Jednak dopiero drugi złagodził najbardziej krytykowane rozwiązania, w tym m.in.: 

  • obowiązkowe stosowanie norm ISO, z którego zrezygnowano,
  • terminy na przeprowadzenie pierwszego audytu, które wydłużono,
  • wymogi dotyczące łańcucha dostaw do bezpośrednich dostawców.

Przyjęty przez rząd projekt noweli: 

  • rozszerza katalog podmiotów objętych obowiązkami,
  • wprowadza nowe zespoły reagowania na incydenty (CSIRT sektorowe),
  • wzmacnia uprawnienia organów nadzoru, takich jak minister cyfryzacji czy CSIRT GOV.  

Podmioty objęte nowymi regulacjami będą musiały m.in. przeprowadzać analizy ryzyka, wdrażać środki bezpieczeństwa, szkolić pracowników i zgłaszać incydenty. Przewiduje się, że nowe przepisy wejdą w życie prawdopodobnie w połowie 2026 roku.  

Branża morska – kto jest objęty? 

Co ważne dla przedsiębiorców, regulacje NIS2 wprowadzają zróżnicowany model nadzoru. W jego ramach część organizacji będzie objęta szczególnie intensywnymi obowiązkami kontrolnymi. Dotyczy to tzw. podmiotów kluczowych, dla których ustawodawca przewidział dalej idący nadzór niż w przypadku pozostałych uczestników systemu. Jednak sektor transportu, w tym też morski, jest traktowany jako podmiot kluczowy ze względu na jego znaczącą rolę dla gospodarki i społeczeństwa. W praktyce regulacje NIS2 w pierwszej kolejności oddziałują na podmioty o większej skali działalności, które zapewniają ciągłość procesów transportowych i logistycznych. Są to głównie organizacje, które zatrudniają co najmniej kilkadziesiąt osób oraz osiągają istotne przychody roczne. 

W branży morskiej dotyczy to przede wszystkim: 

  • armatorów transportu morskiego, śródlądowego i przybrzeżnego (pasażerskiego i towarowego),
  • organów zarządzających portami,
  • jednostek, które wykonują prace i operują sprzętem w portach,
  • operatorów systemów ruchu statków.

Takie podmioty będą musiały wdrożyć pełne wymagania NIS2. Trzeba też podkreślić kryterium wielkości, choć nie zawsze ma ono charakter rozstrzygający. W określonych przypadkach o objęciu regulacją decyduje znaczenie danej działalności dla funkcjonowania państwa lub zapewnienia ciągłości usług.  

Takie podejście zapewnia, że ochrona obejmuje całą krytyczną infrastrukturę morską, wrażliwą na cyberataki, które mogą sparaliżować handel i logistykę. 

Obowiązki dla podmiotów morskich i znaczenie NIS2 

Podmioty z branży morskiej będą musiały: 

  • regularnie oceniać ryzyka cybernetyczne dla systemów IT i OT (technologii operacyjnej, np. systemów sterowania w portach),
  • wdrażać procedury reagowania na incydenty i zgłaszać poważne naruszenia,
  • szkolić personel w zakresie zagrożeń cyfrowych,
  • zapewnić bezpieczeństwo łańcucha dostaw (choć w polskim projekcie ograniczono to do bezpośrednich dostawców),
  • współpracować z innymi podmiotami i organami w wymianie informacji o zagrożeniach.

Nowością jest wyraźne podkreślenie odpowiedzialności kadry kierowniczej za nadzór nad realizacją obowiązków z zakresu cyberbezpieczeństwa. Oznacza to, że kwestie te przestają być wyłącznie problemem działów IT, a stają się elementem odpowiedzialności zarządczej. 

Wdrożenie NIS2 jest na pewno wyzwaniem, jeśli chodzi o koszty, bo wiąże się z inwestycjami w technologie, audyty i szkolenia. Daje jednak liczne korzyści i wzmocnienie odporności na incydenty, które w dłuższej perspektywie będzie minimalizować straty finansowe i ryzyko utraty ważnych danych. Wzmacnia też współpracę międzynarodową i ulepsza wymianę informacji o zagrożeniach. 

Również z perspektywy wizerunkowej regulacje mogą wpływać na konkurencyjność i szanse rozwoju. Firmy, które spełniają wysokie standardy cyberbezpieczeństwa zyskują zaufanie partnerów globalnych, a modernizacja systemów IT/OT może przynieść efektywność operacyjną (np. w offshore wind czy logistyce). 

Znaczenie ISPS Code 

Międzynarodowy Kodeks ISPS powstał jako odpowiedź na globalne zagrożenia bezpieczeństwa, które ujawniły się na początku XXI wieku i doprowadził do wzmocnienia ochrony infrastruktury portowej i żeglugowej. Regulacje ISPS koncentrują się przede wszystkim na systemowym podejściu do ochrony portów i statków, obejmując zarówno analizę zagrożeń, jak i organizację procedur ochronnych oraz przygotowanie personelu do reagowania na incydenty. Dyrektywa NIS2 rozszerza to podejście o obszar cyberbezpieczeństwa, kładąc nacisk na odporność systemów informacyjnych i technologicznych na coraz bardziej zaawansowane zagrożenia cyfrowe.  

Zintegrowanie wymagań NIS2 z istniejącymi mechanizmami ISPS pozwala portom i operatorom morskim budować spójny system zarządzania bezpieczeństwem, w którym ryzyka fizyczne i cyfrowe są analizowane łącznie, a reakcja na incydenty jest skoordynowana.  

Dla polskich portów to okazja do modernizacji systemów ochrony. Połączenie nowych procedur z dyrektywy z już istniejącymi planami bezpieczeństwa opartymi na ISPS Code pomoże uniknąć powtarzania tych samych działań i stworzyć jeden, spójny system zarządzania ryzykiem – zarówno cyfrowym, jak i fizycznym. 

Aktualny stan w sektorze morskim 

Według stanu na grudzień 2025 r. polskie prawo krajowe implementujące NIS2 nie weszło jeszcze w życie, a prace legislacyjne są w końcowej fazie. Oznacza to, że podmioty z branży morskiej nie mają jeszcze formalnych obowiązków wynikających z nowej ustawy. 

Jednak wielu operatorów portów i armatorów już dobrowolnie przygotowuje się do ich wdrożenia, w tym modernizuje infrastrukturę IT, integruje procedury NIS2 z istniejącymi planami bezpieczeństwa ISPS i inwestuje w szkolenia. 

Branża morska stoi przed ważnymi zmianami, ale pełne obowiązki zaczną obowiązywać dopiero po uchwaleniu i wejściu w życie nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa – najprawdopodobniej w pierwszej połowie 2026 r. 

Dyrektywa NIS2 to ważny krok w kierunku wzmocnienia cyberbezpieczeństwa w Unii Europejskiej. Dla portów morskich i podmiotów sektora morskiego oznacza nie tylko nowe obowiązki regulacyjne, ale przede wszystkim szansę na zwiększenie odporności operacyjnej i konkurencyjności.

Prawo offshore wind – zarys zmian legislacyjnych na koniec 2025

Morska energetyka wiatrowa w Polsce nieprzerwanie zyskuje na znaczeniu. Już niedługo również w krajowym miksie energetycznym. Ostatnia nowelizacja ustawy o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych weszła w życie (w większej części) pod koniec listopada 2025 r. Wprowadza szereg rozwiązań istotnych zarówno dla inwestorów, jak i wykonawców.

Jakie zmiany wprowadzono? Co oznaczają w praktyce? Z jakich narzędzi warto skorzystać, by maksymalnie wykorzystać potencjał polskiego offshore wind?

Aukcja offshore wind

Na 17 grudnia 2025 r. planowana jest aukcja dla morskich farm wiatrowych.

Prekwalifikacja do aukcji wymaga złożenia kompletnej dokumentacji, w tym map, harmonogramów, oryginałów lub poświadczonych kopii umów przyłączeniowych. W przypadku niekompletności ustawa wprowadza warunkową prekwalifikację pozwalającą na uzyskanie wstępnego zaświadczenia o dopuszczeniu do aukcji w przypadku trwających postępowań administracyjnych (np. w sprawie decyzji środowiskowej). Termin ważności tego zaświadczenia wynosi 12 miesięcy.

Z przepisów usunięto też wymóg wcześniejszej weryfikacji liczby wydanych zaświadczeń przed aukcją. W rezultacie umożliwia to rozpatrywanie wniosków tuż przed aukcją, co ma zwiększyć jej konkurencyjność.

Oferty można składać tylko na jedną farmę w danym obszarze. Ustawa dokładnie wskazuje limity mocy zainstalowanej, możliwość etapowania oraz proporcjonalnego rozdziału przyznanego wsparcia.

Wprowadzono też mechanizm wykorzystania mocy z I fazy do aukcji II fazy, przy czym limit mocy dla tych projektów wynosi 200 MW. Określono szczegóły dotyczące zmiany warunków przyłączenia dla tych projektów.

Ustawa przewiduje wreszcie aukcję interwencyjną na 2026 r. w przypadku niepowodzenia aukcji 17.12.2025 r. (np. z powodu braku minimum trzech skutecznych ofert).

Zasada „jednego wsparcia”

Wytwórca, który uzyskał prawo do pokrycia ujemnego salda dla danej morskiej farmy wiatrowej, nie może ponownie ubiegać się o takie wsparcie dla tej samej farmy lub jej części w kolejnym systemie aukcyjnym. To wyklucza podwójne subsydiowanie i zapewnia transparentność wydatkowania publicznych środków.

Nowa definicja współdzielonej infrastruktury

Wprowadzono możliwość korzystania ze wspólnych stacji elektroenergetycznych przez więcej niż jedną morską farmę wiatrową. Przepisy precyzują, że odcinki sieci mogą przebiegać przez obszar innych farm, jeśli współdzielą tę samą stację. W praktyce pozwoli to na optymalizację kosztów oraz usprawnienie procesu realizacji przyłączy. Co ważne, ogranicza się zastosowanie w tej sytuacji regulacji z ustawy Prawo energetyczne, co powoduje istotne uproszczenie wymaganych formalności.

Gwarancje bankowe/ubezpieczeniowe – forma, zakres i wymogi

Zmieniono brzmienie przepisu dotyczącego zabezpieczenia gwarancji – obecnie dokument musi wskazywać, że wyłącznym beneficjentem jest Prezes URE, zawierać precyzyjne dane farmy oraz gwaranta, a wypłata sumy gwarancyjnej następuje niezwłocznie po zgłoszeniu żądania. Wcześniejsze przepisy nie precyzowały dość jednoznacznie ani beneficjenta gwarancji, ani trybu oraz danych dokumentu zabezpieczającego. W praktyce mogło to utrudniać szybkie egzekwowanie zabezpieczenia, wydłużać procesy rozstrzygania roszczeń URE.

Ujemne saldo – okres i nowe zasady

Pojawił się pewien ukłon ustawodawcy w stronę praktycznych potrzeb deweloperów offshore wind – znowelizowane przepisy pozwalają zarabiać na energii przed formalnym uruchomieniem pełnej komercji, nie uszczuplając przewidzianego wsparcia. Po zmianach prawo do pokrycia ujemnego salda przysługuje przez 25 lat, a wniosek o pokrycie salda dotyczy całej energii wprowadzonej do sieci, aż do osiągnięcia zadeklarowanej ilości. Nowością jest art. 6a – daje inwestorom prawo do sprzedaży energii przez 12 miesięcy od uzyskania tymczasowego pozwolenia (ION) przed koncesją. Energia ta nie wlicza się do salda wsparcia, ale może być rozliczana na rynku bilansującym. Przy etapowaniu inwestycji, rozliczenie energii wymaga precyzyjnych pomiarów, które umożliwiają odróżnienie poszczególnych etapów projektu.

Wspólne korzystanie ze stacji – podział pomocy i obowiązków 

Jeśli pomoc inwestycyjna dotyczy wspólnego obiektu (np. stacji, kabli), wartość wsparcia rozlicza się proporcjonalnie według ilości energii, a wszyscy współuczestnicy muszą złożyć właściwe oświadczenia, mające znaczenie podatkowo-prawne i stanowiące zabezpieczenie dla regulatora oraz Komisji Europejskiej, że nie dochodzi do podwójnego finansowania.

Co więcej, analiza kosztów i kalkulacja ceny skorygowanej musi być proporcjonalna do rzeczywistego wykorzystania inwestycji przez każdą farmę. Zmiana ma na celu ułatwienie współpracy operatorów farm i zwiększenie efektywności wykorzystania kosztownej infrastruktury energetycznej.

Waloryzacja cen i harmonogramy

Nowe przepisy przewidują mechanizm waloryzacji cen w przypadku określonych zdarzeń rynkowych (np. inflacji powyżej średniookresowego celu). Opóźnienia w realizacji inwestycji nie podlegają waloryzacji ceny, co mobilizuje do realizacji projektów w terminie. W przypadku „siły wyższej” (np. duża awaria, epidemia) udokumentowane przedłużenia harmonogramów są możliwe, ale ograniczone do czasu rzeczywistego trwania przeszkody.

Wprowadzony tunel waloryzacyjny (indeksacji wsparcia) ma na celu przede wszystkim stabilizację kosztów dla odbiorców. Deweloperzy sygnalizują jednak w tym obszarze już teraz zbyt duże ryzyko po swojej stronie.

Układy pomiarowo-rozliczeniowe i zasady zdalnego odczytu

Współdzielenie infrastruktury wymaga szczegółowych układów pomiarowych dla każdej farmy, z możliwością zdalnego odczytu i komunikacji w czasie rzeczywistym z operatorem. Pomiar energii musi być prowadzony na wejściu odcinka oraz na generatorach każdej turbiny. Przepisy te mają istotne znaczenie dla transparentności rozliczeń między farmami, szczególnie z perspektywy PSE. Istotą regulacji jest zapewnienie pełnej transparentności rozliczeń i dostępu do danych przez operatorów systemu przesyłowego i URE. Przepis ten daje też podstawy do rozwoju bezpieczeństwa systemu.

Operator systemu przesyłowego – nowe uprawnienia

Operator ma prawo wypowiedzieć umowę o przyłączenie ze skutkiem natychmiastowym, jeśli inwestor zrezygnuje z udziału w aukcji lub jej nie wygra, chyba że wcześniej uzyskał prawo do pokrycia ujemnego salda. To rozwiązanie chroni system przesyłowy przed blokowaniem mocy przez nieaktywnych deweloperów. Celem podstawowym regulacji jest uniknięcie rezerwacji mocy przyłączeniowych “na zapas”.

Taka strategia była wysoce szkodliwa i mogła stać się barierą dla poważnych inwestorów, którzy faktycznie byli gotowi realizować projekty. Nowy przepis eliminuje „blokowanie” mocy: jeżeli inwestor nie zamierza kontynuować projektu lub nie uzyska wsparcia na aukcji, operator może natychmiast uwolnić moce przyłączeniowe, oddając je do dyspozycji innych podmiotów.

Mapy lokalizacyjne i mikroprzesunięcia turbin

Ustawa doprecyzowuje mechanizm „mikroprzesunięć” turbin (do 50 m). Takie przesunięcie nie stanowi istotnego odstąpienia od projektu zagospodarowania terenu ani nie wymaga nowego pozwolenia, pod warunkiem braku kolizji z infrastrukturą bądź obiektami o znaczeniu prawnym czy środowiskowym.

Oświadczenia inwestorów – odpowiedzialność karna

Przy składaniu dokumentów wymagane jest oświadczenie pod rygorem odpowiedzialności karnej za fałszywe oświadczenie potwierdzające, że przedsiębiorstwo nie znajduje się w trudnej sytuacji ekonomicznej i nie ciąży na nim obowiązek zwrotu pomocy publicznej. Jest to spełnienie wymogu wynikającego z zasad udzielania pomocy publicznej w UE i realne narzędzie do minimalizacji nadużyć oraz ochrony interesu publicznego. W skrócie ma dążyć do uniknięcia sytuacji, w której wsparcie otrzymuje podmiot, który nie będzie miał możliwości wywiązania się ze swoich zobowiązań.

Podsumowanie

Podsumowując zmiany, można stwierdzić, że ustawodawca wyraźnie postawił na większą transparentność, sprawność operacyjną i bezpieczeństwo systemu wsparcia morskiej energetyki wiatrowej. Nowe regulacje ułatwiają współdzielenie infrastruktury, rozkładają realnie pomoc publiczną pomiędzy operatorów, wprowadzają jasne mechanizmy kontroli (zarówno ekonomicznej, jak i technicznej), zwiększają elastyczność na etapie realizacji inwestycji oraz ograniczają miejsca do nadużyć i formalnego blokowania rozwoju. Przepisy mają na celu nie tylko usprawnienie wdrażania nowych projektów, ale również zapewnienie, że wsparcie trafi wyłącznie do podmiotów rzetelnych i operacyjnie przygotowanych, implementując w tym zakresie przepisy unijne (Dyrektywa RED III, NZIA). Branża offshore wind zyskuje więc czytelne zasady gry na wielu płaszczyznach, a w polskiej energetyce poszerzają się – na jasnych warunkach – realne perspektywy rozwoju.

Cyberbezpieczeństwo na jachcie – zagrożenia i wytyczne 

Uprawianie żeglugi, szczególnie na dużych, otwartych akwenach, od zawsze niosło ze sobą wiele ryzyk. Na obniżenie niektórych z nich mamy większy wpływ (np. budując jednostki o lepszej konstrukcji), a przed niektórymi możemy się jedynie chronić (np. przewidując niesprzyjające zjawiska pogodowe).

W dzisiejszych czasach pojawia się jednak kolejne zagrożenie, jakim jest ryzyko związane z cyberbezpieczeństwem. 

Na jachcie jest to nie tylko kwestia technologii, ale też aspekt prawny. Może on mieć istotne znaczenie dla właścicieli, armatorów oraz załogi. Zabezpieczenie jednostek pod kątem cybernetycznym jest coraz ważniejsze dla bezpieczeństwa żeglugi, ochrony danych i uniknięcia ewentualnej odpowiedzialności prawnej. 

Cyberbezpieczeństwo jako element bezpieczeństwa żeglugi 

Cyberbezpieczeństwo to zorganizowane zarządzanie ryzykiem związanym z korzystaniem z systemów informatycznych. 

Systemy informatyczne wpływają na codzienną pracę załogi, komfort pasażerów oraz całokształt żeglugi. Są to na przykład sieci Wi-Fi czy komputery załogi i pasażerów. Problemy z tymi systemami mogą opóźnić rejs, zakłócić komunikację lub spowodować utratę danych. 

Niektóre z nich, na przykład systemy autopilota czy sterowanie napędem mają bezpośredni wpływ na fizyczne działanie jachtu. Zakłócenie ich pracy może doprowadzić do utraty sterowności, błędów w nawigacji czy braku łączności. 

Na jachcie przetwarzane są też dane osobowe członków załogi i pasażerów. Naruszenie zasad ochrony danych osobowych, wynikające z braku odpowiednich zabezpieczeń, może z kolei prowadzić do roszczeń lub obowiązków notyfikacyjnych. 

Dlatego zapewnienie cyberbezpieczeństwa na jednostce to integralny element bezpieczeństwa żeglugi. 

Przykład:
Podczas rejsu po Morzu Śródziemnym luksusowy jacht niespodziewanie zmienia kurs. Okazało się, że cyberprzestępca przejął kontrolę nad autopilotem. Załoga musi szybko odzyskać kontrolę, żeby uniknąć wejścia na mieliznę. 

Przepisy i regulacje międzynarodowe 

Zasady cyberbezpieczeństwa na jachcie reguluje prawo międzynarodowe. International Maritime Organization (IMO) wprowadziło obowiązek uwzględnienia ryzyka cybernetycznego w systemie zarządzania bezpieczeństwem statków (ISM) w 2017 r. Z kolei w 2024 r. branżowe konsorcjum żeglugowe z udziałem m.in. BIMCO (Bałtycka i Międzynarodowa Rada Żeglugowa) wydało w tej kwestii konkretne wytyczne. 

Mimo że regulacje te dotyczą w głównej mierze statków komercyjnych, ich zasady są równie ważne dla jachtów. Zastosowanie się do nich może pomóc zarządzać ryzykiem, ograniczać odpowiedzialność prawno-finansową i porządkować dokumentację. 

Przykład:
Właściciel jachtu regularnie audytował systemy zgodnie z wytycznymi IMO. Podczas próby ataku miejsca krytyczne były chronione, co pozwoliło zapobiec incydentowi i uniknąć kosztownych roszczeń. 

Ryzyka cybernetyczne na jachcie – co nam grozi 

Cyberzagrożenia na jachcie mogą pochodzić z różnych źródeł. Oto najczęstsze problemy, które mogą wystąpić podczas żeglugi: 

  1. Ataki ukierunkowane – cyberprzestępcy mogą przejąć kontrolę nad systemami jachtu, np. systemem nawigacyjnym, co prowadzi do zmiany kursu, kradzieży danych lub zakłócenia działalności jachtu.
  2. Ataki przypadkowe – np. zainstalowanie oprogramowania, które zawiera wirusa mogącego zainfekować systemy.
  3. Błędy załogi – członkowie załogi mogą przypadkowo wprowadzić zagrożenie, np. poprzez niewłaściwe zarządzanie dostępem do systemów informatycznych.
  4. Błędy dostawców – dostawcy, którzy nie przestrzegają odpowiednich standardów bezpieczeństwa, mogą wprowadzać urządzenia lub oprogramowanie, które są podatne na ataki. 

Typowe cyberzagrożenia obejmują: 

  • phishing – ataki polegające na podszywaniu się pod zaufane źródła w celu pozyskania danych logowania,
  • malware – złośliwe oprogramowanie infekujące systemy,
  • ransomware – blokada systemów i danych z żądaniem okupu,
  • ataki na Wi-Fi – przejęcie kontroli nad siecią Wi-Fi na jachcie,
  • manipulacje nawigacyjne – np. manipulowanie danymi GPS w celu wprowadzenia jachtu na niebezpieczny kurs.

Przykład:
Młody członek załogi podłącza swój telefon do pokładowej sieci – nieświadomie wprowadza złośliwe oprogramowanie, które blokuje komputery jachtu i naraża dane pasażerów. 

Cykl zarządzania ryzykiem cybernetycznym – IMO i NIST 

Zarządzanie ryzykiem cybernetycznym opiera się na cyklu, który składa się z pięciu kroków: 

  1. Identyfikacja – zidentyfikowanie zasobów i zagrożeń związanych z systemami informatycznymi,
  2. Ochrona – wdrożenie odpowiednich zabezpieczeń, takich jak kontrola dostępu i użytkowników,
  3. Wykrywanie – monitorowanie systemów pod kątem zagrożeń i analiza logów,
  4. Reagowanie – podjęcie działań naprawczych w odpowiedzi na incydent,
  5. Odzyskiwanie – przywracanie normalnych operacji po incydencie i zabezpieczanie systemów. 

Cykl ten, opracowany przez IMO oraz NIST, należy regularnie aktywować, szczególnie po każdej zmianie w systemie lub po wystąpieniu incydentu. 

Przykład:
Po wykryciu dziwnej aktywności w logach załoga natychmiast wdrożyła procedurę reagowania i odzyskiwania, minimalizując skutki ataku. 

Obowiązki właściciela, armatora, załogi i dostawców 

Zarządzanie cyberbezpieczeństwem na jachcie nie jest obowiązkiem tylko jednego podmiotu. Możemy wyróżnić aż pięć, z których każdy ma swoje konkretne powinności w tym aspekcie: 

  • właściciel: jest odpowiedzialny za zapewnienie odpowiednich środków finansowych na wdrożenie i utrzymanie systemu cyberbezpieczeństwa, określenie polityki bezpieczeństwa i regularne przeglądy,
  • armator: zarządza ryzykiem cybernetycznym, weryfikuje dostawców usług, zapewnia szkolenia załogi,
  • załoga: przestrzega polityki dostępu, monitoruje systemy i zgłasza wszelkie nieprawidłowości,
  • dostawcy: dbają o zgodność swoich produktów z wymaganiami cyberbezpieczeństwa, zabezpieczają urządzenia i oprogramowanie,
  • pasażerowie: nie mają określonych obowiązków, ale powinni stosować się do zasad cyberbezpieczeństwa na pokładzie. 

Nie można przechodzić obok tematu cyberbezpieczeństwa obojętnie z żadnej perspektywy. Zagrożenie dla jachtu płynące ze strony jednego z wymienionych podmiotów może być zagrożeniem dla wszystkich. 

Przykład:
Na jachcie zainstalowano nowy system nawigacyjny, ale dostawca nie weryfikował odpowiednich zabezpieczeń. Dzięki czujności armatora udało się wykryć lukę i natychmiast ją usunąć. 

Środki ochrony i procedury 

Są proste i powszechne środki, aby zwiększyć cyberbezpieczeństwo na jachcie. Z perspektywy osób odpowiedzialnych na pewno warto wdrożyć: 

  • segmentację sieci – podział na strefy (goście, załoga, systemy krytyczne), aby zminimalizować ryzyko rozprzestrzeniania się zagrożeń,
  • zarządzanie dostępem – stosowanie silnych haseł, różnicowanie haseł w różnych systemach, regularna zmiana haseł,
  • aktualizacje oprogramowania – regularne aktualizowanie systemów z zaufanych źródeł,
  • politykę bezpieczeństwa – wdrożenie procedur dotyczących dostępu, użytkowania urządzeń zewnętrznych, monitorowania systemów i reagowania na incydenty. 

Wyobraź sobie jacht jak hotel – do systemów nawigacyjnych wpuszczane są tylko osoby z odpowiednim „kluczem”, co ogranicza ryzyko nieuprawnionego dostępu. 

Podsumowanie 

Cyberbezpieczeństwo na jachcie to istotny element zarządzania bezpieczeństwem żeglugi, ochrony danych oraz minimalizacji ryzyk prawnych. Stosowanie odpowiednich środków ochrony, monitorowanie systemów, przestrzeganie regulacji i wdrożenie procedur reagowania na incydenty pomagają ograniczyć ryzyko i zapewniają bezpieczeństwo na pokładzie. Choć może się zdawać, że cyberataki w przestrzeni morskiej to rzadkość, warto wdrożyć wskazane procedury celem uniknięcia poważnych konsekwencji.  

Do tego tematu będziemy jeszcze wracać, jeśli więc jesteś nim zainteresowany – śledź nasze treści! 

Baltic Economic Congress 2025 – bezpieczeństwo na Bałtyku, rozwój Pomorza Zachodniego i inwestycje offshore

Baltic Economic Congress 2025 w Teatrze Polskim w Szczecinie był jednym z najważniejszych tegorocznych wydarzeń gospodarczych w regionie Morza Bałtyckiego. 

Na jednej scenie spotkali się byli premierzy, przedstawiciele rządu, liderzy sektora offshore, ekonomiści, samorządowcy oraz przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego. Dyskusje dotyczyły zarówno globalnych napięć gospodarczych, jak i bardzo lokalnych wyzwań stojących przed biznesem w naszym regionie. 

W tym gronie nie zabrakło również naszej kancelarii. 

Podczas towarzyszącej kongresowi Gali Przedsiębiorcy Roku Pomorza Zachodniego 2025 zostaliśmy wyróżnieni poprzez nominację w dwóch kategoriach konkursowych. 

Adwokat Patryk Zbroja współtworzył także panel ekspercki dotyczący inwestycji w morską energetykę wiatrową, zwracając uwagę na konieczność odpowiedniego zabezpieczenia tych projektów od strony prawno-ekonomicznej. 

Baltic Economic Congress – gospodarka Bałtyku w centrum uwagi 

Tegoroczny kongres został zorganizowany w duchu zasady: „myśl globalnie, działaj lokalnie”. 

W wystąpieniach i panelach dyskusyjnych dominowały takie tematy jak gospodarka Bałtyku, bezpieczeństwo narodowe, inwestycje infrastrukturalne, energetyka oraz wpływ globalnych trendów na przedsiębiorców działających w Szczecinie i całym regionie. 

Wielokrotnie podkreślano, że offshore jest jednym z najważniejszych motorów rozwoju Pomorza Zachodniego. Pojawiały się konkretne liczby – każdy gigawat mocy na Bałtyku to miliardy euro inwestycji oraz tysiące miejsc pracy, również w sektorach powiązanych: stoczniowym, logistycznym, portowym czy usług profesjonalnych. 

Prawo jako fundament inwestycji offshore 

Adwokat Patryk Zbroja wziął udział w panelu poświęconym energetyce offshore i miejscu Polski w bałtyckim łańcuchu dostaw. 

W swoim wystąpieniu podkreślił, że Polska stoi przed historyczną szansą wykorzystania energii z Bałtyku. Zwrócił jednocześnie uwagę, że szansa ta nie zrealizuje się samoczynnie – wymaga świadomie zbudowanych fundamentów prawnych i odpowiednio zaplanowanego zabezpieczenia ekonomicznego inwestycji. 

Podczas panelu istotnie wybrzmiało, że inwestycje offshore trzeba oceniać w trzech ściśle powiązanych perspektywach: 

  • po pierwsze – prawnej, czyli stabilności regulacyjnej, spójnych procedur i dobrze skonstruowanych kontraktów,
  • po drugie – ekonomicznej, obejmującej rozłożenie ryzyk, mechanizmy finansowania oraz długoterminową opłacalność projektów,
  • po trzecie – operacyjnej, związanej z realną możliwością realizacji inwestycji przy wykorzystaniu polskich zasobów: portów, stoczni, armatorów i lokalnych dostawców. 

Offshore jako historyczna szansa dla regionu 

W debatach kongresowych wielokrotnie podnoszono, że Polska awansowała do grona największych gospodarek świata, a Pomorze Zachodnie ma realną możliwość umocnienia swojej pozycji jako jednego z najważniejszych hubów offshore na Bałtyku. 

Energetyka wiatrowa na morzu została przedstawiona nie tylko jako sektor energetyczny, lecz jako nowy filar gospodarki morskiej, mogący przez lata napędzać rozwój szeregu branż: od przemysłu stoczniowego, poprzez logistykę, aż po specjalistyczne doradztwo prawne i finansowe. 

Z perspektywy praktyki prawnej oznacza to, że zaniedbanie aspektów regulacyjnych, kontraktowych i zabezpieczeń ekonomicznych mogłoby przynieść efekt odwrotny do zamierzonego – zamiast stabilnego wzrostu, mielibyśmy do czynienia ze wzrostem ryzyka sporów, opóźnień i niepewności inwestycyjnej. 

Ekonomiczne wnioski z kongresu 

W części poświęconej ogólnej kondycji polskiej gospodarki dyskusja szybko zeszła na kwestie zadłużenia publicznego, stabilności finansów państwa oraz relacji Polski ze strefą euro.  

Byli premierzy oraz zaproszeni ekonomiści zwracali uwagę, że awans Polski do grona dwudziestu największych gospodarek świata pod względem nominalnego PKB jest ogromnym sukcesem. Jednocześnie rodzi nowe zobowiązania inwestycyjne.  

Wskazywano, że gospodarka o takiej skali powinna co roku absorbować inwestycje rzędu około 200 mld zł, co natychmiast postawiło pytanie: skąd wziąć kapitał na taką skalę rozwoju?  

Naturalnym przedłużeniem tej dyskusji był wątek inwestycji infrastrukturalnych i energetycznych, które mają być realną odpowiedzią na makroekonomiczne wyzwania. To właśnie tutaj bardzo mocno wybrzmiała rola Pomorza Zachodniego oraz projektów związanych z morską energetyką wiatrową. 

Dwie nominacje w konkursie Przedsiębiorca Roku Pomorza Zachodniego 2025 

Obecność kancelarii na Baltic Economic Congress miała także wymiar spotkań i wymiany doświadczeń z innymi firmami regionu. 

Podczas Gali Przedsiębiorcy Roku Pomorza Zachodniego 2025 Zbroja Adwokaci została nominowana w kategorii „Przedsiębiorstwo zatrudniające od 11 do 50 pracowników (małe przedsiębiorstwo)”. 

Dodatkowo, adw. Patryk Zbroja otrzymał indywidualną nominację w kategorii „Menedżer Roku Pomorza Zachodniego”. 

Te wyróżnienia traktujemy jako potwierdzenie, że nasza wieloletnia specjalizacja w gospodarce morskiej, offshore wind i podatkach marynarskich, a także stała obecność w kluczowych dla regionu debatach gospodarczych, przekładają się na zaufanie biznesu i otoczenia instytucjonalnego. 

Wnioski z Baltic Economic Congress dla praktyki prawnej 

Z perspektywy kancelarii Zbroja Adwokaci tegoroczny kongres jeszcze wyraźniej pokazał, że: 

  • sektor offshore w Polsce wchodzi w etap dynamicznego rozwoju,
  • projekty te wymagają wysokiej specjalizacji – technicznej, finansowej i prawnej,
  • rola prawnika w inwestycjach morskich to dziś coś znacznie więcej niż „przygotowanie dokumentów”. 

Efektywne doradztwo w tym obszarze wymaga rozumienia logiki całego projektu: od fazy planowania, przez finansowanie, po realizację i eksploatację. Współczesny prawnik branży morskiej i offshore musi poruszać się swobodnie zarówno w przepisach, jak i w realiach operacyjnych portów, stoczni, armatorów czy deweloperów farm wiatrowych. 

Marynarz TAX o profilaktyce podatkowej na Politechnice Morskiej w Szczecinie! 

20 listopada odwiedziłam Politechnikę Morską w Szczecinie na zaproszenie Biura Karier. Miałam przyjemność opowiedzieć studentom, absolwentom i wykładowcom o najważniejszych elementach statusu podatkowego marynarza w Polsce. 

Uczelnia, na której kształcą się przyszli marynarze i inni pracownicy sektora morskiego to świetne miejsce, by wdrażać profilaktykę podatkową 🙂 

Taka profilaktyka to oczywiście nie metoda unikania podatków w ogóle, a wyposażenie w podstawową wiedzę, jak swoje obowiązki i przywileje podatkowe znaleźć, rozpoznać i zastosować w morzu skomplikowanych przepisów.  

Pomimo niewdzięcznej materii słuchacze dowiedzieli się tego, co najważniejsze, czyli jak zadbać o swoje finanse pod kątem podatkowym. Przykłady z pracy Marynarz TAX pomogły zobrazować poruszanie się wśród przepisów tak, aby jak najkorzystniej ułożyć sobie relację z polskim urzędem skarbowym.  

Podkreśliłam, jak ważne jest, by zdobywać wiedzę ze sprawdzonego źródła i zwracać się do specjalisty, jeśli ocean zależności w kontrakcie marynarza przerasta jego samego.  

Dziękujemy wszystkim uczestnikom, a nade wszystko władzom Politechniki Morskiej za zaproszenie. Mamy nadzieję, że to dopiero początek wielu wspólnych inicjatyw! 

Zgłaszanie Roszczeń w gospodarce morskiej według Czerwonej Księgi FIDIC 

Wprowadzenie 

Gospodarka morska oraz inwestycje offshore stanowią dziś jedne z najważniejszych obszarów rozwoju infrastrukturalnego w Polsce. Budowa nabrzeży, terminali portowych, falochronów, czy morskich farm wiatrowych wymaga nie tylko zaawansowanych technologii, lecz także sprawnych i przejrzystych mechanizmów kontraktowych. Projekty realizowane na morzu charakteryzują się również specyficznymi ryzykami  – m.in.  pogodowymi czy środowiskowymi.  W praktyce jednym z największych wyzwań staje się zgłaszanie, a następnie dochodzenie roszczeń – zwłaszcza w sytuacjach, gdy projekt ulega opóźnieniom, pojawiają się nieprzewidywalne okoliczności lub następują zmiany prawa. Odpowiednie rozstrzyganie roszczeń i związanych z nimi sporów stanowi klucz do prawidłowej realizacji inwestycji. 

Jednym z najczęściej stosowanych wzorców kontraktowych w tego typu projektach są Warunki Kontraktowe FIDIC (ang. FIDIC Conditions of Contract), opracowane przez Fédération Internationale des Ingénieurs-Conseils (dalej: FIDIC). FIDIC jest znana przede wszystkim z publikacji standardowych warunków kontraktowych dla projektów budowlanych i inżynieryjnych, stosowanych na całym świecie i doceniana za zrównoważony podział ryzyka pomiędzy Zamawiającym a Wykonawcą.  

Warunki Kontraktowe FIDIC to zbiory wzorców umów służące do zawierania umów o projektowanie, wykonawstwo oraz nadzór nad realizacją inwestycji budowlanych. Są chętnie stosowane w przypadku realizacji inwestycji finansowanych przez instytucje międzynarodowe (np. Bank Światowy, EBI, środki z UE) oraz w reżimie ustawy prawo zamówień publicznych. Regulują kompleksowo prawa i obowiązki stron, kwestie rozliczeń oraz procedury rozstrzygania sporów. Wymagają dostosowania do porządku prawnego państwa, w którym są stosowane oraz do specyfiki konkretnej inwestycji.  

Dokumenty te, choć wywodzą się z praktyki międzynarodowej, znajdują szerokie zastosowanie również w Polsce – w tym w gospodarce morskiej i offshore.
Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie procedury zgłaszania roszczeń na tle kontraktów FIDIC, oraz omówienie najważniejszych problemów wynikających z rozbieżności postanowień wzorców FIDIC z polskim porządkiem prawnym. 

Przykładowe zastosowania warunków kontraktowych FIDIC w gospodarce morskie

FIDIC opracował kilka standardowych „ksiąg” kontraktowych, różniących się zakresem i przeznaczeniem. W gospodarce morskiej szczególne znaczenie mają: 

  • Czerwona Księga FIDIC – stosowana zazwyczaj przy budowie infrastruktury portowej: nabrzeży, falochronów.
  • Srebrna Księga (EPC/Turnkey – najczęściej wykorzystywana przy realizacji projektów offshore: budowie platform wiertniczych, instalacji morskich i farm wiatrowych.
  • Żółta Księga – kontrakty „zaprojektuj i wybuduj” znajduje zastosowanie przede wszystkim do montażu i dostawy urządzeń morskich, wyposażenia statków i platform.  
  • Biała Księga – na jej podstawie realizowane są usługi doradcze i konsultingowe: nadzór inwestorski, audyty techniczne i wsparcie projektowe. 
  • Zielona Księga – dedykowana dla mniejszych projektów i prac remontowych, prostych zleceń konserwacyjnych i napraw na jednostkach pływających i infrastrukturze morskiej.  

Roszczenie w świetle FIDIC 

W dalszej treści skupimy się przede wszystkim na brzmieniu najnowszego, drugiego wydania Czerwonej Księgi FIDIC1. Stanowi ono odzwierciedlenie fundamentalnej zasady FIDIC dotyczącej zrównoważonego podziału ryzyka kontraktowego. Jednocześnie zawiera liczne zmiany, w tym m.in. wprowadza większą szczegółowość wymagań dotyczących powiadomień i innych komunikatów, a postanowienia dotyczące roszczeń Zamawiającego i Wykonawcy ujednolicone i oddzielone od sporów.  

Zgodnie z definicją zawartą w Warunkach Ogólnych Kontraktu2, „Roszczenie” oznacza wniosek lub zapewnienie złożone przez jedną Stronę drugiej Stronie dotyczące istnienia uprawnienia lub zawierające inne żądanie na podstawie którejkolwiek z Klauzul niniejszych Warunków lub w inny sposób wynikające z lub związane z Kontraktem lub wykonaniem Robót.  

Podstawowym fragmentem warunków kontraktowych FIDIC dotyczącym roszczeń jest jednak klauzula 20.  

Klauzula 20 – procedura roszczeniowa 

Klauzula 20 najnowszej Czerwonej Księgi reguluje w szczególności: 

  1. Powstanie Roszczenia
  2. Procedurę zgłaszania i rozstrzygania Roszczenia
  3. Powiadomienie o Roszczeniu
  4. Pełne szczegółowe Roszczenie
  5. Roszczenia o ciągłym skutku

Każdy z tych aspektów zasługuje z pewnością na odrębne opracowanie – w tym artykule ograniczę się jednak do zgłaszania roszczeń i związanych z tym najczęstszych wątpliwości praktycznych.  

Ewolucja procedury roszczeniowej 

Porównanie klauzuli 20 FIDIC Czerwonej Księgi w wydaniach z 1999 r.3  oraz 2017 r.4  wskazuje na wiele istotnych zmian.   

W starszej wersji klauzula 20 dotyczyła nie tylko samych roszczeń, ale również Sporów i Arbitrażu. W wydaniu z 2017 r.  kwestię Sporów i Arbitrażu unormowano natomiast osobno – w klauzuli 21.  Fundamentalną zmianą jest natomiast zrównanie sytuacji obu stron Kontraktu w odniesieniu do terminu zgłoszenia roszczeń i skutków uchybienia takiemu terminowi. Wydanie z 1999 r.  przewidywało bowiem wyraźną nierówność na korzyść Zamawiającego, którego roszczenia były opisane w subklauzuli 2.5 i nie były obwarowane terminem zgłoszenia. W konsekwencji brak sprawnej reakcji nie generował negatywnych konsekwencji po stronie Zamawiającego.  Obecnie konsekwencje uchybienia terminowi zostały zrównane. Niezłożenie powiadomienia w terminie 28 dni zarówno w przypadku Wykonawcy, jak i Zamawiającego wyłącza uprawnienie do dodatkowej płatności, obniżenia Ceny Kontraktowej, wydłużenia Czasu na Ukończenie czy Okresu Zgłaszania Wad i prowadzi do zwolnienia drugiej strony z odpowiedzialności.  

Dodatkowo rozszerzono zakres uprawnień lub żądań na podstawie Klauzuli 20.1. lit. c przewidując odrębną kategorię „innych uprawnień lub żądań”. Inne uprawnienie lub żądanie może dotyczyć m.in.  interpretacji postanowień Kontraktu czy rozbieżności między dokumentami składającymi się na Kontrakt czy też dostępu do Placu Budowy. Zastosowanie najnowszego brzmienia kl. 20 zwiększa zakres możliwych żądań Stron i katalog zdarzeń umożliwiających zgłoszenie roszczeń.   

Typowe podstawy roszczeń w inwestycjach morskich to w praktyce: nieprzewidywalne warunki fizyczne, zmiany prawa, wzrost cen materiałów, siła wyższa, ograniczony dostęp do placu budowy, opóźnienia i koszty związane z przedłużeniem terminu realizacji.  

Pozostałe istotne klauzule FIDIC 

Najnowsze, drugie wydanie czerwonej księgi FIDIC zawiera modyfikacje również innych, istotnych z punktu zgłaszania oraz rozpatrywania roszczeń klauzul.  

Szczególnie ważne jest nowe brzmienie subklauzuli 1.3, które wprowadziło nowe wymogi formalne dotyczące treści Powiadomienia. Musi ono zawierać nazwę i odwołanie się do odpowiednich klauzul. W konsekwencji złożenie go wymaga gruntownej znajomości Kontraktu. Dodatkowo zmodyfikowano rolę Inżyniera podkreślając jego neutralność wobec Stron i zastępując ustalenia (uprzednia subklauzula 3.5) uzgodnieniami i określeniami (obecna subklauzula 3.7 – znacznie bardziej rozbudowana). Dodatkowo zmienił się układ, kolejność i częściowo treść klauzul, które mogą stanowić podstawę konkretnych roszczeń Stron Kontraktu.  

Polskie przepisy a klauzule FIDIC  

Na gruncie prawa polskiego problematyczna pozostaje kwestia relacji między umownymi terminami zawitymi FIDIC, a regulacjami kodeksu cywilnego dotyczącymi przedawnienia roszczeń. 

Zgodnie z nowym brzmieniem subklauzuli 20.2.1. niezgłoszenie roszczenia w terminie 28 dni skutkuje utratą uprawnienia do jakiejkolwiek dodatkowej płatności, obniżenia Ceny Kontraktowej, przedłużenia Czasu na Ukończenie czy Okresu Zgłaszania Wad i zwolnieniem drugiej strony z wszelkiej odpowiedzialności w związku ze zdarzeniem lub okolicznością będącą podstawą przedmiotowego Roszczenia.  

Poprzednia wersja tej klauzuli pomimo odmiennej redakcji również przewidywała analogicznie dotkliwe skutki uchybienia terminu. Według modelowych warunków kontraktowych FIDIC niedochowanie terminu na wniesienie powiadomienia powinno prowadzić do odrzucenia roszczenia.

Jednocześnie art. 118 KC wprowadza trzyletni termin przedawnienia dla roszczeń związanych z działalnością gospodarczą, a art. 119 KC – zakaz modyfikowania terminów przedawnienia w drodze czynności prawnej. Art. 353¹ KC wskazuje natomiast, że strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego. Dodatkowo Sąd Najwyższy w Uchwale z 2002 r.5 wskazał, że roszczenia wynikające z umowy o roboty budowlane przedawniają się w terminach określonych w art. 118 KC. W konsekwencji Wykonawcy i komentatorzy zgłaszali liczne wątpliwości co do zgodności modelowego brzmienia warunków kontraktowych z bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa. Wskazywali, że omawianego 28-dniowego terminu nie można utożsamiać z terminem przedawnienia roszczeń. 

W konsekwencji powstaje pytanie: czy klauzula 20.1 FIDIC wprowadzająca 28-dniowy termin notyfikacyjny jest ważna na gruncie prawa polskiego? I jakie skutki powoduje złożenie powiadomienia po terminie?  

Orzecznictwo sądowe podzieliło się na następujące nurty: 

Sądy kwestionujące sankcję za niedochowanie terminu.  

  • Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 2011 r. 6 w części poświęcony jest terminowi na złożenie przez wykonawcę do inżyniera kontraktu powiadomienia o roszczeniu wykonawcy – przewidzianym w klauzuli 20.1 jako 28 dni. Sąd Okręgowy uznał, iż taki umowny termin prekluzyjny nie może zostać uznany za prawidłowy i zgodny z powszechnie obowiązującym prawem. Zatem z mocy samego prawa, próba nałożenia na wykonawcę ograniczonego do 28 dni terminu, z którym wiązałaby się większa niż dopuszcza kodeks cywilny sankcja w postaci utraty uprawnienia do przedłużenia kontraktowego czasu na ukończenie i zapłaty dodatkowego kosztu – jest nieskuteczna. Podobnie, nie jest możliwe podniesienie zarzutu przedawnienia przez zamawiającego w celu uniknięcia skutków roszczenia. Wykonawcy robót budowlanych, którym strona redagująca treść umowy o roboty budowlane na podstawie wzorca umowy w postaci warunków kontraktowych FIDIC narzuciła umowny termin prekluzyjny, są uprawnieni do dochodzenia swoich roszczeń powstałych w związku realizacją kontraktu, w terminie 3 lat. 
  • Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2013 r. Wskazano w nim, m.in., że zastosowanie regulacji subklauzuli 20.1 skutkuje umowną modyfikacją instytucji przedawnienia, wprowadzając w jej miejsce rażąco krótsze terminy zawite, a więc terminy wywołujące skutki prawne znacznie bardziej daleko idące od skutków upływu terminów przedawnienia, co powodowałoby obejście przepisu art. 119 k.c. W związku z tym, w ocenie Sądu postanowienie umowne o opisanych skutkach objęte jest dyspozycją art. 58 §1 zd. I KC [..] Ustawowe terminy zawite przewidujące wygaśnięcie roszczeń mają, z uwagi na kategoryczność skutków dawności, charakter wyjątkowy w stosunku do instytucji przedawnienia. Skoro zatem zgodnie z art. 119 KC terminy przedawnienia nie mogą być skracane ani przedłużane przez czynność prawną, to tym bardziej nie sposób przyjąć, by w braku ustawowej podstawy prawnej dopuszczalnym było tworzenie umownych terminów zawitych, które powodowałyby wygaśnięcie roszczenia. Z powyższego wynika, że postanowienia klauzuli 20.1 FIDIC, w zakresie w jakim przewidują wygaśnięcie roszczenia w razie jego nieterminowego zgłoszenia, są nieważne ponieważ mają one na celu obejście ustawy. 

Sądy aprobujące możliwość zastosowania takiej sankcji:  

  • Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 2013 r.8 Sąd stwierdził, iż przekroczenie terminu kontraktowego na zgłoszenie powiadomienia o roszczeniu (termin zawity – 28 dni do powiadomienia inżyniera o zdarzeniu powodującym roszczenie i termin 42 dni do przesłania inżynierowi pełnego szczegółowego roszczenia) powodowało skuteczne odrzucenie takiego roszczenia przez zamawiającego.  
  • Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2012 r.9. Sąd uznał, że w omawianej subklauzuli 20.1– określono nie termin przedawnienia, a umowny termin prekluzyjny, co w świetle obowiązujących przepisów jest dopuszczalne – gdyż strony dysponują swobodą zawierania umów mogą zatem regulować prawa i obowiązki według własnego uznania. 

W mojej ocenie w tej kwestii przekonujące jest rozróżnienie pomiędzy uprawnieniami umownymi i uprawnieniami ustawowymi stron umowy o roboty budowlane oparte o warunki kontraktowe FIDIC. Rozróżnienia takiego dokonał Sąd Najwyższy w Wyroku z 2017 r. 10 W orzeczeniu tym wskazano:  

  • Przewidziany w klauzuli 20.1 wzorca umownego FIDIC termin do zawiadomienia zamawiającego przez wykonawcę o okolicznościach uzasadniających wynagrodzenie za roboty dodatkowe jest umownym terminem zawitym do dokonania umownego aktu staranności, pod rygorem utraty określonego uprawnienia. Dopuszczalność takiego zastrzeżenia umownego wynika z art. 353¹ KC, który także stanowi podstawę badania skuteczności zastrzeżenia w odniesieniu do konkretnego roszczenia. 
  • Zawarta w umowie stron klauzula 20.1 mogła dotyczyć jedynie odpowiedzialności kontraktowej zamawiającego, a zatem jej zastosowanie w wypadku naruszenia przyjętego w niej terminu notyfikacyjnego, mogło doprowadzić co najwyżej do wygaśnięcia uprawnienia wykonawcy do żądania od zamawiającego wynagrodzenia za roboty dodatkowe w oparciu o postanowienia umowy. Nie pozbawiała go natomiast możliwości dochodzenia na podstawie art. 405 KC zwrotu korzyści majątkowej jaką uzyskał zamawiający jego kosztem w wyniku wykonania robót dodatkowych. Nie ma bowiem podstaw do przyjęcia, że klauzula 20.1, w razie niedochowania przewidzianego w niej terminu, wyłączała także odpowiedzialność zamawiającego w oparciu o przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu, które stanowią odrębną, ustawową, pozakontraktową podstawę odpowiedzialności i jej wyłączenie w drodze umowy (art. 473 KC) musiałoby być wyraźne i jednoznaczne. Wyłączenie takiej odpowiedzialności nie wynika z treści ani uzasadnionego społecznie i gospodarczo celu tej klauzuli.  
  • W tej sytuacji, w razie niedochowania przez wykonawcę terminu przewidzianego w klauzuli 20.1, zamawiający ponosiłby odpowiedzialność za roboty dodatkowe na podstawie art. 405 KC, a pozwany nie wykazał ani nie twierdził, że zakres tej odpowiedzialności byłby szerszy niż przy odpowiedzialności kontraktowej. 

Jednocześnie można spotkać się z odmiennym stanowiskiem. Przykładowo Sąd Apelacyjny w Warszawie, w wyroku z 2016 r.11 uznał, że roszczenie waloryzacyjne zgłaszane na podstawie art. 357¹ lub art. 632 § 2 KC „mieści się w zakresie przedmiotowym subklauzuli 20.1, gdyż zmierza do zmiany wysokości wynagrodzenia i faktycznie zapłaty (dodatkowej płatności)”. 

Podsumowanie 

Zgłaszanie Roszczeń zgodnie z warunkami FIDIC wymaga ścisłego przestrzegania procedur przewidzianych w Kontrakcie, szczególnie w zakresie terminów i formy powiadomień. Niejednokrotnie pojawiają się również wątpliwości co do zgodności Kontraktu z przepisami polskiego prawa.  

Najnowsza wersja Czerwonej Księgi FIDIC wprowadziła ważne zmiany zwiększające przejrzystość zgłaszania Roszczeń oraz zrównujące sytuację Wykonawcy i Zamawiającego. Brzmienie tych zapisów rozszerza również możliwości składania roszczeń i doprecyzowuje wymogi dotyczące powiadomień. Znajomość tych zasad oraz skrupulatność w realizacji obowiązków kontraktowych pozwala na skuteczną ochronę interesów stron i minimalizację ryzyka sporów w trudnej i kapryśnej branży morskiej. 

W świetle brzmienia najnowszej wersji Czerwonej Księgi FIDIC oraz orzecznictwa (które zachowało aktualność) można sformułować następujące zalecenia dotyczące skutecznego zgłaszania Roszczeń:  

  • monitoruj zdarzenia powodujące (lub mogące potencjalnie spowodować) roszczenia na bieżąco,
  • szukaj uzasadnienia dla swoich Roszczeń nie tylko w Kontrakcie, ale również w przepisach prawa,
  • dokumentuj wszystkie okoliczności i koszty,
  • składaj powiadomienia zgodnie z Kl. 20.1 i 1.3 oraz pozostałymi postanowieniami Kontraktu (szczególnie zwróć uwagę na termin, treść i formę),
  • w razie wątpliwości lepiej złożyć powiadomienie,
  • przygotuj szczegółowe uzasadnienie i wycenę Roszczenia,
  • angażuj się w negocjacje bądź gotów na arbitraż lub mediację,
  • korzystaj z profesjonalnej obsługi prawnej.