Przedawnienie należności na koniec roku – ostatni dzwonek, żeby nie stracić pieniędzy

Koniec roku to dla przedsiębiorców czas domykania wyników, budżetów i projektów. To także moment, w którym najwięcej należności z faktur realnie się przedawnia. Jeżeli masz w firmie zaległe faktury z 2023 r. i wcześniejsze – istnieje duże ryzyko, że z końcem tego roku stracisz możliwość skutecznego dochodzenia zapłaty w sądzie. 

Co prawda dłużnik po przedawnieniu pozostaje dłużnikiem. Zyskuje jednak bardzo mocne narzędzie: może podnieść zarzut przedawnienia.  

Będziesz miał wtedy zdecydowanie większy problem z przymusowym dochodzeniem swojej należności. 

Po postawieniu zarzutu przedawnienia Sąd oddali Twoje powództwo, a Ty zostajesz z niespłaconą fakturą, przegraną sprawą i kosztami postępowania.  

W praktyce oznacza to, że po przedawnieniu możesz liczyć jedynie: 

1) albo na potrącenie z Twoim zadłużeniem (o ile wzajemnie sobie jesteście coś winni),

2) albo na dobrą wolę dłużnika – a to niestety rzadko już wtedy działa. 

Kiedy przedawniają się Twoje należności – najważniejsze terminy 

Z punktu widzenia prowadzenia działalności gospodarczej wyróżniamy 3 podstawowe terminy: 

  • 2 lata – należności ze sprzedaży dokonanej w zakresie działalności przedsiębiorstwa sprzedawcy (klasyczna sprzedaż towarów między firmami – art. 554 k.c.) lub umowy o dzieło.
  • 3 lata – należności związane z prowadzeniem działalności gospodarczej (typowe faktury B2B za usługi, dostawy, część kar umownych);
  • 6 lat – to ogólny termin przedawnienia dla należności nieobjętych krótszymi okresami (w obrocie między przedsiębiorcami stosunkowo rzadziej występuje). 

Bieg przedawnienia zaczyna się w dniu, w którym roszczenie stało się wymagalne – najczęściej jest to dzień następujący po terminie płatności z faktury (np. jeżeli termin płatności faktury określony jest do 15 kwietnia 2023 r., to jej wymagalność następuje od 16 kwietnia 2023 r.). 

Dodatkowo obowiązuje zasada, że jeśli termin przedawnienia wynosi co najmniej 2 lata, to kończy się z ostatnim dniem roku kalendarzowego, a nie dokładnie po upływie 2 czy 3 lat „co do dnia”. 

To właśnie dlatego: 

  • wiele faktur z 2023 r. (zwłaszcza za sprzedaż towarów) przedawni się 31 grudnia 2025 r.,
  • część roszczeń z 2022 r. objętych 3-letnim terminem (np. usługi B2B) również ulegnie przedawnieniu z końcem 2025 r.

Przykład – jak to działa w praktyce 

„Stocznia Morska Nowa Fala” w maju 2023 r. za sprzedaż kadłuba do jednostki pływającej wystawiła fakturę spółce „DEF” z terminem płatności do 30 czerwca 2023 r. „DEF” nie zapłaciła, a stocznia – zajęta bieżącym biznesem – nie podjęła żadnych skutecznych kroków prawnych, licząc, że „wkrótce przeleją”. 

  • roszczenie stało się wymagalne 1 lipca 2023 r.,
  • termin przedawnienia (sprzedaż towarów, 2 lata) „nominalnie” upływałby 1 lipca 2025 r.,
  • ale z uwagi na regułę końca roku przedawnienie nastąpi dopiero 31 grudnia 2025 r. 

Jeżeli do tego dnia „Stocznia Morska Nowa Fala” nie podejmie czynności przerywających lub zawieszających bieg przedawnienia, po Nowym Roku szanse na skuteczne wyegzekwowanie tej faktury przed sądem spadną praktycznie do zera. 

Co przerywa bieg terminu przedawnienia 

Przerwanie biegu przedawnienia sprawia, że po zakończeniu danej czynności termin liczy się od nowa – jakby zegar został wyzerowany. Do najważniejszych czynności przerywających należą w szczególności: 

  • wniesienie pozwu do sądu o zapłatę,
  • uznanie długu przez dłużnika – np. podpisanie ugody (sądowej lub pozasądowej), pisemne potwierdzenie salda, prośba o rozłożenie długu na raty, częściowa zapłata,
  • wszczęcie postępowania egzekucyjnego (komorniczego),
  • zgłoszenie wierzytelności w postępowaniu upadłościowym dłużnika. 

Od strony biznesowej oznacza to, że zamiast przez kolejne miesiące wysyłać tylko przypomnienia, często bardziej opłaca się: 

  1. spróbować uzyskać ugodę/uznanie długu,
  2. równolegle przygotować i – w razie braku reakcji – złożyć pozew.

Zawezwanie do próby ugodowej i mediacja – tylko zawieszenie 

Obecnie złożenie wniosku o zawezwanie do próby ugodowej czy wszczęcie mediacji tylko zawieszają bieg terminu – na czas trwania postępowania ugodowego czy mediacji. 

W praktyce wygląda to tak: 

  • zegar przedawnienia na czas mediacji/postępowania pojednawczego się zatrzymuje,
  • ale po jego zakończeniu biegnie dalej od miejsca, w którym się zatrzymał,
  • więc jeśli do przedawnienia został miesiąc, po zakończeniu mediacji nadal będzie to tylko miesiąc. 

Dlatego zawezwanie do próby ugodowej czy mediacja mogą być wartościowym narzędziem zarządzania długiem, ale nie powinny być jedyną opcją na ochronę roszczenia, szczególnie pod koniec roku.  

Jeśli jednak w ostatnich dniach roku złożenie pozwu może okazać się niemożliwe, bo na przykład przygotowanie formalności będzie zbyt długo trwało, to zawezwanie do próby ugodowej jest dobrym rozwiązaniem: 

  • po pierwsze udowadnia dobrą wolę wierzyciela, który nie chce od razu wszczynać postępowania sądowego,
  • po drugie zawiesza czas przedawnienia, co przedłuża termin na przygotowanie pozwu i potrzebnej dokumentacji, w razie, gdyby próba pojednawcza nie odniosła skutku.  

Co ważne, sporządzenie wniosku o zawezwanie do próby ugodowej jest znacznie mniej wymagające niż przygotowanie pozwu. Dlatego nawet działając „na ostatnią chwilę” pod koniec roku, wzywając dłużnika do próby ugodowej, można skutecznie ustrzec się przed utratą możliwości odzyskania swoich pieniędzy.

Co nie ma wpływu na przedawnienie 

Wielu przedsiębiorców żyje w błędnym przekonaniu, że skoro wysyłają wezwania do zapłaty, to nie muszą się martwić przedawnieniem. Niestety – od strony prawnej: 

  • wezwanie do zapłaty, ponaglenia, maile, telefony – nie przerywają ani nie zawieszają biegu przedawnienia,
  • same negocjacje z dłużnikiem – również nie zatrzymują czasu. 

Te działania mają sens w relacji biznesowej, ale z punktu widzenia Kodeksu cywilnego są neutralne – zegar przedawnienia tyka dalej. 

Co z odsetkami od faktur 

Odsetki przedawniają się co do zasady po 3 latach, przy czym najpóźniej z chwilą przedawnienia należności głównej. Jeżeli jednak należność główna została zapłacona, a spór dotyczy wyłącznie samych odsetek, to te ostatnie – jako świadczenia okresowe – przedawniają się co do zasady z upływem 3 lat. 

Czy dłużnik może zrzec się zarzutu przedawnienia 

Tak – dłużnik może zrzec się zarzutu przedawnienia, ale dopiero po upływie terminu przedawnienia. Wcześniejsze zrzeczenie (np. zapis w umowie „zrzekam się zarzutu przedawnienia”) jest bezskuteczne. 

Warto jednak pamiętać, że zdecydowana większość dłużników czeka na upływ terminu niż z niego rezygnuje. Oparcie planu odzyskania należności na nadziei, że dłużnik dobrowolnie zrzeknie się zarzutu przedawnienia, jest więc – mówiąc wprost – bardzo ryzykowną strategią. 

Cierpliwość nie popłaca – szczególnie pod koniec roku 

Im bliżej 31 grudnia 2025 r., tym mniej miejsca na spokojne rozważania, a więcej na konkretne decyzje. Zbyt długie zwlekanie z działaniami wobec nierzetelnych kontrahentów może oznaczać: 

  • definitywną utratę możliwości dochodzenia należności w sądzie,
  • brak realnych szans na egzekucję (dłużnicy często w międzyczasie wyzbywają się majątku, zmieniają formę działalności, ogłaszają upadłość),
  • konieczność pełnego spisania faktury w koszty – nie z powodu złego prawa, ale braku reakcji w odpowiednim momencie.

Co warto zrobić teraz – w kilku krokach 

Na koniec roku rekomendujemy przedsiębiorcom prosty, ale bardzo skuteczny scenariusz działania: 

  1. Zrób listę zaległych faktur – wyłap w szczególności te z 2023 r. (sprzedaż towarów) i 2022 r. (usługi B2B).
  2. Sprawdź terminy przedawnienia – ustal daty wymagalności, właściwy okres (2, 3, 6 lat) i realny koniec terminu (z reguły 31 grudnia danego roku).
  3. Podejmij decyzję co do dalszych kroków – wezwanie, negocjacje, ugoda, pozew, zabezpieczenie roszczenia, zgłoszenie wierzytelności w upadłości.
  4. Rozważ wsparcie kancelarii prawnej – szczególnie gdy należności wynikają z mieszanych spraw (towary, usługi, transport, energia), albo doszło już do częściowych wpłat, ugód, mediacji. 

Przedawnienie to nie „zły przepis przeciwko wierzycielom”, ale test aktywności i profesjonalizmu w zarządzaniu należnościami. Jeżeli chcesz, żeby Twoja firma nie dopłacała do cudzych opóźnień, koniec 2025 roku jest momentem, w którym naprawdę warto spojrzeć na zaległe faktury z kalkulatorem, kalendarzem. No i najlepiej z prawnikiem u boku.

Współwłasność jachtu – na co zwrócić uwagę?

Kupno jachtu to dla wielu spełnienie marzeń. Jednak cena zakupu, a potem koszty remontów, wyposażenia, czy bieżącego utrzymania jachtu mogą przyprawić o zawrót głowy. Z tego powodu niektórzy decydują się na wspólny zakup – z rodziną, przyjaciółmi, czy znajomymi. Współwłasność to sposób na współdzielenie kosztów i radość z wspólnego żeglowania.  

Czym jest współwłasność? 

Współwłasność powstaje, gdy własność jachtu przysługuje kilku osobom jednocześnie.  

W przypadku jachtów najczęściej mamy do czynienia z współwłasnością w częściach ułamkowych, co oznacza, że każdemu ze współwłaścicieli przysługuje określony udział (np. ½, ¼) w własności. W tej sytuacji wszyscy współwłaściciele łącznie są właścicielami całego jachtu, ale udział każdego z nich jest określony liczbowo. Pozwala to ustalić, w jakim zakresie przysługuje im prawo własności.  

Współwłaściciele mogą mieć udziały równe (np. po połowie) lub nierówne (jeden ma ½, a dwaj po ¼). Zależy to od ustaleń między nimi. Jeśli umowa tego nie określa, przyjmuje się, że udziały są równe. Niezależnie od wielkości udziału każdy współwłaściciel jest zobowiązany do współdziałania z innymi przy zarządzie jachtem. 

Możesz rozporządzać swoim własnym udziałem np. sprzedać go, darować lub zapisać w testamencie i nie potrzebujesz do tego zgody pozostałych współwłaścicieli. 

Drugim rodzajem współwłasności jest współwłasność łączna. Nie określa się tutaj udziałów poszczególnych osób – wszyscy współwłaściciele mają wspólnie i niepodzielnie 100% prawa do jachtu. Wynika ona zawsze z określonego stosunku prawnego i występuje np. jako wspólność majątkowa małżeńska (każdy małżonek jest właścicielem całego jachtu razem z drugim małżonkiem). Nią nie będziemy się tu zajmować. 

Korzystanie z jachtu 

Jako współwłaściciel możesz w pełni korzystać z jachtu – żeglować, robić drobne naprawy, dokupywać niezbędne wyposażenie. Twoje korzystanie musi dać się jednak pogodzić z prawami pozostałych współwłaścicieli. Ponieważ przepisy nie określają jasno zasad współkorzystania, na tym polu mogą potencjalnie pojawiać się konflikty.  

Możesz samodzielnie podejmować działania w celu ochrony jachtu np. złożyć reklamację po wadliwej naprawie, zabezpieczyć go przed sztormem lub dochodzić odszkodowania po kolizji. Czynności zachowawcze nie wymagają zgody pozostałych współwłaścicieli, choć oczywiście warto, by współwłaściciele byli o nich poinformowani. 

Niektóre z czynności będą jednak wymagać podjęcia wspólnych decyzji. Wyróżnia się dwa rodzaje działań: 

czynności zwykłego zarządu np. drobne naprawy, wymiana drobnego osprzętu, ponoszenie bieżących opłat, ubezpieczenie jachtu, opłaty za cumowanie. Na ich dokonanie potrzebna jest zgoda większości współwłaścicieli, liczona według posiadanych udziałów.  

czynności przekraczające zwykły zarząd – (granica jest płynna i w razie sporu badana „case by case”) np. generalny remont, wymiana dużego osprzętu, czy sprzedaż jachtu. Tu potrzebna jest zgoda wszystkich współwłaścicieli.  

Jeśli między współwłaścicielami nie ma pełnej zgody co do działania, do akcji musi wkroczyć sąd. 

Gdyby zatem dwóch współwłaścicieli chciało przeprowadzić naprawę kadłuba, a trzeci byłby przeciwny, mogą oni wystąpić do sądu o zgodę na jej wykonanie. Z kolei, jeśli jeden ze współwłaścicieli nadużywa swoich praw – np. zajmuje jacht przez cały sezon, sąd może ustalić sposób korzystania z jachtu.  

Ponoszone koszty 

Wydatki na utrzymanie jachtu i przychody z niego dzielone są proporcjonalnie do udziałów. Jeśli pokryjesz koszt naprawy, możesz żądać zwrotu części od pozostałych współwłaścicieli. W ten sam sposób dzieli się dochody, np. z czarteru. 

Umowa między współwłaścicielami 

Z współwłasnością jachtu mogą wiązać się potencjalne konflikty – nierówny podział kosztów i dochodów, niejasne zasady korzystania z jednostki, czy unikanie odpowiedzialności za szkody powstałe w trakcie użytkowania. Brak umowy lub jej nieprecyzyjne sformułowanie mogą stać się przyczyną niemałych sporów.  

Przykładem może być sytuacja, w której trzej przyjaciele kupują jacht i każdy otrzymuje po 1/3 udziałów. Na początku wszystko jest w porządku, ale po śmierci jednego z nich, jego udział dziedziczy syn, który nie interesuje się żeglowaniem. Konflikt pojawia się, gdy jeden z współwłaścicieli chce oddać jacht do czarterów w Chorwacji, drugi do Hiszpanii, a spadkobierca trzeciego chce jacht sprzedać. Gdyby mieli dobrze przygotowaną umowę, mieliby jasno określone zasady: który ze współwłaścicieli ma głos decydujący, ile czasu i dochodu przysługuje każdemu z nich. Określiliby także, po jakim czasie spadkobierca ma prawo głosu w zakresie korzystania z jachtu i do kogo skierować ewentualny spór. Być może arbitraż lub inny organ rozstrzygnąłby sprawę szybciej niż sąd?  

Dobra umowa jest w stanie zminimalizować ryzyko konfliktów. Najlepiej, żeby była przygotowana przez doświadczonego prawnika. Jeśli jednak się nie da, warto skorzystać chociaż z takiej, którą napiszecie sami, a która będzie regulować wymienione wcześniej elementy współwłasności.  

Umowa regulująca zasady wykonywania współwłasności nie jest przejawem nieufności wobec współwłaścicieli, lecz odpowiedzialnym zabezpieczeniem wspólnych interesów i gwarancją spokojnego korzystania z jachtu.  

Umowny zarząd nad jachtem 

Gdy jacht stanowi współwłasność kilku osób, współwłaściciele mogą powierzyć opiekę nad jednostką jednemu z nich (albo osobie trzeciej) w drodze umowy o zarząd. Taka umowa powinna przede wszystkim określać: 

zakres zarządu rozdzielony na czynności zwykłego zarządu, które zarządca będzie mógł wykonywać samodzielnie oraz czynności przekraczające zwykły zarząd, wymagające zgody wszystkich współwłaścicieli; 

możliwość reprezentacji współwłaścicieli wobec podmiotów trzecich, na przykład organów administracji. W tym celu umowa powinna przewidywać udzielenie odpowiedniego pełnomocnictwa zarządcy, stanowiącego załącznik do umowy; 

sposób rozliczania kosztów utrzymania i ewentualnych przychodów z eksploatacji jachtu; 

zasady odpowiedzialności zarządcy za szkody wyrządzone niewłaściwym wykonywaniem zarządu oraz uprawnienia współwłaścicieli do odwołania zarządcy; 

wynagrodzenie zarządcy albo przewidywać nieodpłatność zarządu. 

Rejestracja jachtu pod polską banderą 

O rejestracji jachtu pod polską banderą pisaliśmy już we wcześniejszym artykule: Rejestracja jachtu pod polska banderą 

W tej części skupimy się tylko na kilku elementach, które mają znaczenie ze względu na współwłasność jednostki. 

Po pierwsze, wniosek o rejestrację jachtu może złożyć każdy ze współwłaścicieli, o ile przedłoży pełnomocnictwo od pozostałych.  

Po drugie, na dokumencie rejestracyjnym mogą pojawić się dane tylko dwóch współwłaścicieli. Jeśli współwłaścicieli jest więcej niż dwóch, ich dane będą dostępne w systemie REJA24, a w odpowiednim polu na dokumencie pojawi się informacja o ich liczbie. Aby uzyskać informacje o pozostałych współwłaścicielach, nieujawnionych na dokumencie, potrzebne będzie uzyskanie wyciągu z systemu. W związku z tym, współwłaściciele powinni zdecydować, którzy z nich zostaną wpisani w dokumencie. 

Kolejnym ważnym zagadnieniem jest wybór armatora. Współwłaściciele muszą złożyć oświadczenie, w którym wskażą, kto będzie armatorem. Na dokumencie dane armatora widoczne są poniżej danych właścicieli. Funkcja armatora wiąże się z konkretnymi obowiązkami, dlatego wybór musi być świadomy. Może być to ten współwłaściciel, który nie będzie widoczny na dokumencie, lecz musi wiedzieć, jakie powinności się z tym wiążą. 

Pozostały proces rejestracji oraz wymagane dokumenty nie ulegają zmianie, dlatego zachęcamy do zapoznania się z poprzednim artykułem, opisującym rejestrację pod naszą, rodzimą banderą. 

Podsumowanie 

Jak widzisz, współwłasność jachtu pozwala na podział, a co za tym idzie obniżenie kosztów eksploatacji jachtu i pozwala na dzielenie się radością pływania z innymi, pod warunkiem, że każdy z współwłaścicieli będzie zachowywał się fair w stosunku do pozostałych. Jednak z doświadczenia kancelarii wiemy, że nawet pomimo zaufania pomiędzy współwłaścicielami, warto ustanowić i spisać kilka zasad. Tak na wszelki wypadek 😉

System spontanicznej deklaracji ryzyka w ubezpieczeniach morskich 

Ubezpieczenia morskie należą do najbardziej specyficznych form ochrony ubezpieczeniowej, w których relacja między stronami opiera się na szczególnym zaufaniu i profesjonalizmie. Obrót morski, będący z natury obrotem gospodarczym – między podmiotami świadczącymi swoje usługi profesjonalnie, musi gwarantować określony poziom pewności dla stron, w tym dla ubezpieczyciela. 

Odmiennie niż w typowych ubezpieczeniach lądowych, gdzie inicjatywa informacyjna i odpowiedzialność za prawidłowe uregulowanie stosunku stron spoczywa głównie na ubezpieczycielu, w ubezpieczeniach morskich to ubezpieczający zobowiązany jest do aktywnego ujawnienia wszystkich znanych mu okoliczności, które mogą mieć wpływ na ostateczną ocenę ryzyka.  

Obowiązek ten, zwany systemem spontanicznej deklaracji ryzyka, wynika wprost z art. 304 kodeksu morskiego i jest rozwinięciem ogólnej zasady dobrej wiary (bona fides) w obrocie morskim. 

Zasada ta ma swoje źródła w tradycji prawa angielskiego, które traktuje umowę ubezpieczenia jako kontrakt szczególnego zaufania (utmost good faith). W praktyce oznacza to, że obie strony — ubezpieczyciel i ubezpieczający — są zobowiązane do lojalności oraz do działania w sposób, który umożliwi właściwą ocenę ryzyka. Skutkiem zastosowania tej zasady jest uzyskanie odpowiedniej ochrony przez ubezpieczającego, a także minimalizacja ryzyka i maksymalizacja zysku po stronie ubezpieczyciela. 

Istota obowiązku informacyjnego 

Obowiązek ujawnienia istotnych okoliczności stanowi jeden z elementów procesu zawierania umowy ubezpieczenia morskiego. Ubezpieczający powinien poinformować ubezpieczyciela o wszystkich znanych mu faktach, które mogą mieć wpływ na ocenę ryzyka. Obowiązek ten ma charakter aktywny – nie ogranicza się do odpowiadania na pytania ubezpieczyciela, lecz wymaga samodzielnego ujawnienia wszelkich danych istotnych z punktu widzenia ryzyka, nawet tych, których wpływ na ocenę może być marginalny. 

W ubezpieczeniach morskich szczególne znaczenie ma fakt, że ubezpieczający jest traktowany jako podmiot profesjonalny, posiadający wiedzę i doświadczenie w zakresie żeglugi, w tym związanych z nią zagrożeń. W konsekwencji, to na nim spoczywa odpowiedzialność za ocenę, które okoliczności są istotne i powinny zostać ujawnione. 

Okoliczności istotne 

Za okoliczność istotną uważa się każdy fakt, który mógłby wpłynąć na decyzję ubezpieczyciela o przyjęciu lub odrzuceniu ryzyka, a także na ustalenie wysokości składki ubezpieczeniowej. Obejmuje to szeroki zakres informacji: 

  • od danych dotyczących statku i jego stanu technicznego,
  • poprzez kwalifikacje załogi,
  • po charakter ładunku,
  • planowaną trasę rejsu,
  • czy porę roku. 

W praktyce ubezpieczeniowej do istotnych okoliczności zalicza się również wcześniejsze wypadki, awarie, naprawy czy inne zdarzenia, które mogą świadczyć o zwiększonym ryzyku żeglugowym.  

Granice obowiązku ujawnienia wyznacza racjonalność i zakres profesjonalnej wiedzy ubezpieczającego. Nie jest on zobowiązany do ujawnienia informacji, które są obiektywnie nieistotne dla oceny ryzyka lub których nie mógł znać przy zachowaniu należytej staranności. 

Z drugiej strony, nieujawnienie istotnych faktów — nawet bez zamiaru wprowadzenia w błąd — może prowadzić do poważnych konsekwencji, w tym do zwolnienia ubezpieczyciela z obowiązku wypłaty odszkodowania.  

W polskim prawie morskim naruszenie obowiązku ujawnienia istotnych okoliczności przy zawieraniu umowy ubezpieczenia pociąga za sobą poważne konsekwencje dla ubezpieczającego.  

Zgodnie z przepisami (art. 305 kodeksu morskiego) ubezpieczyciel może w takiej sytuacji odstąpić od umowy i jednocześnie zachować prawo do pełnej składki ubezpieczeniowej. Oznacza to, że niewykonanie obowiązku informacyjnego – nawet jeśli umowa zostaje rozwiązana – nie zwalnia ubezpieczającego z obowiązku zapłaty składki za okres, w którym ryzyko ubezpieczeniowe istniało. Ustawodawca przewidział jednak wyjątek od tej zasady: gdy brak lub niezgodność informacji nie wynika z winy ubezpieczającego bądź ubezpieczonego, ubezpieczyciel nie może skorzystać z prawa odstąpienia. W takiej sytuacji przysługuje mu tylko prawo żądania odpowiedniego zwiększenia składki, które odzwierciedla rzeczywisty poziom ryzyka.  

Z tego wynika, że ubezpieczający nie tylko nie może zatajać danych i skrupulatnie je rozważyć, ale też podać w odpowiedniej formie ubezpieczycielowi do dalszej analizy. Co więcej, ubezpieczający nie może zasłaniać się nieistotnością faktów, których nie przekazał ubezpieczycielowi, bo nie jest on uprawniony do arbitralnej oceny, czy taki fakt mógłby mieć znaczenie z punktu widzenia kalkulacji ryzyka.  

Podsumowanie 

System spontanicznej deklaracji ryzyka w ubezpieczeniach morskich opiera się na założeniu, że ubezpieczający jest profesjonalistą i posiada wiedzę niezbędną do samodzielnego ujawnienia wszystkich istotnych okoliczności, które mają wpływ na ocenę ryzyka przez ubezpieczyciela. W odróżnieniu od ubezpieczeń lądowych, gdzie towarzystwo ubezpieczeniowe formułuje pytania, w ubezpieczeniach morskich ciężar informacyjny spoczywa na ubezpieczającym.  

Naruszenie obowiązku ujawnienia informacji skutkuje możliwością odstąpienia od umowy przez ubezpieczyciela, przy zachowaniu prawa do pełnej składki. 

W tym kontekście trzeba pamiętać, że omówione reguły mają przede wszystkim ułatwiać obrót gospodarczy. To bowiem przedsiębiorca ma obowiązek przeanalizować wszystko, co w jego specjalizacji może mieć znaczenie dla ubezpieczyciela, zaś ubezpieczyciel ogranicza swoje działania do kalkulacji ryzyka i składki. W konsekwencji, każda ze stron stosunku ubezpieczenia skupia się na specyficznej dla niej materii, nie wchodząc w kompetencje drugiej strony.

Relacja z konferencji „Prawnik w branży offshore wind – prawo gospodarki morskiej w praktyce” oczami prawników Kancelarii Zbroja Adwokaci 

5 listopada 2025 r. mieliśmy, jako kancelaria Zbroja Adwokaci, przyjemność współorganizować z Wydziałem Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego konferencję „Prawnik w branży offshore wind – prawo gospodarki morskiej w praktyce” 

Dlaczego właśnie offshore wind?

W naszej codziennej pracy widzimy, że Bałtyk przestaje być wyłącznie szlakiem transportowym. Coraz częściej staje się przestrzenią inwestycyjną, w której przecinają się interesy portów, stoczni, inwestorów energetycznych, instytucji finansujących i administracji. Morska energetyka wiatrowa jest tu jednym z najbardziej wymagających obszarów – zarówno biznesowo, jak i regulacyjnie. 

Konferencja miała pokazać, jak w praktyce wygląda rola prawnika w takim środowisku: nie w teorii ustaw, ale przy realnych projektach, z ograniczeniami infrastruktury, złożonymi harmonogramami i presją czasu. 

Pierwszy panel – prawnik bliżej nabrzeża niż sali sądowej 

W pierwszym panelu wystąpili: 

  • dr Oliwia Mróz-Malik (Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej)
  • dr hab. prof. US Daniel Wacinkiewicz (Wydział Prawa i Administracji US)
  • r.pr. Marek Czernis (Kancelaria Radcy Prawnego Marek Czernis)
  • adw. Patryk Zbroja (Zbroja Adwokaci)
  • apl. adw. Stanisław Kaup (Zbroja Adwokaci) jako moderator. 

Dyskusja toczyła się wokół pytania, jaką funkcję pełni dziś prawnik w inwestycjach offshore realizowanych w portach i stoczniach. Z perspektywy naszej kancelarii te wnioski są bardzo bliskie codziennej praktyce: klasyczna rola „pełnomocnika procesowego” schodzi tu na dalszy plan. 

Prawnik w projektach offshore wind: 

  • identyfikuje i porządkuje ryzyka prawne na styku wielu gałęzi prawa (morskiego, energetycznego, budowlanego, środowiskowego),
  • uczestniczy w planowaniu inwestycji, a nie tylko w gaszeniu pożarów,
  • musi rozumieć, jak faktycznie funkcjonuje port, stocznia czy terminal instalacyjny.

Drugi panel – trzy praktyczne role prawnika w offshore 

Druga część konferencji była poświęcona kontraktom i organizacji pracy prawników w dużych projektach offshore. Głos zabrali: 

  • adw. Łukasz Gembiś (DWF Poland) – prawnik kancelaryjny,
  • r.pr. Berenika Sepczyńska (Ocean Winds) – in-house,
  • r.pr. Mateusz Filipp (CRIST Offshore) – prawnik w organach zarządzających.
  • adw. Patryk Zbroja (Zbroja Adwokaci) jako moderator. 

Z naszej perspektywy szczególnie cenne było zestawienie tych trzech ról: 

  • Prawnik kancelaryjny – zewnętrzny doradca, który widzi wiele inwestycji równolegle, często po obu stronach kontraktu. Dzięki temu potrafi przenieść dobre rozwiązania z innych projektów i rynków oraz wskazać, które klauzule są już rynkowym standardem, a które wymagają dodatkowego zabezpieczenia.
  • Prawnik in-house – osoba, która dba o to, by umowa „zagrała” wewnątrz organizacji. To on lub ona przekłada rozbudowane postanowienia kontraktowe na procedury, obieg dokumentów, raportowanie i compliance. W offshore wind taka rola jest ważna, bo projekty trwają wiele lat i obejmują liczne, powiązane ze sobą kontrakty.
  • Prawnik w zarządzie – łączy perspektywę prawną z odpowiedzialnością za wynik finansowy spółki. Decyduje, jakie ryzyko można zaakceptować, kiedy wejść w spór, a kiedy bardziej opłaca się szukać polubownego rozwiązania.

Kompetencje nie tylko „kodeksowe” 

Jako kancelaria, która od lat działa w gospodarce morskiej, podzielamy wnioski panelistów dotyczące kompetencji niezbędnych w tej branży. Oprócz znajomości przepisów, rynek oczekuje od prawnika: 

  • rozumienia podstaw technologii używanych w projektach offshore,
  • umiejętności pracy w interdyscyplinarnych zespołach (inżynierowie, finansiści, logistycy, operatorzy portów),
  • wysokiej biegłości w posługiwaniu się językiem angielskim. 

Patrząc z naszej perspektywy, konferencja potwierdziła dwie rzeczy: 

  1. Szczecin ma realną szansę stać się jednym z ważniejszych ośrodków obsługi prawnej offshore wind w Polsce, jeśli tylko odpowiednio wykorzysta potencjał portów, stoczni i zaplecza akademickiego.
  2. Dla studentów i młodych prawników to jest dobry moment, żeby świadomie ukierunkować swój rozwój – w stronę prawa morskiego, energetycznego i kontraktowego, w połączeniu z praktyką w podmiotach działających faktycznie „nad wodą”. 

Cieszymy się, że mogliśmy współtworzyć przestrzeń do takiej rozmowy – łącząc środowisko akademickie, praktyków z biznesu i przyszłych prawników, którzy w najbliższych latach będą współodpowiedzialni za kształt prawny polskich inwestycji na Bałtyku. 

Dziękujemy też Wydziałowi Prawa i Administracji Uniwersytetu Szczecińskiego za współorganizację wydarzenia, a także partnerom honorowym i medialnym. 


 

Prawo i offshore w praktyce – wnioski z XIV Międzynarodowej Konferencji Offshore Wind Logistics & Supplies 

Tegoroczna konferencja PIMEW-u odbyła się w Gdańsku i była jednym z najważniejszych wydarzeń branżowych w polskim sektorze morskiej energetyki wiatrowej. W centrum uwagi znaleźli się inwestorzy, przedstawiciele administracji publicznej, spółek Skarbu Państwa, deweloperów, dostawców oraz… oczywiście kancelarii prawnych. 

W rozmowach i panelach dyskusyjnych dominowały główne wątki:  

  • budowa krajowego łańcucha dostaw,  
  • potrzeba spójności regulacyjnej,
  • rola finansowania i wsparcia instytucjonalnego,
  • kwestia local contentu, w tym w relacji do PZP.   

Polski łańcuch dostaw  

Podczas panelu inaugurującego konferencję padło wiele mocnych słów o potrzebie budowy „lokalnego łańcucha dostaw”. Wystąpienia przedstawicieli PGE Baltica, Orlen Neptun, ARPOcean WindsTele-Fonika Kable czy CRIST Offshore pokazały, że sektor jest zdeterminowany, by zwiększyć udział polskich przedsiębiorstw w realizacji inwestycji offshore. 

Problem polega na tym, że wciąż brakuje skutecznych narzędzi prawnych i metodologicznych pozwalających weryfikować rzeczywisty udział polskiego komponentu (local content). W efekcie nawet projekty z udziałem rodzimych firm nie zawsze są formalnie uznawane za „polskie”. 

W praktyce oznacza to, że polskie przedsiębiorstwa często konkurują na nierównych zasadach z międzynarodowymi koncernami, które mają większe doświadczenie, kapitał i zaplecze projektowe. 

Z perspektywy prawnej ten problem otwiera nowe wyzwania dla obsługi: 

  • tworzenie umów konsorcjalnych między podmiotami polskimi i zagranicznymi,
  • wprowadzanie klauzul gwarantujących udział lokalnych (pod)wykonawców,
  • opracowanie modeli kontraktowych uwzględniających wymóg local content w przetargach,
  • analiza kryteriów pozacenowych w ramach zamówień publicznych i ofert prywatnych. 

Podczas panelu wielokrotnie podkreślano również znaczenie transparentności w wyborze partnerów – oraz konieczność zapewnienia polskim dostawcom rzeczywistego dostępu do zamówień. Dyskutowano, jak ograniczyć udział pośredników i umożliwić bezpośrednią współpracę lokalnych dostawców z deweloperami farm wiatrowych. 

Dodatkowym problemem jest kwestia relacji założeń co do local contentu w stosunku do ustawy – Prawo zamówień publicznych (PZP). Zgodnie z PZP zamówienia publiczne powinny być otwarte w równym stopniu dla podmiotów polskich, jak i tych z całej UE. Pogodzenie tych dwóch reżimów jest dużym wyzwaniem dla sektora offshore.   

Spójność formalnoprawna procesu inwestycyjnego 

Jednym z ciekawszych paneli był ten poświęcony pierwszemu w Polsce pozwoleniu na użytkowanie morskiej farmy wiatrowej. Spotkanie z udziałem przedstawicieli Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego pokazało, jak skomplikowane są procedury formalne w projektach offshore. 

Prelegenci wskazywali, że obowiązujące przepisy budowlane i środowiskowe nie są dostosowane do specyfiki morskich inwestycji energetycznych. Brakuje jasnych regulacji, które określałyby, jak łączyć wymogi wynikające z prawa budowlanego, ustawy o obszarach morskich RP i ochronie środowiska, a także prawa energetycznego. 

W praktyce wiele decyzji administracyjnych opiera się na interpretacjach i indywidualnych uzgodnieniach z urzędami. Deweloperzy często napotykają trudności w zakresie uzyskania pozwoleń, a proces inwestycyjny ulega znacznemu wydłużeniu. 

W dyskusji pojawił się postulat wprowadzenia zintegrowanego systemu pozwoleń – podobnego do modelu duńskiego lub brytyjskiego – w którym wszystkie niezbędne decyzje byłyby wydawane w ramach jednego postępowania administracyjnego. 

Z punktu widzenia prawa oznaczałoby to konieczność stworzenia nowej kategorii inwestycji morskich, dla których opracowano by jednolite procedury, standardy dokumentacyjne i techniczne. To z kolei byłoby ogromnym ułatwieniem zarówno dla inwestorów, jak i dla administracji. 

Finansowanie 

Na konferencji powracał temat finansowania projektów offshore. Jednym z największych problemów polskich wykonawców jest tzw. ujemny cashflow – konieczność finansowania pierwszych etapów projektu z własnych środków, zanim pojawią się płatności od inwestora/zamawiającego. 

To zjawisko praktycznie eliminuje z gry wiele mniejszych przedsiębiorstw, które nie dysponują wystarczającym kapitałem lub dostępem do długoterminowego kredytowania. 

Podczas dyskusji zaproponowano kilka rozwiązań, które mogłyby złagodzić ten problem: 

  • wprowadzenie zastrzeżonych rachunków powierniczych,
  • stosowanie gwarancji bankowych zamiast zabezpieczeń gotówkowych,
  • etapowe rozliczanie projektów (tzw. milestone payments),
  • możliwość udziału instytucji finansowych w konsorcjach wykonawczych. 

Z perspektywy kancelarii prawnych to obszar, w którym można realnie wspierać przedsiębiorców – m.in. poprzez negocjowanie umów EPC, ocenę ryzyka kontraktowego i opracowanie struktur finansowo-prawnych minimalizujących ryzyko płynnościowe. 

Kontrakty 

Kontrakty w morskiej energetyce wiatrowej należą do najbardziej skomplikowanych na rynku budowlanym – nie tylko ze względu na skalę inwestycji, ale przede wszystkim na liczbę uczestników i uwarunkowania dotyczące środowiska, w jakim realizowane są prace. Umowy typu EPCI (Engineering, Procurement, Construction and Installation)FIDIC czy kontrakty hybrydowe wymagają precyzyjnego określenia odpowiedzialności stron, a także zrównoważenia interesów pomiędzy inwestorem, generalnym wykonawcą, a (lokalnymi) podwykonawcami. 

W praktyce pojawia się tu wiele problemów prawnych – od kwestii gwarancji jakości i terminowości, przez ryzyka pogodowe, po odpowiedzialność za opóźnienia w dostawach komponentów. Dodatkowym wyzwaniem są umowy transgraniczne, w których stosuje się reżimy prawa obcego.  

Eksperci zwracali uwagę, że prawidłowe przygotowanie kontraktu to obecnie nie tylko kwestia zgodności z przepisami, ale również efektywnego zarządzania ryzykiem. Ważne są elementy takie jak: 

  • matryce ryzyk,
  • dopuszczalne limity odpowiedzialności,
  • mechanizmy kompensacyjne w przypadku przerw w realizacji prac.  

Zwracano uwagę na potrzebę szerszego wykorzystania alternatywnych metod rozwiązywania sporów (ADR), takich jak mediacja branżowa czy adjudykacja, które pozwalają uniknąć wieloletnich procesów sądowych i utrzymują relacje biznesowe między stronami projektu. 

Polscy armatorzy i stocznie branży offshore wind 

Polscy armatorzy (choć nie ma ich wielu) chcą wejść w budowę i późniejsze utrzymanie (O&M) morskich farm wiatrowych, ale brakuje im odpowiednich jednostek i stabilnych kontraktów. Statki serwisowe (CTV z DP2, SOV/CSOV) wymagają kosztownych modernizacji i rygorystycznych certyfikatów HSE oraz klasy.  Załogi muszą mieć szkolenia GWO i doświadczenie „offshore”, a to podnosi koszty. Umowy często przerzucają ryzyko pogody i opóźnień na armatora, a kary umowne są wysokie. Wejście do łańcucha dostaw jest trudne bez dotychczasowych referencji z farm wiatrowych. 

Powraca również temat budowy jack-up’a do montażu turbin. Choć oczywiście temat ten najszybciej pojawia się w kontekście II fazy projektów. Mamy kompetencje stoczniowe, brakuje jednak armatora, który stanowczo i jednoznacznie wziąłby na siebie odpowiedzialność. Podobnie sytuacja wygląda z budową kablowca (CLV). Choć tutaj praca inwestorów (TFK) idzie do przodu. W obu przypadkach to bardzo duży CAPEX i długi proces certyfikacji, więc tzw. bankowalność projektu powinna opierać się na długoterminowym czarterze lub umowie ramowej. 

Natomiast polskie stocznie mają nadal bardzo realną przestrzeń, by dostarczać mniejsze jednostki:  

  • nowe CTV,
  • SOV/CSOV,
  • konwersje jednostek pod „walk-to-work”, 
  • a także elementy i modernizacje dla jack-upów i kablowców (np. karuzele kablowe, gangwaye, systemy DP, integracja lay-spread).  

Popyt na remonty klasowe, doposażenia HSE i szybkie przebudowy będzie rósł wraz z harmonogramami budowy i O&M w Bałtyku. Dodatkowo stocznie mogą wejść we współpracę z producentami kabli i dostawcami sprzętu dźwigowego, tworząc kompletne pakiety „design-build-integrate” dla armatorów. 

Pojawiły się konkretne postulaty i wnioski do branży:  

  1. Pre-kwalifikacje i pilotaże: armatorzy powinni jak najszybciej wejść na listy dostawców deweloperów i zdobyć krótkie kontrakty pilotażowe. To buduje referencje potrzebne do większych umów.
  2. Umowy „niesione” finansowaniem: przy projektach jack-up’a lub kablowca warto celować w długoterminowy czarter lub framework z gwarantowanym pakietem dni. To ułatwia kredytowanie i wsparcie gwarancyjne.
  3. Pakiety stocznia + armator + dostawcy: polskie stocznie i armatorzy mogą wspólnie oferować gotowe rozwiązania (projekt, budowa/konwersja, integracja, serwis). To skraca czas wdrożenia i zwiększa szanse w przetargach.
  4. Porty i sloty: wcześniej rezerwujmy zasoby portowe i terminy stoczniowe, bo równoległe projekty szybko „zjadają” dostępność infrastruktury.
  5. Czytelny podział ryzyk w kontraktach: negocjujmy rozsądne KPI, transparentne zasady „stand-by” i pogodowe, ubezpieczenia „offshore” oraz limity kar – inaczej koszt kapitału po prostu wyczerpie całą biznesową marżę. 

Jeżeli połączymy potrzeby armatorów (statki, certyfikacja, referencje) z możliwościami stoczni (nowe budowy, szybkie konwersje, integracja systemów), polski łańcuch dostaw może realnie wejść w segment budowy i O&M na Bałtyku.  

Istotne będą krótkie pilotaże (może jeszcze w I fazie), mądre finansowanie i wspólne oferty „pod klucz” – także dla ambitnych projektów jak jack-up i kablowiec. 

Podsumowanie 

Z tegorocznej edycji konferencji PIMEW-u płynie jednoznaczny wniosek: polska branża offshore wchodzi w etap dojrzałości, ale potrzebuje wsparcia na poziomie legislacyjnym, finansowym i organizacyjnym. 

Konferencja pokazała, że rola prawników w projektach offshore nie ogranicza się już do „papierologii”. Współczesne doradztwo w tym sektorze wymaga rozumienia logiki technicznej, finansowej i operacyjnej inwestycji. 

Bandera – wybór ma znaczenie

Wyobraź sobie, że właśnie stałeś się właścicielem swojego wymarzonego jachtu. Przed Tobą otwiera się cały ocean możliwości. Jednak zanim ruszysz w rejs, czeka cię decyzja, której podjęcie może zaoszczędzić dziesiątki tysięcy euro albo… przyprawić o ból głowy. Pod jaką banderą będziesz pływać? Wybór flagi to nie tylko kwestia patriotyzmu czy prestiżu. To strategiczny wybór, w tle którego są podatki, biurokracja i wolność żeglugi.  

W tym artykule przyjrzymy się trzem rejestrom dla jachtów do 24 metrów długości – Polski, Malty i Gibraltaru – tak, abyś mógł obrać właściwy kurs bez niespodzianek. 

Polska – rodzima bandera z ograniczonymi formalnościami i niskimi opłatami 

W sierpniu 2020 roku weszła w życie ustawa o rejestracji jachtów i innych jednostek pływających o długości do 24 m, która wprowadziła wiele zaskakujących zmian. Od tamtego momentu polska bandera stała się bardzo popularna i teraz powiewa na masztach w każdej marinie w basenie Morza Śródziemnego. Warto dodać, że z roku na rok liczba zarejestrowanych jachtów pod polską flagą rośnie, a nasz kraj staje się coraz bardziej popularnym wyborem wśród właścicieli jednostek pływających. 

Rejestracja w Polsce jest wydawana bezterminowo, co stanowi jeden z jej podstawowych atutów. W wielu krajach rejestracja jednostki pływającej wymaga jej cyklicznego odnawiania, często za dodatkową opłatą. W Polsce rejestracja jest dożywotnia, co sprawia, że armatorzy mogą cieszyć się spokojem przez wiele lat, bez potrzeby martwienia się o zbędne formalności. 

Dodatkowo, jachty rekreacyjne do 15 m długości są zwolnione z obowiązkowej inspekcji bezpieczeństwa i przeglądu technicznego. Jednak jachty rekreacyjne powyżej 15 m długości oraz wszelkie jednostki komercyjne podlegają obowiązkowi przeprowadzenia inspekcji bezpieczeństwa. Z tego względu polska flaga jest atrakcyjna zwłaszcza dla właścicieli mniejszych jednostek pływających, którzy nie muszą martwić się o dodatkowe koszty związane z przeglądami technicznymi. 

Co ważne, polska bandera nie nakłada na armatorów opłat tonażowych. Jest to rozwiązanie korzystne szczególnie dla właścicieli większych jednostek, ponieważ jest ona uzależniana od pojemności statku, a więc im większy jacht, tym wyższa opłata. Polska flaga pod tym względem również wypada znacznie korzystniej od rozwiązań funkcjonujących w innych krajach. 

Popularność polskiej flagi jest stosunkowo nowym zjawiskiem i z tego powodu nie jest ona tak „prestiżowa”, jak flaga maltańska czy brytyjska. Jednak coraz więcej armatorów dostrzega zalety polskiej rejestracji, doceniając jej proste, przyjazne zasady oraz brak zbędnych obciążeń finansowych.  

Malta – prestiżowy klucz do Morza Śródziemnego 

Proces rejestracji pod maltańską banderą jest zaprojektowany z myślą o wygodzie. Malta nie wprowadza restrykcji wiekowych dla jednostek, ale: 

  • statki starsze niż 10 lat, ale młodsze niż 15 lat muszą przejść inspekcję techniczną przeprowadzoną przez upoważnionego inspektora przed lub w ciągu miesiąca od tymczasowej rejestracji;
  • statki w wieku 15 lat i starsze muszą przejść inspekcję techniczną przeprowadzoną przez upoważnionego inspektora przed tymczasową rejestracją. 

Pierwszym krokiem w kierunku stałej rejestracji jest rejestracja tymczasowa na okres sześciu miesięcy. W tym czasie możesz legalnie pływać, ale musisz też przygotować komplet odpowiednich dokumentów. Jeśli nie zdążysz, możesz wnieść o przedłużenie tymczasowej rejestracji na kolejne sześć miesięcy. 

Po tym okresie następuje rejestracja stała, która jest ważna bezterminowo, ale wymaga opłacenia corocznego podatku tonażowego i innych opłat. W przypadku maltańskiej bandery nie ma sztywnych limitów czasowych – bandera zostaje z tobą tak długo, jak długo spełniasz wymagania, co czyni Maltę atrakcyjną dla długoterminowych właścicieli. 

Maltańska bandera to prestiżowy znak jakości. Jako największy rejestr morski w Europie i jeden z największych na świecie, Malta cieszy się reputacją „flag of confidence” powszechnie uznawaną i szanowaną przez władze portowe. Zapewnia to płynne przepływy i mniej przeszkód administracyjnych na wodach międzynarodowych.  

Wysokie standardy bezpieczeństwa sprawiają, że ubezpieczyciele chętnie akceptują maltańskie jachty, często oferując niższe stawki. Jako flaga Unii Europejskiej, daje dostęp do wód unijnych bez dodatkowych formalności. 

Gibraltar – tradycja brytyjskiej żeglugi 

Gibraltar – brytyjskie terytorium zamorskie, przyciąga właścicieli jachtów nie tylko strategicznym położeniem na styku Atlantyku i Morza Śródziemnego, reputacją wysokiej jakości rejestru, ale też prestiżem brytyjskiej flagi. Jako członek grupy Red Ensign, Gibraltar oferuje globalne uznanie i elastyczność, czyniąc go idealnym wyborem dla armatorów szukających bezpieczeństwa bez nadmiernej biurokracji. 

Jachty, bez względu na wiek, mogą być zarejestrowane w Gibraltar Yacht Registry (GYR), ale podstawowym wymogiem jest Przegląd Pomiaru Tonażu (Tonnage Measurement Survey), przeprowadzony przez jedną z sześciu uznanych przez GYR towarzystw klasyfikacyjnych. Oznacza to, że jednostka nie musi być skontrolowana w gibraltarskiej jurysdykcji. 

W Polsce taki obowiązek mają tylko jachty powyżej 24 m długości kadłuba, przez co rejestracja jachtu do 24 m długości jest o wiele łatwiejsza, tym bardziej, że wymiary można poświadczyć chociażby Deklaracją CE czy dokumentem przygotowanym przez stocznię na etapie budowy jachtu. 

Podobnie jak w przypadku Malty, Gibraltar oferuje dwa rodzaje rejestracji – tymczasową i pełną. Zaczyna się od tej pierwszej, która jest ważna przez trzy miesiące, z możliwością przedłużenia do maksymalnie sześciu miesięcy. Po tym możesz przejść do pełnej rejestracji, odnawialnej na 12, 24, 48 lub 60 miesięcy.  

Z prestiżem bandery, wiążą się koszty rejestracji: 

  • 232 GBP – wniosek o rejestrację jachtu,
  • 181 GBP – wniosek o tymczasową rejestrację jachtu,
  • 26 GBP – wniosek o coroczne przedłużenie ważności świadectwa rejestracji. 

Bandera Gibraltaru to nie tylko symbol – to prestiż Red Ensign, uznawany na całym świecie jako znak wysokiej jakości i zgodności z międzynarodowymi standardami morskimi, na równi z rejestrami brytyjskimi. Jako część Red Ensign, oferuje ochronę prawną opartą na dostępie do pomocy brytyjskich ambasad i konsulatów, łatwiejszych ubezpieczeń z niższymi stawkami oraz swobodę żeglugi po wodach międzynarodowych bez dodatkowych pozwoleń. 

Podsumowanie 

Wybór bandery dla jachtu to nie tylko kwestia symboliki, ale i istotny element strategiczny, który ma wpływ na koszty, formalności oraz komfort żeglugi. Polska flaga, dzięki prostym i korzystnym rozwiązaniom, zyskuje na popularności, oferując armatorom bezterminową rejestrację, brak podatków tonażowych oraz minimalne formalności. 

Z kolei flagi takie jak maltańska czy gibraltarska przyciągają właścicieli prestiżem i korzyściami związanymi z wysokimi standardami bezpieczeństwa i elastycznością w zakresie procedur.  

Wybór odpowiedniego rejestru zależy od indywidualnych potrzeb. W każdym przypadku warto przemyśleć wszystkie aspekty, aby podjąć najlepszą decyzję, która zapewni komfort i spokój na pokładzie. 

Jeśli potrzebujesz pomocy w rejestracji swojego jachtu – skontaktuj się z nami.

Więcej praktycznych informacji znajdziesz w naszym wcześniejszym artykule: „Rejestracja jachtu pod polską banderą – jak wygląda w praktyce?”

Rejestracja jachtu pod polską banderą – jak wygląda w praktyce?

Przyszłość polskiego sektora morskiego – wnioski z Forum Polska Morska w Szczecinie 

28 października 2025 r. w Morskim Centrum Nauki w Szczecinie odbyła się pierwsza edycja Forum Polska Morska, które zgromadziło liderów branży morskiej. Podczas wydarzenia poruszone zostały ważne tematy dotyczące rozwoju sektora morskiego, stoczniowego oraz bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej. 

Organizatorzy podzielili Forum na trzy eksperckie panele, w czasie których omówiono strategie repolonizacji polskiego sektora morskiego, bezpieczeństwo portów oraz zagrożenia związane z infrastrukturą morską. Podkreślano potrzebę rozwiązań, które zapewnią stabilny rozwój i ochronę krytycznej infrastruktury morskiej. Dyskutowano też o rozwoju polskiego przemysłu stoczniowego, pozyskiwaniu nowych kompetencji oraz rosnącej roli krajowych dostawców w łańcuchu produkcji. 

Wyzwania i szanse przed polskim przemysłem stoczniowym 

Paneliści, którzy reprezentowali sektor prywatny i publiczny, zgodnie podkreślali, że przyszłość polskich stoczni musi opierać się na współpracy i zrównoważonym rozwoju. Z racji silnej konkurencji ze strony chińskich stoczni, polski przemysł stoczniowy powinien postawić na innowacyjność i jakość. Dzięki temu pozostanie konkurencyjny na rynku międzynarodowym. Eksperci zgodzili się, że ważne dla sukcesu będą dobre kontrakty oraz stabilne umowy, które zapewnią długoterminowy rozwój i zatrudnienie. 

Kryzys za nami – czas na rozwój 

Istotnym akcentem dyskusji była kwestia pokonania kryzysów, które dotknęły przemysł stoczniowy w przeszłości. Eksperci zaznaczyli, że polskie stocznie mają już za sobą trudne okresy i dziś sektor stoczniowy rozwija się w odpowiednim kierunku. Dzięki dobremu zarządzaniu, rozwijającej się gospodarce oraz rosnącemu zapotrzebowaniu na nowoczesne jednostki, stocznie w Polsce mają sprzyjające warunki do dalszego rozwoju. Ważne będzie utrzymanie tego trendu poprzez kontynuację inwestycji w nowe technologie oraz wsparcie krajowych dostawców. 

Rola kancelarii prawnych w rozwoju przemysłu 

Paneliści, w tym Radosław Kowalczyk – Prezes Stoczni Szczecińskiej „Wulkan”, Andrzej Montwiłł – Prezes Zachodniopomorskiego Klastra Morskiego, Daniel Opas – Prezes Morskiej Stoczni Remontowej „Gryfia” oraz Marcin Ryngwelski – Prezes PGZ Stoczni Wojennej, niejednokrotnie podkreślali również istotną rolę kancelarii prawnych, takich jak nasza, dzięki którym możliwe będzie zapewnienie stabilności i bezpieczeństwa prawnego w branży stoczniowej. Wskazywali na to, jak ważne są odpowiednio dopracowane umowy, które chronią interesy przedsiębiorstw i umożliwiają dalszy rozwój. 

Eksperci zgodzili się, że sukces polskiego przemysłu stoczniowego nie zależy tylko od rozwoju technologicznego, ale także od stabilności prawnej, którą mogą zapewnić kancelarie specjalizujące się w przemyśle morskim. 

Podsumowanie 

Podczas tego wydarzenia, zarówno przedstawiciele sektora prywatnego, jak i publicznego, zgodnie podkreślali znaczenie współpracy, innowacji i zrównoważonego rozwoju. Polska stawia na silny, lokalny komponent w produkcji stoczniowej, który pozwoli na utrzymanie konkurencyjności na rynku międzynarodowym. Dobre zarządzanie, stabilność umów i odpowiednie wsparcie prawne to nieodłączne elementy, które pomogą polskim stoczniom nie tylko utrzymać pozycję na rynku, ale i rozwijać się w nadchodzących latach. 

Kancelarię reprezentowali Patryk Zbroja oraz Stanisław Kaup. Wzięli oni aktywny udział w panelach dyskusyjnych, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem prawnym z zakresu gospodarki morskiej. 

Odpowiedzialność członków zarządu za zobowiązania podatkowe spółki – interpretacja ogólna Ministra Finansów i jej skutki  

29 sierpnia 2025 r. Minister Finansów i Gospodarki opublikował interpretację ogólną, która nawiązuje do wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawach C-277/24 (Adjak) oraz C-278/24 (Genzyński). Wyroki dotyczyły interpretacji polskich przepisów o odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania podatkowe spółek, w świetle prawa wspólnotowego. 

Jak było dotychczas 

Art. 116 Ordynacji podatkowej przewiduje, że gdy spółka kapitałowa zalega z zapłatą należności podatkowych, a jej majątek nie wystarcza na pokrycie zaległości, to można dochodzić należności od osób, które w czasie powstania zobowiązania były członkami zarządu. Odpowiedzialności można uniknąć tylko w trzech sytuacjach: 

  • jeśli wskaże się majątek spółki, z którego można (w znacznym stopniu) uregulować zaległość spółki;
  • jeśli członek zarządu w odpowiednim czasie złożył wniosek o ogłoszenie upadłości;
  • jeśli członek zarządu wykazał brak winy w niezłożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości. 

Samo w sobie rozwiązanie nie jest kontrowersyjne, natomiast w praktyce dochodziło do sytuacji, w których sytuacja byłych członków zarządu stawała się procesowo bardzo trudna. Dlaczego tak się działo? 

Ograniczone możliwości odparcia zarzutów 

W postępowaniu, w którym określana jest wysokość podatku spółki, spółkę reprezentują jej organy. Aktualne organy. Zazwyczaj jednak postępowanie dotyczy zdarzeń z przeszłości.   

Często jest więc tak, że w okresie, którego dotyczy postępowanie, ktoś inny był członkiem zarządu. Z tego powodu osoba taka nie mogła uczestniczyć w postępowaniu. Jednocześnie jednak ponosiła odpowiedzialność za zobowiązania jako były członek zarządu spółki. Jeśli postępowanie wobec spółki kończyło się prawomocnie, były członek zarządu nie mógł potem kwestionować jego ustaleń. Można było jednak przerzucić na niego odpowiedzialność i egzekwować zobowiązanie, w wysokości w jakiej zostało określone w postępowaniu.   

Jako że byli członkowie zarządów nie byli już członkami organów spółki, nie mieli również wglądu do akt sprawy. To uniemożliwiało im uzyskanie informacji o podstawach na jakich określano zobowiązanie, za które ponosili odpowiedzialność.  

Wskutek powtarzania się takich sytuacji, a także w wyniku skarg podatników, sprawą zajął się w końcu TSUE. I orzekł, że o ile przepisy Ordynacji podatkowej same w sobie nie naruszają norm unijnych, o tyle rzeczywiście w określonych sytuacjach pozbawiają byłych członków zarządu prawa do obrony, co nie zasługuje na akceptację.  

Domniemanie winy członka zarządu  

Inna kwestia dotyczyła możliwości uniknięcia odpowiedzialności w razie niezłożenia w terminie wniosku o ogłoszenie upadłości. Jak wspomniano wyżej, członek zarządu może uniknąć odpowiedzialności w razie złożenia takiego wniosku lub wykazania braku winy przy jego niezłożeniu. Przy czym wina w odniesieniu do członków zarządu była już często domniemywana, bo kto może odpowiadać za złe prowadzenie spółki, jeśli nie jej zarząd?  

Według TSUE jednak brak winy można wykazać nie tylko poprzez udowodnienie swojej niewinności, ale też uprawdopodobnienie, że wystąpiły obiektywne okoliczności, które uniemożliwiły złożenie wniosku. Jednak TSUE podkreślił, że każdy taki przypadek powinien być badany indywidualnie.  

Co mówi interpretacja ogólna

W ślad za wnioskami płynącymi z wyroków TSUE Minister Finansów i Gospodarki wydał interpretację ogólną, której celem jest ujednolicenie praktyki stosowania przepisów Ordynacji podatkowej.   

Minister wskazał, że prawa do obrony członków zarządu należy pojmować szerzej niż miało to miejsce do tej pory. Mimo że postępowanie wobec spółki jest postępowaniem odrębnym od postępowania wobec członka zarządu, to byłemu członkowi zarządu, przy spełnieniu pewnych przesłanek, powinno przysługiwać prawo do podważania ustaleń zawartych w decyzji kierowanej do spółki. Ustalenia te były członek zarządu będzie mógł podważać w postępowaniu toczącym się wobec niego, co jest zupełną zmianą podejścia w tej kwestii, w porównaniu do dotychczasowej praktyki stosowanej w takich sprawach.   

Minister uznał również, że byli członkowie zarządu powinni mieć dostęp do akt sprawy spółki, a także, że domniemanie winy członka zarządu w niewłaściwym kierowaniu sprawami spółki, skutkujące nieterminowym złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości, jest wzruszalne, a zatem wina członka zarządu nie powinna być przyjmowana „z automatu”.    

Podsumowanie  

Interpretacja dostosowuje wykładnię art. 116 Ordynacji podatkowej do orzecznictwa TSUE. Prawdopodobnie przyczyni się to do większej ochrony byłych członków zarządu przed odpowiedzialnością za zobowiązania podatkowe spółek. Warto jednak zwrócić uwagę, że interpretacja ogólna nie jest tym samym, co realna zmiana prawa, a jedynie wskazówką, co do sposobu, w jaki należy rozumieć przepisy Ordynacji podatkowej. W nadchodzącym czasie zapewne przyczyni się do zmiany podejścia organów podatkowych, jednak czas pokaże, na ile przełoży się to na sposób prowadzenia postępowań w sprawach o odpowiedzialności członków zarządu. 

Zbroja Adwokaci i Rejs z GospodarkaMorska.pl – nowe spojrzenie na rozwiązywanie sporów branżowych

20-22 października 2025 roku odbyła się 5. edycja konferencji organizowanej przez GospodarkaMorska.pl na pokładzie promu Polferries „Nova Star”. Jest to wydarzenie, które trwa podczas rejsu z Gdańska do Szwecji i z powrotem. To unikalna sesja spotkań, która łączy merytoryczne dyskusje na temat najważniejszych wyzwań sektora morskiego z niepowtarzalną atmosferą wycieczki po wodach Bałtyku. 

Konferencja zgromadziła najważniejszych przedstawicieli polskiej branży morskiej, którzy wspólnie dyskutowali o wyzwaniach i perspektywach rozwoju sektora, w tym o bezpieczeństwie, finansowaniu oraz budowie morskich farm wiatrowych. 

Wyzwania i szanse dla gospodarki morskiej w Polsce 

W trakcie rejsu odbyły się panele dotyczące bezpieczeństwa sektora morskiego, finansowania dużych inwestycji oraz zaplecza produkcyjnego i serwisowego dla morskich farm wiatrowych. Uczestnicy rozmawiali o tym, jak polski przemysł stoczniowy może stać się bardziej konkurencyjny na rynku międzynarodowym oraz jakie wyzwania wiążą się z rozwojem energetyki wiatrowej na morzu. 

Dyskusja skupiła się także na problemach finansowania projektów w sektorze morskim, wskazując na konieczność współpracy między bankami, sektorem ubezpieczeniowym oraz instytucjami gwarancyjnymi w celu zapewnienia stabilności finansowej dużych inwestycji. 

Innowacyjne podejście do rozwiązywania sporów w sektorze morskim 

Jednym z ważniejszych tematów konferencji była kwestia rozwiązywania sporów w branży morskiej. Podczas panelu red. Artur Kiełbasiński zapytał, czy warto rozstrzygać branżowe spory przed polskimi sądami. Na to pytanie odpowiadał Patryk Zbroja, który brał udział w dyskusji i podkreślił korzyści z wykorzystania arbitrażu oraz sądów polubownych.  

Podkreślił, że metody polubowne pozwalają na rozwiązanie konfliktów w sposób bardziej efektywny, zdecydowanie szybszy i znacznie tańszy niż tradycyjny proces sądowy. Dodał, że czasochłonność i wysokie koszty postępowania sądowego często nie przynoszą też jednoznacznych rezultatów. 

Networking i integracja branży 

Rejs z GospodarkaMorska.pl to nie tylko platforma do merytorycznych debat, ale również doskonała okazja do nawiązywania nowych kontaktów biznesowych. Po intensywnych panelach uczestnicy konferencji mieli możliwość wspólnego zwiedzania Sztokholmu, a wieczorne spotkania integracyjne w trakcie całego rejsu pozwoliły na nieformalne rozmowy i budowanie relacji zawodowych. 

Kancelarię Zbroja Adwokaci podczas rejsu reprezentowali Patryk Zbroja, Anita Sienkiewicz-Zbroja i Stanisław Kaup. 

Podsumowanie 

Rejs z GospodarkaMorska.pl to nietypowe (bo odbywające się na morzu), ale bardzo ważne wydarzenie w kalendarzu spotkań branży morskiej. Jak co roku zgromadziło ekspertów, przedstawicieli firm i instytucji, którzy wspólnie szukali rozwiązań dla najistotniejszych wyzwań sektora morskiego. Konferencja była również doskonałą okazją do wymiany doświadczeń oraz nawiązywania nowych kontaktów, co ma duże znaczenie dla dalszego rozwoju gospodarki morskiej w Polsce. 

Kancelaria Zbroja Adwokaci, biorąc udział w tym wydarzeniu, udowodniła swoje zaangażowanie w rozwój sektora morskiego, oferując wsparcie prawne oraz promując alternatywne metody rozwiązywania sporów, które są coraz bardziej popularne w tej branży. Z niecierpliwością czekamy na kolejną edycję w 2026 roku. 

zdjęcia gospodarka morska:

Aftersales w branży jachtowej – między oczekiwaniami klienta a obowiązkami branży cz. II 

W naszym ostatnim artykule – Aftersales w branży jachtowej cz. I – wprowadziliśmy Was w temat obsług posprzedażowej. Dziś chcemy omówić czym jest aftersales z perspektywy branży, a więc m.in. brokerów, stoczni czy dealerów.  

Gwarancje i rękojmia

W polskim prawie różnice między gwarancją producenta, a rękojmią ustawową są fundamentalne dla ochrony nabywcy jachtu. W niektórych przypadkach, w polskich umowach będą obowiązkowe, w innych można się ich pozbyć. 

Zapisy w umowie sprzedaży (PSA – Purchase and Sale Agreement lub MOA – Memorandum of Agreement) mają zasadnicze znaczenie. To one precyzują zakres odpowiedzialności, terminy i warunki roszczeń. Brak jasnych postanowień może nabywcy utrudnić egzekwowanie jego praw. Z drugiej strony może wprowadzić niepewność, czy to sprzedawca ma usuwać ewentualne usterki, a w efekcie sporu stawiać go w niekorzystnym świetle. To podkreśla konieczność modelowania aftersales jako części łańcucha dostaw usług, z naciskiem na nieprzewidywalność zdarzeń i chęć zapewnienia powrotu klienta. 

Serwis i dostępność części

Problemy z dostępnością części zamiennych są powszechne, szczególnie w przypadku jednostek niestandardowych lub importowanych, gdzie łańcuchy dostaw mogą być zakłócone przez czynniki globalne. Wszyscy pamiętamy zablokowanie Kanału Sueskiego przez statek Ever Given w 2021 r. i skutki tego zdarzenia.  

Opóźnienia w serwisie mogą generować dodatkowe koszty i ryzyka bezpieczeństwa dla obu stron. Dla sprzedawcy będą to koszty utrzymania serwisu, możliwa konieczność naprawienia szkód po stronie kupującego, czy niepewność cen osprzętu. 

Dobrze też pamiętać, że znaczenie dokumentacji serwisowej i historii jachtu jest nieocenione. To one umożliwiają śledzenie historii napraw i mogą wpływać na wartość jachtu przy sprzedaży.

Szkolenie i dokumentacja 

Przekazanie instrukcji obsługi oraz szkolenie załogi są niezbędne. Brak wiedzy może prowadzić do awarii lub wypadków. Szkolenie wpisuje się w portfolio usług posprzedażowych i obejmuje wsparcie zdalne, na miejscu. 

Dobre przeszkolenie nabywcy albo jego załogi może pomóc uniknąć wielu niepożądanych zdarzeń. A im mniej zgłoszeń, tym – z jednej strony – mniej obowiązków sprzedającego, z drugiej – lepszy obraz jachtu w pamięci kupującego. 

Budowanie relacji z klientem 

Aftersales jako narzędzie retencji i reputacji pozwala na utrzymanie lojalności poprzez ciągłe wsparcie. To przekłada się na rekomendacje i powtórne transakcje. Co więcej, w sektorach kapitałochłonnych, jak jachty, to właśnie ten element może mieć decydujące znaczenie. 

Przykładowo, standardy ISO, np. ISO/IEC Guide 76, podkreślają rolę komunikacji i dostępności w usługach posprzedażowych, co buduje zaufanie i minimalizuje skargi.  

Zarządzanie ryzykiem i odpowiedzialnością 

Konsekwencje braku reakcji na zgłoszenia klienta to potencjalne procesy, kary finansowe i utrata reputacji. Z tego powodu sprzedawca powinien mieć procedury szybkiej odpowiedzi, w tym metryki wydajności, takie jak czas oczekiwania na pomoc czy wskaźniki wypełnienia zamówień. 

Jednak zarządzanie ryzykiem zaczyna się już na etapie zawierania umowy. Niejasne klauzule gwarancyjne mogą prowadzić do sporów o odpowiedzialność, np. za ukryte wady, co generuje koszty sądowe i szkodzi wizerunkowi.  

Nowe wyzwania technologiczne 

Jachty, szczególnie luksusowe, są wyposażane w nowocześniejsze systemy napędowe. Obsługa napędów hybrydowych i systemów autonomicznych wymaga specjalistycznego serwisu, co staje się wyzwaniem dla sprzedawcy.  

W tym roku, podczas Cannes Yachting Festival, wiele firm, w tym także Sunreef Yachts, podkreślały rosnące znaczenie obsługi posprzedażowej w kontekście rosnącego skomplikowania używanych komponentów i ich znaczenia dla klientów. 

Podsumowanie 

Aftersales w branży jachtowej to wspólna odpowiedzialność obu stron transakcji. Nabywcy, w którego interesie jest zabezpieczenie bezproblemowego użytkowania jachtu, ale i „branży”, która realizując oczekiwania klienta zapewnia mu bezpieczeństwo, satysfakcję i w perspektywie rozwój rynku. Bez tego transakcje stają się ryzykowne, a reputacja branży cierpi.