Zamiana ról, żarty te same 

Czy jest coś, czego jeszcze nie powiedziano o różnicach pokoleniowych? I kiedy mają znaczenie? 

Pewnie największe wtedy, gdy nie dogadujemy się ze swoimi dziećmi albo rodzicami i musimy to sobie jakoś uzasadnić. Przewracamy wtedy oczami – ach, nastolatki. A ci moi rodzice? Oni to już nigdy się nie zmienią.  

Bawią mnie rolki, na których pokolenie Z robi jedno, a millenialsi co innego, i jedni i drudzy patrzą na siebie z niedowierzaniem. A najbardziej bawi mnie w tych rolkach, że jeszcze całkiem niedawno dokładnie w ten sam sposób millenialsi byli przeciwstawiani iksom. Teraz pokolenie X odchodzi do lamusa (kto tak w ogóle jeszcze mówi!), w jego miejsce weszło Y i to oni przyjęli na siebie rolę nieogarniających. Taka kolej losu – zetki, szykujcie się. 

Ech, kiedyś to było 

Jako przedstawicielka iksów muszę przyznać, że lubię czasami pogadać o Bolku i Lolku, ale też nie uważam, że „kiedyś to były bajki”, bo pamiętam doskonale jak Bolek pukał się w czoło, bo Lolek nie rozumiał, a skoro nie rozumiał to pewnie był po prostu głupi i trzeba mu to było dosadnie pokazać. Reksio też był fajny, ale nie raz trząsł się biedaczysko z zimna w tej budzie, więc nie podzielam żalu za minioną epoką. 

Podobnie, gloryfikowane chodzenie z kluczami na szyi wcale nie było takie rewelacyjne i wielu moim rówieśnikom zdecydowanie nie pomogło w poradzeniu sobie z dorosłością. Historie o tym, jak to pokolenie lat 70-tych i 80-tych może być wzorem samodzielności i odpowiedzialności dla wszystkich młodych i młodszych pracowników jest uogólnieniem, na które ja osobiście już nawet nie chcę się irytować. 

Poukładani w szufladkach 

Ale szufladkowanie to wdzięczny temat. Np. „zdolny, ale leniwy” – o chłopcu, „baba za kierownicą” – nie trzeba tłumaczyć, „myśli, że Europa to jedno państwo” – o Amerykaninie, „wieczny Piotruś Pań” – o milenialsie, słaby psychicznie – o zetce, boomer – o kimś, kto nie nadąża i jest 40+. Jak to miło układa świat i czyni go łatwiejszym do zrozumienia. 

I naprawdę trzeba mieć mocno zamkniętą głowę, żeby pracując w wielopokoleniowym środowisku nie zauważyć, że zetka umie dowieźć i przypilnować temat sto razy lepiej niż niejeden iks, że przeciążony iks może przepaść podobnie, jak mogłaby to zrobić zetka, a milenials jest odpowiedzialny i lojalny w pracy, choć data jego urodzenia mogłaby sugerować, że tak nie będzie. 

Oczywiście – świat, w którym się rodzimy i wychowujemy bardzo mocno nas kształtuje. I trzeba mieć tego świadomość pracując z ludźmi, którzy nie są w naszym wieku. Ale czy faktycznie stanie w PRL-u z mamą godzinami w kolejkach za masłem, które po przyniesieniu do domu okazywało się zjełczałe, czekanie na przydział telefonu przez kilka lat czy czekanie cały tydzień na kolejny odcinek serialu, wpłynęły aż tak bardzo na to jak dzisiaj pracuję? Czy uczyniły mnie cierpliwszą, wyrozumialszą i lepiej zorganizowaną od zetek, które mają wszystko tu i teraz? Oczywiście, że nie. Czasami chciałabym być tak poukładana, skupiona i wytrwała jak zetki, które znam. 

Ostatnio mieliśmy szkolenie FRIS.  To szkolenie totalnie wrzuciło nas do jednego worka. Byliśmy w nim wszyscy, którzy tworzymy aktualnie WWLZ – iksy, igreki, zetki. Z worka wychodziliśmy w oparciu o sposób rozumowania, a nie wiek. Teoria FRIS nie kwestionuje aspektów środowiskowych w naszym życiu czy doświadczenia, czyli tych elementów, które mogą nas różnić i różnią pokoleniowo. Jednak kładzie nacisk na to, jaka jest nasza pierwsza i najbardziej naturalna reakcja, i jak wpływa na decyzje, które podejmujemy. A w konsekwencji, dlaczego z jednymi pracuje nam się świetnie, mimo że są dwadzieścia lat młodsi, a inni działają na nas jak płachta na byka, choć są naszymi rówieśnikami. 

Naszą wartością jest partnerstwo 

Partnerstwo wyklucza stereotypy, a do tego niestety najczęściej sprowadza się różnice pokoleniowe. Partnerzy uczą się od siebie, nie tylko dlatego, że ktoś się urodził w latach osiemdziesiątych, a ktoś inny dwadzieścia lat później, ale – również – dlatego. Tak dużo decyduje o tym, jacy jesteśmy w pracy i poza nią. Gdyby tylko wiek nas definiował, chyba nie dalibyśmy rady współpracować. I nie tłumaczyłabym ostatnio koledze, który mógłby być moim synem, dlaczego nie działa link w relacji, którą udostępnił na IG. A on nie podsyłałby mi zdjęć starego przedwojennego Szczecina, który go pasjonuje. 

Świetnym doświadczeniem jest dołączenie do wielopokoleniowej grupy, która dzieli tę samą pasję, np. żegluje czy muzykuje. To najlepsza lekcja współpracy, w której okazuje się, że mimo różnicy wieku można wspólnie działać. I co najważniejsze, wymieniać się odpowiedzialnością, nie uzależniając jej od starszeństwa. 

A potem takie doświadczenie przenieść na środowisko pracy i zrozumieć, że szef to nie tata tylko dlatego że, jest trzydzieści lat ode mnie starszy. I że klient patrzy na mnie jak na partnerkę do rozmowy, a nie córkę – w końcu umówił się na spotkanie z prawniczką!

Anita<br>Sienkiewicz-Zbroja

Specjalizuje się w bieżącej obsłudze i doradztwie korporacyjnym polskich i zagranicznych przedsiębiorców, od wyboru formy prowadzonej działalności, poprzez jej rejestrację, po likwidację. Czytaj więcej

Potrzebujesz
wsparcia
w tym temacie?

Skorzystaj z naszego doświadczenia.
Skontaktuj się z nami.

Skontaktuj się

Pozostałe publikacje

Nie tylko po todze poznasz prawnika

Publikacje / 13 października 2026

Nie tylko po todze poznasz prawnika

W czym AI nie zastąpi prawnika

Publikacje / 8 września 2026

W czym AI nie zastąpi prawnika

Po co nam procedury i instrukcje?

Publikacje / 5 czerwca 2026

Po co nam procedury i instrukcje?

Czy każdy może być prawnikiem?

Publikacje / 21 maja 2026

Czy każdy może być prawnikiem?
Więcej publikacji